poniedziałek, 8 marca 2010

Bo najważniejsza jest wiara....

... w lepsze jutro.

Tytuł posta może trochę przewrotny, ale tak przewrotny był też mój dzisiejszy dzień. Po niemal 9 miesiącach pracy dowiedziałam się, że moja "kariera" w tej firmie dobiega końca... Kiedy składałam zgłoszenie na to stanowisko ogłoszenie mówiło o pracowniku biurowym na 10- 15 godzin tygodniowo. Pomyślałam wtedy, że to praca wprost idealna dla mnie - miałam dość pracy na telefonach, ale oczywiście chciałam mieć czas na naukę. W takim wymiarze czasu przepracowałam może 2 tygodnie. Potem było tylko więcej. Na szczęście plan w kolejnym semestrze pozwalał mi na większe zaangażowanie- zresztą nauczyłam się wszystkiego, polubiłam to zajęcie, więc z łatwością kombinowałam, by wszystko razem połączyć. Udawało się, do dziś. Bo dziś usłyszałam, że jednak z tytułu moich studiów ( i 2 dni zajęć na nich...) nie można na mnie liczyć. W porządku. Rozumiem, firma się rozrasta, jest coraz więcej pracy, ALE mimo to czuję się trochę "niepotrzebna" i niedoceniona.
Wracałam z ciężkim sercem. Znów czeka mnie szukanie pracy, chodzenie na rozmowy (ach, jak ja tego nie lubię!) i oczywiście po raz kolejny będę musiała przystosować się do nowego zajęcia. Przyznaję też, że miałam inne zamierzenia. Planowałam w mojej obecnej pracy zostać do sierpnia, we wrześniu robić praktyki, a kolejny semestr poświęcić na naukę (to będzie bardzo ciężki semestr) i tzw. prace dorywcze. A wobec dzisiejszych wydarzeń, wypada, że powinnam poszukać pracy na kilka miesięcy i dopiero potem realizacja wcześniejszych założeń...

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że mój Luby naprawdę stanął na wysokości zadania. Pocieszył, był w tym stanowczy, obiecał pomoc. Poczułam, że gramy w jednej drużynie i że to my zwyciężymy;)

No, ale nic. Wszystko będzie dobrze. Obecna sytuacja może nie jest mi na rękę (wolę nie myśleć o nadchodzących wydatkach!), ale wierzę, głęboko wierzę, że wszystko znajdzie swój sens. Z pewnością nic nie dzieje się bez przyczyny. Każdy ma swoje pięć minut i każdy potrzebuje zmian.

Kto wie co mnie jeszcze czeka?:) Pozytywne myślenie to coś, czego (o dziwo!) na chwilę obecną mi nie brakuje!;)

1 komentarz:

  1. Pracodawcy potrafią zawieść, oj tak... wtedy dopiero czujemy jak jesteśmy od nich zależni i wobec nich bezsilni. A tak naprawdę liczy się jedno - jak najlepiej wyeksploatować pracownika. Wtedy również zostaje tylko jedno - zmienić pracodawcę! Grunt to pozytywne myślenie i wiara we własne możliwości :) bo to w końcu MY jesteśmy pracownikiem, jakiego każdy chciałby mieć :)

    OdpowiedzUsuń