sobota, 2 października 2010

Wakacyjny rozrachunek

Następne lato dopiero za rok. Szkoda, bo taka pogoda nie nastraja mnie pozytywnie, zwłaszcza, że ciągle pojawia się myśl, że będzie ciemniej, zimniej i … gorzej. W takiej właśnie atmosferze wkraczam w kolejny rok nauki.

Wypadałoby zrobić jakiś rachunek sumienia. W końcu wraz z początkiem wakacji postawiłam sobie parę celów. Niestety, jak zwykle, nie wszystko szło po mojej myśli...

1) Praktyki. Bardzo chciałam mieć już zaliczone studenckie praktyki, poza tym zależało mi żeby wreszcie zobaczyć jak wygląda zawód od środka i w praktyce. Trochę się tym wszystkim rozczarowałam i pisałam o tym nie raz na blogu. Ale ogólnie zrobiłam to, co założyłam i bardzo się z tego cieszę;)
2) Praca. Na szczęście już w końcówce czerwca wyjaśniło się, że uda mi się pracować w redakcji. Nadal to robię i chociaż mam chwile zwątpienia, wiem, że nie mam prawa narzekać. Pracuję w domu, przy muzyczce, pogłębiam swoje wiadomości i myślę, że wciąż pracuję na swoje cv.
3) Temat pracy. Założyłam też, że wymyślę sobie temat pracy magisterskiej. W tym tygodniu czeka mnie pierwsze seminarium i nie chciałam iść na nie kompletnie nieprzygotowana… Moje początkowe plany uległy małej zmianie. Nie mam jeszcze dokładnego tematu, ale wiem „mniej więcej” o czym chcę pisać. Myślę, że na początek wystarczy, a promotor(ka) pomoże mi doprecyzować tą kwestię.
4) Angielski. Miałam plan, by się bardzo regularnie uczyć. Nie udało się. Winą jest przede wszystkim brak czasu, niestety troszkę jednak przeceniłam wakacje. Ale przerobiłam zeszłoroczny podręcznik, nadrobiłam trochę słownictwa i przeczytałam (prawie;P) dwie książki. Nie jest tragicznie.
5) Wakacjeeee…. W końcu jak lato, to i wakacje. A jak wakacje, to i urlop. Wyjazd w góry zaliczony, przywiozłam z niego lepszą kondycję i miłe wspomnienia;)

Właściwie udało mi się, w mniejszym lub większym stopniu zrealizować plany.
Największą porażką jest niemiecki. Chciałam przypomnieć sobie to, co umiałam jeszcze 3 lata temu i popracować, tak by znać go na poziomie „komunikatywnym”. Nie udało się, ale wcale nie z mojej winy. Letnie dni, mimo że z pozoru dłuższe, wcale nie wydłużają doby;) Liczę, że i na to przyjdzie czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz