środa, 6 października 2010

... z linii frontu walki z wirusem!

Się narobiło! Oficjalnie drugi dzień nauki spędzam w łóżku... Pochorowałam się trochę i od wczorajszego wieczora intensywnie się leczę. A że doświadczenia w byciu swoim własnym prywatnym lekarzem mi brak, przyjęłam metodę "na czuja" i "na to co mam w domu" (bo przecież mam wiele - febrisan, rutinoskorbin i herbatę). No i "na łóżko", oczywiście. Mam nadzieję, że do jutra mi przejdzie, bo wczoraj doszłam do odkrywczego wniosku, że nie ma nic gorszego niż siedzenie na zajęciach z gorączką, bólem uszu i istnienia;)

Wczoraj też, między smarkiem, a smarkiem i kawą, a kawą, pojawiło się we mnie kolejne wielkie spostrzeżenie - że tożto już jestem na czwartym roku. Jak przypominam sobie moje myśli z pierwszego, to robi mi się weselej. Jednak to fakt, że w wieku studenckim i licealnym zachodzą w człowieku największe zmiany. W każdym razie wyobrażałam sobie, że na czwartym roku będę pełną powagi, już Prawie Panią Prawniczką, przesiąkniętą dorosłością (taką przez duże D) i jakimś takim majestatem. Nikim takim nie jestem jak do tej pory, co więcej, wydaje mi się, że jeszcze długo nie będę. Zatem albo zatrzymałam się w rozwoju, albo w życiu (i studiach!) nie chodzi jednak o to, by być kimś z majestatem;) Tak, skłaniam się raczej do tej drugiej wersji, chociaż nie zmienia to faktu, że nadal nie wymyśliłam o co w takim razie w życiu chodzi. W obecnej fazie myślę, że może o uśmiech? Ale to takie płytkie się wydaje, nieprzemyślane, i przecież wiem, że to raczej nie uśmiech jest lekiem na całe zło, i że uśmiechem nie zapłacę za prąd, wodę i jedzenie;) Ale, oj tam, niech będzie.

Teraz czas na parę postanowień "noworocznych". Oczywiście, tradycyjnie, systematyczna nauka. Nie będę siebie oszukiwała, wiem, że na pewno nie będę po każdym wykładzie uzupełniała notatek i wiedzy;) Wyrosłam już z takich myśli. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by posilić się na odrobinę systematyczności. Ja naprawdę uważam, że krzta nauki przez cały semestr potrafi zaowocować w sesji, więc kwestia, żeby tą krztę z siebie wykrzesać.

Poza tym, przyszedł czas wybierania seminarium, a nawet rozmów o poważniejszych życiowo - karierowych planach. Zaczynam wręcz kipieć pomysłami i optymistycznie myśleć, że wszystko się jakoś ułoży i znajdę swoje miejsce. Przeszły mi już moje wakacyjne wątpliwości i pomysły, by zaczynać studia stomatologiczne... Ten rok ma mi upłynąć pod znakiem nauki i wybierania swojej drogi. Mam nadzieję, że praca w redakcji mi to znacznie ułatwi;)

I tyle październikowych postanowień. Postanowienie na dziś - wyrzucić ból z mojej głowy!

1 komentarz:

  1. Stomatologia??? Wow! Też miewałam 1000 pomysłów na studia i prawie każdy kierunek zdołałam wziąc pod uwagę i wymyslić sobie po nim super karierę :) nie ma to jak wiara w siebie i wena twórcza. Przeszło mi na szczęście i już nie wymyslam. Trzymam się twardo obecnych studiów i niemal każdą myśl o innej drodze życia zabijam w zarodku (zanim stracę na nią czas). BTW świetny post - z usmiechem i bardzo przyjemnie się go czytało. Szybkiego powrotu do zdrowia! :*

    OdpowiedzUsuń