czwartek, 22 kwietnia 2010

Post na co dzień.

Moja mp3 wreszcie zapełniła się muzyką, więc podróżowanie po Stolicy ma teraz wymiar wręcz odrobinkę kulturalny. No, a jeśli to "kulturalny" jest słowem "na wyrost" to umówmy się, że po prostu ma wymiar przyjemniejszy niż dotychczas;] Bardzo uważnie dobrałam repertuar, upewniając się, że nie znajdzie się tam ANI JEDNA piosenka, którą można określić mianem "zamulacza". To właśnie zapewnianie sobie dobrego humoru na co dzień (yyy... myślałam, że "co dzień" pisze się razem...) - nic nie przychodzi samo;) Zatem, panie i panowie, od wczoraj jestem radośnie podrygującym głową dziewczęciem;]

Poza tym sezon przed-sesyjny uważam za rozpoczęty! W kserze bywam teraz średnio co 2 dni, wynosząc z tego przybytku tony makulatury. Wszystko oczywiście jest "absolutnie niezbędne" i potrzebne na "marzec br.". Czyli jestem trochę "nie na czasie". I powoli moją głowę ogarnia przerażająca myśl "gdzie ja to zmieszczę w moim pokoiku wielkości dwóch pudełek po zapałkach!?". Dodam jeszcze, że przez te urokliwe wycieczki mój portfel wcale nie robi się pełniejszy... ale nic to, w uszach muzyka gra, więc jakoś to na razie przełykam. Frustracja jednak narasta- bo książki w bibliotekach niedostępne, a jak już dostępne to tylko "na miejscu". A ja niestety nie przywykłam do nauki w pozycji innej niż leżąca i w miejscu innym niż moje łóżko. Ach, chyba muszę przygotować się na serię kolejnych rozczarowań;)

Poza tym, gdzieśtam w czeluściach mieszkania snuje się moja współlokatorka, udająca chorą i przebywająca obecnie na L4. Gorączka daje jej się we znaki, bo ostatnio stwierdziła z pełną powagą i dramatyzmem, że jej skomplikowałam życie włączając pralkę automatyczną w niedzielny wieczór. Zazdroszczę wrażliwości...;)

Co dalej? Dalej wszystko w porządku. Za tydzień mam spotkanie z doradcą zawodowym (który, mam cichą nadzieję, poda mi niezawodny i idealny przepis na życie zawodowe), jadę na przedłużony weekend do domu rodzinnego (gdzie mam zamiar zwiedzić wszystkie ciuchacze w okolicy), jutro czeka mnie wykład panią Zofią Kucówną, w tle jawi się perspektywa zarabiania na moim angielskim i majowego weekendu, spędzonego w Stolicy.

Ot, i tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz