wtorek, 18 maja 2010

I co ja robię tu?...

Dni spędzane w domu już mnie nudzą. Wiszą nade mną kolokwia, zaliczenia, egzaminy, więc nie podejmuje żadnych sensownych aktywności, bo "przecież mam tyle nauki". Ale w efekcie do tej nauki też mi się trudno zabrać. Może to takie złudne poczucie, że mam tyyyle czasu;) Oczywiście czas ma to do siebie, że się kurczy, kiedy chcę, żeby się dłużył i dłuży, kiedy chcę, żeby się kurczył. Prawidłowość wszechświata, ot co.

Zauważam( dla odmiany), że szkoła stała się dla mnie bardzo inspirująca;) Od paru miesięcy uczestniczę w kursie dotyczącym prawidłowej wymowy, dobrej autoprezentacji i prowadzenia różnego rodzaju wystąpień, wykładów i prezentacji. Oczywiście jak to zwykle bywa po ciekawych wykładach, dziś też poczułam, że moje studia są absolutnie najbardziej ogólnorozwojowe i oprócz tego, że uczę się na nich rozumieć dzisiejszy świat, to przy okazji mam do wyboru całe mnóstwo możliwości co do ścieżki zawodowej. Nie dziwi więc, że dziś wymyśliłam ze dwie nowe wersje mojej przyszłości. No dobrze, chyba to średnio rozsądne zmieniać plany co tydzień... Niezdecydowanie, albo i mnogość zainteresowań- jak kto woli- ja przychylam się raczej do tej drugiej wersji;)
Dlatego też, w imię poszerzania horyzontów, od przyszłego tygodnia zaczynam praktyki w portalu internetowym o którym już pisałam w poprzednim poście. Na szczęście moje zapędy redaktorskie zostały docenione, artykuł próbny- zaakceptowany i zobaczymy gdzie mnie to poniesie. Mam nadzieję, że oprócz satysfakcji i ciekawego wpisu w CV, uda mi się podszkolić trochę "warsztat";) Póki co nakazałam mojemu Lubemu, by zwracał się do mnie per "Pani Redaktor", a co ;D

Pogoda za oknem, oprócz tego , że barowa, skutecznie sprawia, że tracę poczucie czasu! Zalegam na łóżku (lub w łóżku) z ulubioną herbatą, albo kieliszkiem wina i upajam się tą... jesienią;) Tymczasem wczoraj ze zgrozą odkryłam, że zostało jeszcze tylko 1,5 tygodnia maja! A czerwiec dla studentów to czas trudny- sesja, do tego angielski, egzamin końcowy zarówno w szkole, jak i na prywatnym kursie, a potem chyba jakieś szukanie dochodowej pracy, bo przecież samą pisaniną się raczej nie nakarmię...
W ogóle chcę powiedzieć, że czerwca nie lubię. Katar sienny, zatkany nos, pyłki, komary, no i poczucie, że znów coś się skończyło- a to szkoła, a to kolejny rok studiów. Paradoksalnie sylwester to dla mnie miły przerywnik w całym roku, od razu po świątecznym obżarstwie miło przecież potańczyć, spalić kalorie, wypić szampana i się z czegoś pocieszyć. A te czerwcowe końce są mniej szumne, mniej patetyczne. Są takie BIEDNE i NIEZAUWAŻANE, więc, dla kontrastu, na dłużej przykuwają moją uwagę.
Oj, dobrze, na dziś to będzie na tyle;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz