piątek, 2 lipca 2010

Macierzyństwo?

Z powodów osobistych na 2 dni przyjechałam do mojego rodzinnego miasta. Pogoda dopisuje, naprzeciwko mojego mieszkania budowa kwitnie, tylko … tylko ludzie jacyś smutni.

Paradoksalnie najwięcej widać młodych dziewczyn. Może to kwestia dzielnicy, albo tego, że mieszkam blisko „centrum”, ale mam wrażenie, że jest tu mniej starszych schorowanych osób niż w Warszawie! A może po prostu w stolicy ludzie są bardziej mobilni i nie spędzają całych dni w domu? Możliwe.
W każdym razie – młode dziewczyny. Raczej rozebrane niż ubrane, w byle jakich – często brudnych ciuchach. Są umęczone. Przed sobą pchają wózek, w międzyczasie maja „na oku” drugie dziecko. Większość z nich kojarzę z widzenia, z czasów radosnej podstawówki albo gimnazjum. Czyli są naprawdę młode – mają na pewno ledwo skończone 20 lat.

Rozumiem, że nie każda matka musi promiennym uśmiechem reklamować macierzyństwo, ale jeśli to tak wygląda – jeśli dzieci wysysają całą energię, całą radość, cały wigor – to ja dziękuję. Rozumiem też, że każdy miewa gorsze dni – ja też. Ale nie wierzę, żeby wszystkie nagle odnotowały taki spadek formy. Widać, że są znudzone, że nie mają co robić. Stoją, bujają te dzieci, na drugie krzyczą i nie raz, nie dwa przemycają jakieś „ozdobniki” językowe.
Są zniszczone – mają bardzo zaniedbane twarze, zepsute, przebarwione zęby i tłuste włosy. Część w ramach dbania o siebie poszła na solarium i przypłaciła to pomarańczową, ale i schodzącą skórą…

Dziś wieczorem wracam do stolicy. Jestem pewna, że pierwsze co zobaczę w metrze to rozkrzyczane nastolatki. Trudno, niech będzie – wolę taki obraz. Jestem naprawdę zszokowana – dziewczyny, które były jeszcze pare lat temu takie pełne życia, zawsze chętne na imprezy, które tak zachłannie korzystały z życia (czego zresztą im po cichu zazdrościłam) teraz są tak zmęczonymi kobietami. One nawet nie mają siły uśmiechnąć się do własnego dziecka, odpowiedzieć na jego pytania.

Moje pokolenie wchodzi teraz w okres zakładania rodziny, planowania przyszłego życia. Mam nadzieję, że mnie nie czeka taki los…

2 komentarze:

  1. A ja z zaskoczeniem i ulgą odkrywam, że wyleczyłam się z mojego wybujałego instynktu macierzyńskiego :) Tez obserwuję mamy z wózkami i mało która wyglada szczęśliwie... Dlaczego? Bo kobiety mają przerabane i już, czego nie można powiedzieć o facetach - u nich wieczna sielanka. Bo to baby dają się wrobić w pieluchy, pranie i sprzatanie... jakoś nie wyobrażam sobie aby te obowiązki były kiedykolwiek równo podzielone.

    Z pędu do zaręczyn i ślubu wyleczyłam się tym bardziej :) i świetnie się czuję z tym uczuciem! :)

    Martika - odnośnie eTutora przesyłam Ci link do wątku
    http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=416454
    tam jest dużo napisane... a jakbyś miała pytania to chętnie odpowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po otoczeniu widzę, że większość dziewczyn poniżej 25 roku życia zachodzi w ciążę przez przypadek. Zazwyczaj zostają same ze swoim problemem i wszystko muszą robić same. Mam 2 takie przypadki wśród "znajomych" i żadna nie jest szczęśliwa. Ja osobiście nie mam zamiaru zachodzić w ciążę, może kiedyś adopcja, ale w chwili obecnej jestem jak najbardziej na "nie".

    OdpowiedzUsuń