sobota, 12 czerwca 2010

Nastój przedsesyjny.

Zacznę od tego co najświeższe - przed chwilą zmieniłam szablon bloga. To jakieś nowa opcja udostępniona przez bloggera, która bardzo przypadła mi do gustu. Poprzedni wygląd nie za bardzo mi się podobał - a teraz, po zmianach, mam zdecydowanie większą motywację do pisania;)

Od kilku dni z nieba płynie jeden wielki skwar, oczywiście idąc za tłumem- również narzekam. Tak jak narzekałam na początku miesiąca, że jest za zimno, tak teraz że się topię. Przynajmniej w jednej kwestii jestem konsekwentna - moja nauka wciąż nie jest efektywna! Jak mam się uczyć, gdy w mieszkaniu poci mi się wszystko łącznie z przestrzeniami między palcami, a do tego katar zatyka mi wszystkie dziurki w nosie jakie mam? Niemożliwe. Poza tym mam oczywiście milion tysięcy innych wymówek - a bo zrobię sałatkę, a bo sezon na truskawki się zaczął, a bo musze zjeść winogrona, a bo trzeba włożyć butelkę wody do lodówki.... Ten kto wymyślił sesję w czerwcu był nieszczęśliwym człowiekiem.

Szef - szefów z którym miałam rozmawawiać też okazał się być nieszczęśliwym człowiekiem. A jeśli szczęśliwym to na pewno gburowatym. Nic się od niego konkretnego nie dowiedziałam oprócz tego że jestem młoda, studiuję , więc trochę nie- halo i w zasadzie to on nie wie co ja miałabym robić. No cóż, przecież to nie ja organizowałam to spotkanie... Na szczęście Pani Naczelna jest trochę bardziej zorganizowana i w zasadzie merytoryczne spotkanie odbyło się właśnie z nią. Co z tego wyjdzie - nie chcę zapeszać. Wszystko się okaże w lipcu lub pod koniec czerwca.

Tymczasem, sesja. Oddalam się w stronę kodeksu....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz