wtorek, 19 października 2010

Doceń kciuka swego!

Sobotnie wesele, co do którego byłam uprzedzona od samego początku (przyznaję!), zakończyło się wizytą na pogotowiu i szyciem "rany ciętej dłoni lewej". No cóż, trochę nieuwagi i pecha i tak właśnie skończyłam. Po wielkim szoku, jakoś się z tym wszystkim pogodziłam i względnie daję sobie radę. Problem w tym, że dla mnie lewa ręka jest tym, czym dla większości prawa. Lewą ręką piszę, jem i wykonuje szereg innych codziennych czynności. Do tego wszystkiego dochodzi problem kiepsko działającego kciuka...

Doceń kciuka swego - bo bez kciuka ciężko rozpakować batona, umalować rzęsy, zapiąć spodnie, pisać na kompie... Bez kciuka nie da się samodzielnie umyć włosów, zapiąć stanika, czy przekroić bułki...

W związku z tym najbliższa nieobecność na blogu niech będzie uprawiedliwiona. Mam nadzieję, że nie potrwa ona długo i już wkrótce wrócę ze sprawnymi palcami i kolejnymi pomysłami:)

2 komentarze:

  1. O jejku! Biłaś się o tort na tym weselu czy co? A widząc temat pomyślałam... Bez kciuka ciężko też wyklikać zajęcia w Usosie :D jakież było moje rozczarowanie, że post nie był o Usosie tylko o jakiejś tam ranie ciętej. A tak serio - jestem w szoku, współczuje i całuję paluszek :*

    OdpowiedzUsuń
  2. o rany, biedactwo! Mam nadzieję, że szybko wydobrzeje paluszek :*

    OdpowiedzUsuń