środa, 7 lipca 2010

Praktyki +

Jeden punkt z mojej wakacyjnej listy - spełniony! Znalazłam praktyki. Cieszę się, że już mam to z głowy, bo przyznaję, że zaczynałam już tracić nadzieję. Za późno zgłosiłam się do biura karier mojej uczelni, w związku z czym nie mogłam być nigdzie skierowana z "urzędu". Szukałam więc na własną rękę i tu spotkała mnie wielka niespodzianka - myślałam, że taka tania siła robocza jest w cenie, tymczasem nikt mnie nie chciał przyjąć. Wysłałam z 40 zgłoszeń, byłam na 3 rozmowach, na których pytano mnie czy mam już doświadczenie w innych kancelariach (chyba widać w CV, że nie), czy umiem pisać pozwy i zażalenia (a czy nie po to idę na praktyki?) i czy w takim razie mam prawo jazdy... Po trzech odpowiedziach NIE - nikt już nie oddzwaniał. Skoro tak wygląda sytuacja z bezpłatnymi praktykami to zaczynam się poważnie zastanawiać jak rynek pracy przyjmie mnie za 2 lata, kiedy będę szukała pracy na stałe.
W każdym razie z pomocą przyszły mi koleżanki, które dały mi znać, jak u nich w kancelarii zrezygnowała jedna dziewczyna. Zadzwoniłam, umówiliśmy się i zaczynam w sierpniu. Wszystko więc skończyło się dobrze, ale mimo to mam w sobie taki niesmak - że jednak nie do końca sobie to zawdzięczam i że moje dotychczasowe CV (mimo wpisanej już współpracy z redakcją, mimo niemal rocznego doświadczenia w prowadzeniu sekretariatu i pracy biurowej) nie jest tak atrakcyjne jak myślałam...

Lipiec zatem spędzę na wywiązywaniu się z obowiązków redakcyjnych. Trochę tego jest, więc nie będę się nudziła. Założyłam sobie, że do końca miesiąca zrobię wszystko, co powinnam napisać do 10 sierpnia. Zatem w 3 tygodnie - 50 artykułów. Nie, na pewno nie będę się nudziła;)

I tyle. Jutro zaczynam mały "urlop" i wyjeżdżam ze stolicy powoli kierując się na południe Polski, gdzie w sobotę ślubować będzie moja mama (za tydzień zresztą czeka mnie dokładnie to samo, bo w tych okolicach mamy wesele ze strony rodziny mojego Lubego). Nadal nie mogę uwierzyć, że zdecydowała się na taki krok i nadal nie wiem jak będą wyglądały... no na przykład święta. Razem ze stanem cywilnym moja mama zmienia miejsce zamieszkania i wiele rzeczy jest w związku z tym nie do końca jasnych... No nic, stawię czoła i temu.
Tymczasem;)

3 komentarze:

  1. 50 artykułów? wow. Jestem pod wrażeniem. Jak pomyślę, że muszę w sobotę napisać 5 artykułów to mnie szlag trafia :) A co do pracy - ciężko jest, sama szukam, szukam, a wymagania wiecznie te same: doświadczenie, doświadczenie, doświadczenie. A na bezpłatne praktyki chcą kogoś, kto jeszcze praktyk nie miał i koło się zamyka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też jestem pod wrażeniem ilości artykułów! Ja powinnam pisać 1 "porządny" atrykuł na miesiąc i ok. 25 mniejszych... ale gdzie mi do 50 :) No i przede wszystkim gratuluję praktyk! Wreszcie się udało :):):) Może w związku z tymi rozmowami i przyszłą karierą, pomyślisz o zrobieniu prawka? Ja wsiadam za kółko bardzo rzadko i w praktyce musiałabym się doszkolić, ale mimo wszystko jest to spory atut w CV. I strasznie się cieszę, że mam to z głowy i załatwiłam to w LO... teraz za cholerę nie znalazłabym czasu. Może wykorzystasz to, że na razie nie masz stałej pracy i zajęć na uczelni?

    OdpowiedzUsuń
  3. Helineth - tak, myślę o tym i to intensywnie. Po tym ślubie zamierzam się dowiedzieć o ceny itp. Jedyne co mnie w tej chwili powstrzymuje to własnie - cena.

    Undi- własnie w tym rzecz, że myślałam, że uda mi się bez problemu znaleźć bezpłatne praktyki. Pomyliłam się i okazało się, że w większości miejsc chcą osoby z doświadczeniem! Jeśli miałabym doświadczenie to chyba szukałabym płatnych praktyk...

    A co do ilości artykułów - to wyjdzie ok. 50 stron, więc jednak to na pewno nie jest niemożliwe;) Ale jak będzie w praktyce - zobaczę, bo faktycznie nie tylko tym będę się zajmowała...

    OdpowiedzUsuń