wtorek, 20 kwietnia 2010

Ambicja.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy- szkoda, że mój w łikend również. Piątkowe spotkanie w gronie znajomych, sobotnie spanie do południa, i dalej sielska atmosfera w mieszkaniu. Ach, oby więcej takich chwil. Miłą odmianą jest też to, że sporo czasu spędziłam z moim Lubym i to, że ani razu się przy tym nie pokłóciliśmy;)

Dziś wzmianka o ambicji. W piątek rozmawiałam z koleżanką z roku- do tej pory świetnie się uczyła, z tego co wiem, rok w rok pobierała nawet stypendium naukowe. Przy okazji w ogóle się z tym nie obnosiła i usilnie twierdziła, że ona po prostu potrafi przysiąść, nauczyć się i właśnie w tym tkwi sekret zdawanych egzaminów. Od pół roku pracuje dorywczo w gastronomii i podczas naszego piątkowego spotkania przyznała, że: a) studia już ją męczą i nudzą, b) gdyby jeszcze raz była w klasie maturalnej zdecydowałaby się na studia zaoczne, c) i prawdopodobnie wybrałaby zupełnie inny kierunek. Wyłonił się obraz zmęczonej i zniechęconej "prymuski" i , przyznam, zrobiło mi się trochę nieswojo. Bo ja właśnie teraz mam "swój" moment, z miesiąca na miesiąc przekonuję się coraz bardziej, że to jest idealny kierunek dla mnie, rozmyślam nad tematem pracy magisterskiej i z coraz większym zapałem siadam do nauki. Nie wiem ile ten czas jeszcze potrwa, ale mam nadzieję, że jak najdłużej!
Przy okazji warto wspomnieć o tym jak wielki wpływ mają na nas ludzie z naszego otoczenia. Domyślam się, że takie wielkie zniechęcenie mojej koleżanki do nauki płynie też z nastawienia jej chłopaka- który rzucił studia i pracuje przy pogrzebach. Przy okazji, jego (a teraz już ich) towarzystwo ma taki dresiarsko- luzacki charakter i, tak, domyślam się, że Koleżanka jest jedyną osobą studiującą w tej radosnej grupie.
Trochę to przykre, że tak z góry osądzam ludzi i oskarżam o łamanie kariery mojej Koleżanki;) Ale jednak coś w tym jest, i chyba profilaktycznie powinnam otaczać się tylko takimi osobami, które będą mnie ciągnęły "w górę". I nie mówię tu tylko o nauce, ale też o sposobie spędzenia wolnego czasu, jakości imprez itp. Sama widzę, że to co napisałam brzmi trochę zarozumiale, że mimowolnie "klasyfikuję" ludzi, ale ten blog to właśnie mój kawałek internetu, i mogę sobie pozwolić nawet na niepoprawność polityczną;)

A jak jest z moją ambicją? Coraz lepiej. Tak naprawdę dopiero teraz odkrywam czym jest i jak u mnie działa motywacja. Wcześniej, w czasach ogólniaka, czy nawet podstawówki, wszystko było dużo prostsze i łatwiejsze. Naukę do sprawdzianu traktowałam naturalnie, naukę do matury jako szansę na wyrwanie się z domu rodzinnego (wtedy możliwość studiów zaocznych i podjęcia pracy w innym mieście wydawała się zbyt skomplikowana i wręcz nierealna)... Chciałam iść na psychologię, a wylądowałam na prawie. Chaos. Dopiero teraz odkrywam, że potrafię coś zaplanować, że nie wystarcza mi przeciętniactwo, że chcę być chociaż o pół kroczku do przodu. Aż wreszcie, na sam koniec, dopiero teraz sama w swoich oczach jestem kimś interesującym. I to jest naprawdę fajne:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz