środa, 10 listopada 2010

Wewnętrzny wkurw

W tym roku jakoś nietypowo przechodzę jesienne przesilenie. Nie mam doła, chandry, ani nawet lenistwa na poziomie wyższym niż zwykle. Mam za to "wewnętrznego wkurwa", czyli w zasadzie permanentny zespół stanu przedmiesiączkowego.

Wkurza mnie niemal wszystko, na czele z zapchanymi autobusami i dzwoniącym rano budzikiem. Tłok, automat do kawy nieprzyjmujący moich pieniędzy, korki, długie zajęcia bez przerwy - wszystko to nie dołuje, tylko irytuje, denerwuje i wzbudza niesmak. Przekleństwa dają mi chwilową ulgę, no ale miewam takie dni, kiedy najchętniej przeklinałabym non - stop...

Miejmy nadzieję, że przejdzie samo;) Ale, żeby nie było tak mało optymistycznie - staram się nie wyżywać na innych, a poza tym to i tak lepsze to, niż stan totalnego wyprania, tak typowy dla jesiennych miesięcy...

2 komentarze:

  1. Zazdroszczę! Ja to bym się ostatnio najchętniej zakopała w łożku i tylko spaaaaałaaaaaa...
    Dobrze chociaż,że do zimy już bliżej niż dalej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, Martynko, ja się tej zimy boję;) Nie lubię jak jest zimno, a mnie zimno jest zawsze;) dlatego liczę, że nie będzie tak mroźnie jak prognozują...:)

    OdpowiedzUsuń