czwartek, 11 marca 2010

Kiedyś zatrzymam czas, i na skrzydłach jak ptak....

Życie w Warszawie jest dość specyficzne. Lepsze perspektywy, kina, teatry, ciekawe wydarzenia- fakt. Ale z drugiej strony- ciągły pośpiech. Warszawa pędzi. Tłum pędzi. Na autobus, do metra, z pracy, do pracy, na zajęcia dodatkowe... Rzuca się w oczy to, że ludziom szkoda jest każdej minuty. W drodze do pracy czytają książki lub robią ćwiczenia językowe, a co niektórzy plotkują ze znajomymi przez telefon.

Ja sama wpadłam w tą pułapkę. Mam na głowie dużo obowiązków; codziennie wychodzę z domu o 8.00, a wracam ok. 19- 20. W całym tygodniu mam 1 dzień wolny. Po ostatnich wydarzeniach byłam zmuszona przemyśleć kilka spraw... I niestety, okazało się, że zatraciłam trochę priorytety. Zapomniałam PO CO to wszystko robię, większość zajęć traktowałam "po łebkach" i wcale nie jest mi z tym dobrze. Co jakiś czas zmagałam się z wyrzutami sumienia, ale skutecznie je tłumiłam albo tłumaczyłam bardzo zdroworozsądkowo, że "no takie już jest życie". Oczywiście- właśnie takie jest życie, nie można mieć wszystkiego na co mamy ochotę, zawsze coś odbywa się kosztem czegoś, i zazwyczaj odpoczynek jest zbyt krótki;) Ja jednak zapomniałam, że moja praca jest (była?) tylko środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Uświadomiłam sobie, że za bardzo weszła w moje życie, skutecznie utrudniając uczestniczenie w zajęciach, a nawet w angielskim, za który płacę sporo pieniędzy! Szkoła, angielski, rozwijanie się- to teraz powinno być dla mnie naprawdę ważne. A ja nie miałam czasu, żeby przeczytać cokolwiek co nie było podręcznikiem. Nie miałam czasu przeczytać wiadomości. Ba! Ja nie miałam czasu iść do lekarza!

Nie chcę być zbyt niewdzięczna... Oczywiście cieszę się, że nauczyłam się tylu rzeczy. Zdobyłam doświadczenie, zarobiłam pieniądze, trochę odłożyłam, a przy okazji przez te pare miesięcy miałam naprawdę różnorodne obowiązki. Ale! Moim celem zawodowym NIE JEST praca w sekretariacie przy obsłudze klienta aż do emerytury... Chcę się piąć do przodu, zdobywać kolejne umiejętności i mieć na koncie nowe sukcesy. Chcę być ambitna, mieć motywację i przyjemność z tego, co robię! Tutaj niestety troszkę różnimy się z moim M.- on twierdzi, że każda praca jest dobra, jeśli pozwala na w miarę godne życie...

Ja natomiast przypomniałam sobie, że przyszłość jest ciągle przede mną (niby oczywiste). Jeśli teraz nie zadbam, by być dobrym specjalistą po ukończeniu studiów, będę skazana na pracę, która nie przynosi satysfakcji. Albo, co gorsza, sama będę lekceważyła swoje umiejętności i wiedzę!

Na chwilę obecną mam mnóstwo planów i pomysłów. Jeszcze nie wiem na co się zdecyduję i na co mi pozwolą moje możliwości. Na pewno otrząsnęłam się z bezmyślnej egzystencji- jestem teraz bardziej świadoma i skupiona.
Skupiona na sobie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz