środa, 8 września 2010

I kolejne rozterki...

Ogarnia mnie złość, jak myślę, że już za 3 tygodnie muszę wrócić na zajęcia. Dni jak zwykle mijają za szybko, a ja chcę mieć czas (i pieniądze;)) na wszystko. Tak się nie daaa - wiem;)

Na stronie mojego wydziału pojawił się już plan - spodziewałam się, że będę miała dużo zajęć, ale rozkład wykładów i ćwiczeń jest i tak beznadziejny;/ Jeśli uda mi się zarejestrować do odpowiednich grup 3 dni w tyg. będę miała zajęcia cały dzień (od 8 -9 do 18.15), pozostałe dwa będą trochę "wolniejsze". Z takim planem nie mam co myśleć o październikowych praktykach - nie ma sensu chodzić do kancelarii po 2 godziny 2 razy w tygodniu...

Najbardziej zdenerwowałam się jak odkryłam, że zajęcia będą kolidowały z dodatkowym angielskim! Niestety, choćbym nie wiem jak się nagimnastykowała nie dam rady przesunąć tych zajęć, a w szkole językowej zmiana godziny też nie wchodzi w grę. Wczoraj odbyłam mały rajd po okolicznych szkołach i pozostaje mi albo dojeżdżać do centrum miasta w dni, które mi zupełnie nie odpowiadają albo płacić więcej;/ Jeśli wybiorę opcje pierwszą kurs wyniesie mnie taniej (duży plus!), zostanę w tej samej szkole (też plus), ale czas każdych zajęć rozciągnie się o niecałą godzinę (dojazdy), w dodatku nie do końca odpowiadają mi dni. Jeśli zdecyduję się na opcję drugą - będę musiała płacić o jakieś 200 zł drożej na semestr, i tak będę musiała wychodzić z zajęć (na studiach) o 15 minut wcześniej, ale za to będę miała blisko zarówno ze szkoły, jak i z powrotem do domu. Na chwilę obecną mam jeszcze trochę czasu na zastanowienie, ale w głowie okropny mętlik. Na pewno nie chciałabym rezygnować w tego angielskiego, ponieważ szkoda mi inwestycji z poprzedniego semestru, a poza tym nie sądzę bym na piątym roku dała radę pracować, uczyć się, pisać pracę mgr i w dodatku przygotowywać się do advance'a. Wydaje mi się, że teraz jest ostatni dzwonek, bym dokończyła ten mój angielski...

Jedynym plusem wśród wszystkich tych myśli i zdarzeń jest to, że w redakcji mogę liczyć na kolejne umowy. Nie wiem oczywiście jak długo wydawca będzie tak hojny;) W każdym razie mam pewność na wynagrodzenie w przyszłym miesiącu;)

1 komentarz:

  1. Fajnie, że wciąż udaje Ci się współpracować z redakcją - gratulacje:) Jeżeli chodzi o pogodzenie zajęć na prawie z angielskim - to duży stres urywać się z zajęć, drżeć czy autobus zdąży dojechać na czas, a w efekcie z językiem na brodzie ledwo zdążać... Poza tym nie wszyscy wykładowcy przychylnie patrzą na wychodzących wcześniej z zajęć. Zastanów się jeszcze.A nuż znajdzie się lepsze wyjście? :)

    OdpowiedzUsuń