czwartek, 28 października 2010

Wracam!

No i powróciłam! Z blizną, z jeszcze nie do końca sprawną dłonią, ale jestem!;)

Faktycznie oczywiście nie wróciłam z żadnej wojny, a generalnie miniony tydzień nie był taki okropny. Niekomfortowy - tak, ale na pewno nie był to żaden dramat. Mam nadzieję, że teraz wszystko mi się szybko zagoi i wszystko wróci do normy (przede wszystkim - że będę mogła sobie wreszcie sama umyć włosy!).

Stwierdziłam, że może jednak czasami takie obowiązkowe "zatrzymanie się" nie jest takie złe... Jasne, że generuje sporo problemów logistycznych, ale bez tego trudno, naprawdę trudno, docenić to, co się ma. Bo na co może narzekać pracująca studentka, posiadająca chłopaka (który beż żadnego szemrania robił za nią pranie, prasowanie, sprzątanie i masę innych rzeczy i udogodnień), nie posiadająca za to żadnych większych zobowiązań? Pracująca na swój sukces, wierząca we własną siłę i zdolności?

Doceniajmy wszystkie małe szczęścia, które nas spotykają. To niesamowite, jak szybko to życie, z którego nie zawsze jesteśmy zadowoleni, w którym zawsze coś chcemy poprawiać, może się zmienić. I to niekoniecznie na korzyść. Nie jesteśmy kowalami własnego losu – o tym, jak będziemy żyli decyduje coś innego – nie wiem czy Los, czy Fortuna, czy Bóg, czy przypadek. W każdym razie nie wszystko zależy od nas. Szkoda, ale warto o tym pamiętać.

:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz