piątek, 6 sierpnia 2010

Niezadowolenie.

No niestety, w życiu nie wszystko wychodzi tak, jak sobie to wyobrażamy. Zmobilizowałam się wreszcie do napisania posta, bo niestety w zeszłym tygodniu ilość wolnego czasu mnie co najmniej nie rozpieszczała. Czułam się trochę jak podczas sesji - terminy mnie goniły, więc byłam ciągle niewyspana i niezadowolona. O ile terminy już minęły i wreszcie mogłam się wyspać, o tyle niezadowolenie wciąż jest we mnie.

Stoją za tym praktyki. Nie wiem, czy to ja za dużo oczekiwałam, czy może te praktyki są jednak poniżej poziomu... Jestem niezadowolona, bo uczę się tam bardzo mało, a jak już dostaję coś do zrobienia to okazuje się, że nic nie wiem i nic nie umiem;) Oczywiście chciałabym się tego wszystkiego nauczyć, co, po co, gdzie i dlaczego, ale pracownicy nie są zbyt chętni, żeby mi to wszystko wyjaśniać. Wobec tego przez cały czas tam spędzony czuję się jak piąte koło u wozu - i to bardzo głupie koło... Jedną z niewielu rzeczy, o których opowiadają z pasją jest to, jak bardzo "nasz" zawód schodzi na psy, jak bardzo staje się nieopłacalny, jak bardzo klienci są niewdzięczni i jak złe są widoki na przyszłość. Zdaję sobie sprawę, że może chcą mnie zniechęcić, ale ... najgorsze jest to, że im się to udaje...

Czas tam spędzony staram się mimo wszystko wykorzystać - czytam wszystkie możliwe dokumenty, dopytuje, a jak już zupełnie nie mam co robić to wykonuje pracę, którą i tak musiałabym zrobić w domu (artykuły). W efekcie wracam zdołowana, z poczuciem, że jestem wyczerpana, ale jednocześnie, że niż pożytecznego nie wyciągnęłam z tych praktyk.

Tak jak wspomniałam - nie wiem, czy to ja za dużo nie oczekiwałam... Może to normalne, system jest opieszały i zwykle nie pisze się kilku pozwów dziennie, może mają mało klientów i faktycznie nie ma pracy dla praktykantów... Nie wiem. Wiem, że chciałabym teraz uzyskać pieczątkę i zniknąć z tego miejsca. Niestety, mam poczucie marnowanego czasu, a godzin do odrobienia jest sporo, bo 120...

Oprócz tego zaczęłam oceniać moje szanse na rynku pracy po skończeniu studiów - mieli racje - wystarczy dokonać prostej matematyki - zliczyć ilość absolwentów albo nawet aplikantów i porównać to z ilością miejsc pracy. W efekcie zaczęłam zastanawiać się nad kolejnym kierunkiem studiów albo szkołą policealną. Albo czymś co w jakikolwiek sposób zwiększy moje szansę na znalezienie pracy...

2 komentarze:

  1. Niestety wiem coś o praktykach, które są tylko stratą czasu... rady na to nie ma, choć można się umówić z opiekunem np. na zmniejszenie godzin (w moim przypadku udało się zmniejszyć ze 150 na niecałe 100... oczywiście tak illegal ;) Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj w klubie :/ też jestem niezadowolona, ale cóż, jak trzeba to trzeba.

    OdpowiedzUsuń