środa, 13 października 2010

Dni złych wiadomości

Tak jak w tytule - ostatnie dni były jakieś takie pełne kiepskich wiadomości...

Najpierw dowiedziałam się, że po raz pierwszy będę spędzała w bardzo małym gronie - tylko ja, mama, no i jej nowy mąż. Dotąd wigilia była najważniejszym dniem świąt, spotykaliśmy się w ok. 20 osób i choć krótko, było całkiem miło - z niektórymi członkami rodziny (także z moim kuzynostwem) widywałam się raz na rok, także teraz podejrzewam, że w ogóle urwie nam się kontakt. Rodzinka stwierdziła, że teraz jest nas za dużo, że się nie mieścimy, a tak w ogóle to i tak było męczące wszystko. No ok. Dla mnie jednak trochę szkoda.

Potem okazało się, że aż 4 moich znajomych zostało skreślonych z listy studentów albo muszą powtarzać rok. Może nie byli to moi bliscy znajomi, ale jednak przykro, zwłaszcza, że jeden z nich całą sytuację "zawdzięcza" swoim problemom zdrowotnym i tym, że w zeszłym roku większość czasu musiał spędzić w szpitalu;/

I na koniec kolega stracił mamę... Historia jest o tyle gorsza, że był jedynakiem, mama go wychowywała samotnie i naprawdę zupełnie nie potrafię się teraz postawić w jego sytuacji i ta wiadomość bardzo mnie zdołowała.

W takich sytuacjach doceniam jak wiele mam i że jednak towarzyszy mi tzw. szczęście. Ale poza tym, przypominam sobie, że w życiu tak naprawdę mało rzeczy zależy od nas i wydaje mi się, że moje przemyślenia, pragnienia są takie... płytkie i nijakie...

1 komentarz:

  1. Przykro mi... :( dopiero w takich przykrych sytuacjach ujaniają się pokłady nieznanych emocji i refleksji. Moge jedynie życzyć szybkiego powrotu do "normalności" i dobrego nastroju :*

    OdpowiedzUsuń