niedziela, 10 października 2010

Zaległości są zawsze, czyli o spędzaniu weekendów

Doszły mnie słuchy, że mamy ostatni ciepły weekend w sezonie. Nie do końca wiem o jakim sezonie mowa, a poza tym też nie wiem co kto rozumie przez słowo ciepły. No w każdym razie, jako osoba lubująca się w wyższych temperaturach czuję, że powinnam jakoś czerpać z tego weekendu, radować się tą słoneczną pogodą, a pod koniec weekendu pomachać jej białą chusteczką na pożegnanie. Nic z tego. Korzystając z czasu piszę do redakcji, porządkuję, piorę, gotuję (tu taki egzotyczny element - sałatka z ananasem) i nawet mam w planach zacząć odrabiać moją "pracę domową". Coż, nic ciekawego.

A żałuję. Troszkę zazdroszczę osobom, które potrafią tak fajnie i aktywnie spędzać weekendy. No bo oczywiście niby można - zwłaszcza mieszkając w Stolicy. A ja, jak już mam wolny czas, postanawiam że nadrobię szereg zaległości, które wygenerowałam przez ostatni tydzień/ miesiąc/ lub jakikolwiek inny okres czasu. Zaległości zawsze są - wiadomo. A nawet jeśli się nie rzucają w oczy, wystarczy chwilę podumać i się znajdują;)

Postanowiłam nieco aktywniej spędzać czas. Może to kiepskie postanowienie, biorąc pod uwagę nadchodzącą wielkimi krokami zimę, ale nawet w zimę warto się dotleniać. Jestem zniechęcona życiem "na szybko", no i nie od dziś wiadomo, że dotlenienie wpływa dobrze na cały organizm. W jaki sposób mam zamiar się dotleniać? Nie wiem;) Jeszcze. Na pewno utrudnieniem jest mój "jak- zwykle - zapchany - grafik" i to, że mój Luby pracuje prawie codziennie od świtu do nocy... Ale i tak mam nadzieję, że się uda!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz