piątek, 20 sierpnia 2010

Przebudzenie i dalej do boju!

Od ostatniego posta dość intensywnie myślałam nad swoją przyszłością. Byłam zła i rozczarowana, rozważałam chyba wszystkie możliwe opcje i zastanawiałam się jakie wnioski opiszę w kolejnej notce tutaj. Niespodzianka! Wniosków dziś nie będzie!;)

Oczywiście na praktykach wciąż karmiona byłam całą serią "opowieści z krypty" - jak to kiepsko jest na rynku pracy, jak bardzo zarobki idą w dół i jak każdy głupek może zostać dziś prawnikiem. Mistrzem w serwowaniu tych historii jest szczególnie jeden młodziutki adwokat. I robił to tak przekonująco, że zaczęłam poważnie zastanawiać się dlaczego nie poszłam na żadną uczelnie techniczną! Że przecież zdolna byłam, wiele się potrafiłam nauczyć, więc pewnie i ta matematyka by mi jakoś weszła do głowy, no. Czytałam jakieś artykuły o najbardziej przyszłościowych kierunkach i projektowałam w swoim umyśle wizję niedalekiej przyszłości, w której wszystko jest absolutnie zmechanizowane (dzięki teraźniejszym ambitnym studentom uczelni technicznych), nie ma żadnego czynnika ludzkiego, a wszyscy humaniści ... no humanistów w moich przerażających wizjach nie było. No a jak nie chciałam się realizować na politechnice to było chociaż iść na medycynę. No, medycyna to jednak ciężka sprawa, ale taka stomatologia... O, tak, może trochę obrzydliwe, ale mój dentysta ma 3 dni weekendu... idealnie. Zaraz, zaraz, a może jeszcze nie jest za późno? W końcu trzeba byłoby tylko zdać jeszcze raz maturę i postudiować, ale za to potem czekałaby mnie świetlana przyszłość, której zaledwie połowę spędzałabym w cudzym zgryzie i protezie.

Takich rozważań było mnóstwa. Ba! A żeby chociaż były to rozważania! To były żale i pretensje kierowane do siebie i do całej reszty wszechświata. Czas mijał, ja chciałam konkretnego planu i celu. No i przyszła mi do głowy myśl, że zaraz, zaraz! Dlaczego ten kąśliwy pan adwokat tak narzeka? Przychodzi do pracy na 12, wychodzi o 17, przez większą część dnia emocjonuje się internetowymi newsami i czyta sobie internetowe wydania gazetek. Czy naprawdę jest taki nieszczęśliwy? Przyszła też inna myśl - że przecież właśnie - zdolna jestem, ambitna. Lubię czytać, lubię politykę, lubię pisać, umiem ładnie formułować myśli, umiem ładnie się wyrażać, umiem się kłócić... Czy taka osoba jak ja naprawdę powinna być Bobem Budowniczym albo chirurgiem plastycznym? A może jednak, skoro nie jestem taka bardzo przeciętna, uda mi się znaleźć ciekawy zawód?

Podniosłam głowę wysoko i zdecydowałam, że jednak nie czas na takie zmartwienia. Oczywiście, czas ucieka, więc wypadałoby mieć pomysł na siebie, ale przecież głupotą byłoby siedzenie teraz na portalach z ogłoszeniami o pracę i szukanie idealnej oferty dla siebie;) Nie zwalniam tempa, będę się doskonalić, uczyć i zdobywać doświadczenia, a potem... potem jakoś to wykorzystam!

3 komentarze:

  1. Wychodzę z podobnych założeń. Życie płata figle - nie wiemy co będziemy robić za rok, za dwa. Grunt to robić swoje, znać swoją wartość... a jak zdarzy się "okazja" łapać ją bez zastanowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, czytam Twój blog już jakiś czas i sprawia mi to przyjemność. Ale dziś się zbulwersowałam :D Widać po prostu, że nie znasz nikogo z medycyny ani stomatologii, bo chyba nie zdajesz sobie sprawy, że stomatologia ma jednak ciężej od medycyny. Już samych zajęć ma więcej "godzinowo", a oprócz przedmiotów stricte stomatologicznych ma też przedmioty medyczne, jak ginekologia czy okulistyka... Więc na przyszłość lepiej najpierw się dowiedzieć a potem wypowiadać na dany temat :)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy - wybacz ignorancję;) Cały ten post pisany był "z przymrużeniem oka" i nigdy poważnie nie rozważałam zmiany studiów na medyczne albo stomatologiczne:) Gdybym myślała o tym naprawdę to oczywiście przestudiowałabym cały program studiów i siatkę godzinową:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń