sobota, 13 listopada 2010

Bez pracy nie ma....?

I przyszedł smutny czas, kiedy jestem bezrobotna. Jestem troszkę rozczarowana, bo w redakcji po prostu zaprzestano odpowiadać mi na moje maile... No, ale czego można było się spodziewać po umowie podpisywanej z miesiąca na miesiącach? Teoretycznie moje działania na teraz są do przewidzenia - po raz kolejny przeglądanie portali internetowych w poszukiwaniu nowego zajęcia...

Z tym, że schody zaczynają się, gdy okazuje się, że ja po prostu nie mam czasu. "Od biedy" mogę sobie pozwolić na wolny jeden dzień w tygodniu - każdy kto szukał kiedyś pracy dorywczej wie, że taką dyspozycyjność to sobie można wsadzić... Popołudnia odpadają - najwcześniej kończę o 15, a zazwyczaj druga zmiana zaczyna się właśnie o tej porze;/ Wiem, że jest praca na recepcji w jednej z dyskotek - w weekendy - z tym, że to są naprawdę całe weekendy, po ponad 20 godzin w pracy... Nie odpowiada mi taki układ, bo po pierwsze, te weekendy to czas, który zazwyczaj mogę spędzić z Lubym, zregenerować troszkę siły, a poza tym - kiedyś się przecież muszę uczyć!;(

Teoretycznie przewidywałam, że może tak się stać - dlatego celowo odkładałam pieniądze, licząc się z tym, że ten rok może nie być rokiem wielkich przychodów. Ale jak już się przyzwyczaiłam do wypłaty, t0 trudno z tego zrezygnować - zwłaszcza, że przypominam sobie, że niedługo trzeba kupić prezenty świąteczne, a od nowego semestru chciałam się przecież zapisać na angielski. Nie wspominając o tym, że już myślę o wakacjach i naszych "zagranicznych" planach...

Doceniając "elastyczność" poprzedniej pracy i to, że nieźle się w tym odnajdywałam, postanowiłam przede wszystkim poszukać podobnego zajęcia. Znalazłam parę podobnych portali i wysłałam swoje zgłoszenie... Niestety na razie bez echa...

Dostałam za to propozycję pisania tzw. precli, czyli niedługich artykułów, potrzebnych do pozycjonowania stron. Wszystko byłoby ok, bo tematy nie są trudne, wymagania też nie - trzeba po prostu usiąść i napisać "z głowy". Tyle, że na jeden temat trzeba napisać ok. 10 artykułów (i po trzecim pojawia się pytanie "o czym mam jeszcze pisać!?"), no i stawki... super niskie....

W każdym razie - na razie wchodzę w te precle - może się rozkręcę, tak, że będzie mi to szło szybko, a może uda się w międzyczasie zahaczyć w jakimś portalu o poważniejszej tematyce i poważniejszych zarobkach?

Zobaczymy...

2 komentarze:

  1. O kurcze, nieładnie się zachowali - ja też nie lubię takiego olewania przez (niby) poważne osoby. Tuż przed obroną moja Promotorka też olewa moje maile, nie odpisuje ponad tydzień. Ja nie wiem jak tak można? My tu staramy się być takie zorganizowane, odpowiedzialne - a osoby "wyżej" od nas mają to za nic.

    Precle - ta nazwa nie kojarzy mi się pozytywnie :(

    3mam kciuki za odpowiedzi na zgłoszenia, a nuż Twój mail zawieruszy się u jakiegoś Prezesa, przeczyta go i wpadnie w zachwyt? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie precle kojarzyły się bardzo neutralnie, poszperałam trochę na necie i postanowiłam zaryzykować. Tak naprawdę wiele do stracenia nie mam. Teraz jestem po pierwszym zleceniu i uważam, że nie jest tak źle. Zobaczymy, jak się ułoży, mam nadzieję, że trafiłam na uczciwą osobę...

    OdpowiedzUsuń