wtorek, 20 lipca 2010

Jak niańczyć faceta?

Po sobotnio - niedzielnym weselu naszło mnie kilka refleksji i spostrzeżeń. Nie mam siły, by wszystko zmieścić w jednym poście, dlatego zacznę od czegoś związanego poniekąd z tematyką tego bloga - od postanowienia.

Postanowiłam, że nigdy nie stanę się niańką własnego faceta! Będąc na tym weselu, gdzie oczywiście jedzenia i picia było pod dostatkiem, zauważyłam, że kobiety zajmują się głównie (!) "doglądaniem" swoich partnerów. Najpierw by zbyt dużo nie wypili, potem, jak już się oczywiście (!) za późno, żeby nie oddalali się nie - wiadomo - gdzie ze swoimi kompanami w wiadomo jakim celu, a przy końcówce imprezy, kontrolując czy aby na pewno nie robią nic głupiego... Zakończenie jest też identyczne - próbują ściągnąć małżonków, narzeczonych, chłopaków do domu, do łóżka i do spania.

Kobieta pełni funkcję gderającej głupiej gęsi lub (w tym lepszym przypadku) nudziary, a facet pieczołowicie dba o wizerunek uroczego, niewinnego lekkoducha, który tylko czeka na okazje by wyfrunąć spod (nad)opiekuńczych skrzydeł swojej partnerki. Argumenty też są zazwyczaj te same - faceci twierdzą, że MUSZĄ się napić (a gdzie tam - "napić" - w naszym wolnym tłumaczeniu to raczej zrobienie z siebie totalnego głupka), a kobiety, że MUSZĄ ich pilnować, bo przecież "no kto to widział".

No kto to widział? Widziałam ja - kompletny bezsens, walkę z wiatrakami, głupawe przepite oczy facetów, mętne, chwiejne kroki i niezadowolone miny ich kobiet. A dzień PO też nie zaskoczył - leczenia kaca "klinem" i nawet gdzieniegdzie słychać było głos, że "a, dobrze że mnie zawinęła do domu".

Jestem... rozczarowana. Coraz trudniej jest mi zobaczyć prawdziwego Mężczyznę w osobniku, który nie potrafi sobie (albo innym) powiedzieć "dość", który chwieje się na nogach przy okazji niemal każdej imprezy rodzinnej lub towarzyskiej, który po alkoholu (a może i bez niego) widzi w swojej partnerce jakiegoś szalonego żandarma. Po nieudanym małżeństwie moja mama wyciągnęła jeden wniosek - "Kiedy chociaż raz wódka wygra z Tobą - powinna Ci się zapalić czerwona lampka, kiedy stanie się tak drugi raz - zrób porządny krok w tył, a kiedy taka sytuacja będzie się powtarzała - uciekaj.". Ironia, że właśnie teraz przypomniałam sobie jej słowa.

Ktoś powie, że faceci zawsze pili, zawsze robili głupoty, i dodać można tylko tyle, że tak już jest ten świat zbudowany. Ktoś inny natomiast stwierdzi, że co to za facet, który nie potrafi zapewnić poczucia bezpieczeństwa swojej partnerce? Który wymaga "wożenia" po imprezie, który nie potrafi stabilnie stać na swoich nogach i nie potrafi trafić do własnej kieszeni? Który doprowadza do łez, także swoją córkę. Ja na te pytania odpowiem tak , jak mi się teraz wydaje - to facet, który szuka niańki, a nie kobiety. Tylko, że jak już taką znajdzie, to po paru latach przyjdzie refleksja, że tyle jest pięknych niezależnych kobiet na świecie, a ta którą ma pod swoim dachem to taka zrzędząca istota. I tyle. Żal rodzi żal. Rozczarowanie rodzi kolejne rozczarowanie.

Zdaję sobie sprawę, że ten post ma charakter dość osobisty i "prywatny", ale przyznaję że jestem zasmucona tym, co zobaczyłam. Bo zobaczyłam, że ja też mogę być nieszczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz