czwartek, 26 sierpnia 2010

Kolejna inwestycja.

Miałam cichą nadzieję, że uda mi się zdobyć wcześniejszy wpis na praktykach i zakończyć je z końcem sierpnia. Nie udało się, czyli czeka mnie jeszcze niecały miesiąc chodzenia do tej kancelarii.

Mimo tego, że ogólnie jestem z nich niezadowolona, udało mi się wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, twierdzenie, że "teoria to jedno, a praktyka to zupełnie co innego" okazało się być 100 % prawdą. Nie miałam pojęcia, że tak trudno jest przełożyć przepisy na życie i życie na przepisy. Nie miałam też pojęcia, że czynności związane z obsługą prawną są tak skomplikowane - piszę tu o wiedzy gdzie wysłać jakie pismo, jaką formę odpowiedzi przyjąć itp. Nie podejrzewam, żeby kolejny miesiąc praktyk w tej kancelarii przyniósł mi wymierne korzyści, ale trudno, niech będzie, że potraktuję to jak lekcję. W najgorszym wypadku będę się uczyła cierpliwości;)

Tymczasem opracowałam plan znalezienie własnej ścieżki;) Nie jestem pewna, czy nie odpowiadałaby mi praca w tej konkretnej kancelarii, czy może w kancelarii w ogóle, dlatego zdecydowałam, że zaraz na początku roku akademickiego postaram się znaleźć kancelarię, która ma szansę mi się spodobać. Teraz byłam trochę przyciśnięta do muru - bardzo chciałam mieć już obowiązkowe praktyki za sobą, dlatego nie byłam zbyt kapryśna.

Teraz poszukam kancelarii, która specjalizuje się w tej dziedzinie, która mnie naprawdę interesuje. Jest szansa, że jeśli nie będę miała skierowania z uczelni, nie potraktują mnie jako "zło konieczne". Jeśli to podejście również skończy się niezadowoleniem, trudno, będę szukała innej drogi. Jeśli mi się w miarę spodoba, zostanę tam na dłużej i postaram się naprawdę nauczyć najwięcej jak tylko będę mogła. Na początku przyszłego roku lub w kolejne wakacje spróbuję zahaczyć się w banku lub dziale prawnym większej firmy, żeby mieć porównanie jak się pracuje w warunkach "korporacyjnych".

Plan jest rozsądny. Nie zrażam się po pierwszej porażce, ale jednocześnie docelowo chcę mieć zróżnicowane doświadczenie i porównanie. Pytanie tylko, gdzie w tym wszystkim znajdzie się miejsce na zarabianie pieniędzy;) Teoretycznie, gdybym miała plan taki jak w poprzednim semestrze nie miałabym z tym problemu. Szkopuł w tym, że wiem, że takiego planu mieć nie będę. Co prawda nie znam jeszcze dokładnej siatki godzin, ale po samym programie studiów widzę, że będę miała prawie 2 razy więcej godzin tygodniowo! Idealnie byłoby, gdyby przedłużono mi umowę w redakcji - jednak tej pewności nie mam, wydawca każdego miesiąca ustala nowe wydatki i informuje moją bezpośrednią "szefową" o tym czy są "na mnie" fundusze, czy nie. Jeśli nie uda mi się z nimi nawiązać stałej współpracy podejrzewam, że ostatecznie stanę przed wyborem - albo praca, albo praktyki.

Czuję, że muszę "postawić" na doświadczenie. Nie wiem, czego pracodawcy oczekują po absolwentach prawa, ale wiem, że muszę zrobić wszystko, by sprostać tym wymaganiom i po studiach nie żałować, że traciłam czas na głupoty. Na chwilę obecną widzę jak wiele jeszcze muszę się nauczyć, i teorii, i praktyki. Muszę poszukać własnego miejsca, znaleźć cel i usystematyzować swoją wiedzę.

Uda się. Ten rok będzie inwestycją w doświadczenie.

1 komentarz:

  1. Bardzo mądre wnioski... poza tym dużo w nich rozsądku - widać, że dobrze to sobie przemyślałaś. Czasem zastanawiam się na ile nowe doświadczenia uczą nas praktyki zawodowej... a na ile pokory, racjonalizmu i ogólnego "obycia" w branży. W każdym razie każda ta nauka, i razem i osobno, jest bardzo cenna. Wierzę, że Ci się uda ta inwestycja :) Korzystajmy z możliwości jakie nam daje obecny status życia (student, niedzieciaty i niezamężny) i warszawska mnogość miejsc, w których możemy zdobywać doświadczenie. Obawiam się, że ja niedługo mogę stracić "swoje możliwości" :( Przeraża mnie to.

    OdpowiedzUsuń