poniedziałek, 6 września 2010

Powrót do codzienności...

Powrót z wakacji zazwyczaj jest dość "bolesny". Warszawa, choć dobrze mi już znana i całkiem lubiana, rozczarowuje po konfrontacji z terenami "dziewiczymi". Przyznaję, że przez te parę dni było parę kwestii, które mnie wkurzały (przede wszystkim - czynnik ludzki), ale ogólnie urlop zdecydowanie na plus.

Przede wszystkim ogromne wrażenie zrobiły na mnie góry... Co prawda jako dzieciak zwiedziłam sporą część Sudetów, ale wtedy zupełnie nie rozumiałam idei zdobywania szczytów. To była moja pierwsza "dorosła" wyprawa w góry i poraził mnie ich majestat. Świadomość, że wszystko wokół powstawało przez setki i tysiące lat, że wszystko jest jeszcze nie tknięte przez urbanizację i technologię była naprawdę motywująca. A widoczki i krajobrazy też robiły wrażenie. Oczywiście co chwila wyjmowaliśmy aparat, w efekcie przywieźliśmy ponad 300 zdjęć, ale oglądając wszystko na spokojnie, w domu, stwierdziliśmy, że jednak zdjęcia w ogóle nie oddają tego, co widzieliśmy. Świeże powietrze, zmęczenie, bagaże - wszystko to tworzy niesamowity klimat.

Te pięć dni spędziliśmy bardzo aktywnie. Zdobyliśmy najwyższe szczyty w okolicy, podziwialiśmy dwa wodospady, odwiedziliśmy kilka schronisk, widzieliśmy przepiękne masywy skalne, szliśmy wodą, piachem, błotem i skałami, weszliśmy na kilka najsłynniejszych punktów widokowych, a nawet przez jeden dzień zwiedzaliśmy czeską Pragę. I choć oczywiście chciałabym zobaczyć więcej, pooddychać jeszcze tym górskim powietrzem, moje stopy i moje zmęczenie mówią "dość". Czas odpocząć (fizycznie), szkoda tylko, że ten odpoczynek będzie trwał co najmniej rok.

W górach okazało się, że w ogóle nie ufam swojemu ciału. Nie było tajemnicą, że kondycję mam raczej kiepską, ale przed wyjazdem przed parę tygodni robiłam ćwiczenia rozciągające i wzmacniające. Na szlaku okazały się one bezużyteczne, ja często traciłam równowagę, bałam się wysokości i potrzebowałam "amortyzacji".

Oprócz tego udało mi się zdystansować, docenić uspokajającą moc spokojnego oddechu i zakochać się w bębnach afrykańskich;) Wróciłam z uśmiechem i nadzieją, że w przyszłym roku wrócę tam z lepszą kondycją i solidniejszymi butami.

1 komentarz:

  1. wow, zazdroszczę, sama kocham góry ale ze względu na ograniczone fundusze nie mogę sobie pojechać :( fajnie, że wypoczęłaś :)

    OdpowiedzUsuń