poniedziałek, 24 maja 2010

... bo być żałosnym to wielkie szczęście!

Woody Allen: "Myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. To są dwie kategorie. Straszne to, no nie wiem, śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. Nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radę, to zadziwiające. A żałosne są życia wszystkich pozostałych. Więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście."

Na co dzień mam coś w sobie z typowego Polaka- trochę marudna, trochę pesymistyczna, trochę bierna, chcąca czegoś, ale tak nie do końca wiedząca czego. Nadchodzi taki czas w życiu kobiety (a miejmy nadzieję, że w życiu mężczyzny również), że trzeba się przebudzić, zauważyć, że nie jest się już tym samym podlotkiem, co kiedyś, i przestać wszystko co tylko możliwe zwalać na tak trudny okres dojrzewania, bądź też na urokliwą, ale męczącą niedojrzałość wieku młodzieńczego;) No. Ale jak już ta wielka chwila nadejdzie, przychodzi okres zagubienia i szukania jestestwa. I dla spostrzegawczych- kolejna wymówka gratis:)

Ponieważ wiosna się trochę ociąga, a ja nie potrafię w tak nieprzewidywalnych warunkach pogodowych szukać wspomnianego jestestwa, postanowiłam sobie pomóc. Sama! O, jaka jestem przedsiębiorcza;D Plan jest taki: codziennie, dzień w dzień, tydzień po tygodniu, zrobić dla siebie coś miłego. Świadomie zrobić coś miłego i to docenić.
Lista drobiazgów, które mnie uszczęśliwiają jest długa: słodka kawa rano, dobre śniadanie zamiast bułki z masłem spożywanej "w kęsach" w przerwie między malowaniem rzęs, a nakładaniem pudru, lektura ciekawego artykułu w ciągu dnia, dobra muzyka, długa kąpiel wieczorem... i tak wymieniać można długo. Takie drobiazgi, tak łatwe przecież to zrealizowania, sprawiają, że po pierwsze, jestem bardziej naładowana energią, po drugie- bardziej pewna siebie! Mam też wrażenie, że mam swoje życie pod kontrolą- bo skoro znajduję czas i na czytanie, i na jajecznicę, to muszę być naprawdę świetnie zorganizowanym cyborgiem:) Nienawidzę, kiedy jestem wciąż zajęta i wciąż"w biegu"- jeśli czymś się zajmę np. w tramwaju- od razu mam poczucie lepiej wykorzystanego czasu. A po trzecie- bardziej doceniam, to co mam- a mam przecież bardzo wiele.

Poza tym stałam się maniakiem planowania. Robię, co mogę by sesja mnie nie zaskoczyła w to lato. Zaczęło się od tego, że zapisywałam terminy kolokwiów i ważnych spraw- teraz do kalendarza wpisuję nawet sprzątania łazienki!

Koniec, proszę państwa, idę cieszyć się swoją żałosnością;)

1 komentarz:

  1. Planowanie jest dobre! Sama uwielbiam to robić i też wtedy czuję, że mam swoje życie pod kontrolą. Może to i złuda, ale co tam :)
    A wczese wstawanie też zaczęłam doceniać - jem nawet czasem śniadanie, a poza tym przeglądam sieć, wiadomości z kraju i ze świata... relaksuje mnie to... :)

    OdpowiedzUsuń