sobota, 12 lutego 2011

Potęga podświadomości.

Jakiś czas temu pisałam, że w ramach podwyższania własnej samooceny i poszukiwania sposobu na lepsze życie, zaczęłam czytać książkę "Potęga podświadomości". Żaden ze mnie recenzent, ale skoro blog, co do zasady, ma mnie motywować, myślę, że o książce wspomnieć powinnam.

Przyznaję, że o mechanizmach "przyciągania" i "pozytywnego myślenia" wiedziałam już sporo wcześniej, co zresztą nie jest niczym niezwykłym. Nie oczekiwałam, że książka mnie jakoś szczególnie zdziwi i faktycznie nic takiego się nie stało. Autor powiela wszystko to, czego można się dowiedzieć choćby z internetu. I myślę, że całą treść można byłoby zmieścić w jakiś 20 stronach. Książka jest jednak sporo dłuższa, a to za sprawą:
a) rozciągania myśli autora, tzw. wodolejstwa;
b) bardzo licznych przykładów;
c) wielu odwołań do.... Biblii.
Nawiązywanie do Biblii zdziwiło mnie najbardziej. Mam wrażenie, że Autor dostosowuje tekst Biblii do swoich przekonań. Może nawet próbuje ze swojej koncepcji stworzyć pseudo - religię, bo każde odwołanie do naszej podświadomości nazywa... modlitwą. Nie do końca mi się to spodobało, zwłaszcza, że mam mieszany stosunek do samej religii.
Liczne przykłady też wydawały mi się troszkę "naciągnięte". W jednym miejscu autor pisze o mnichu, żyjącym w XII wieku, a stronę dalej o dziewczynie, która marzyła o torebce z wystawy sklepowej;) Przykładów jest naprawdę wiele, momentami miałam wrażenie, że to głównie na nich opiera się książka, większość jednak nie jest w żaden sposób potwierdzona, więc nie mam pewności, czy ich praźródło to nie wyobraźnia autora;)

Podsumowując, książka niewiele wniosła do mojego życia. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto myśleć pozytywnie, staram się zrobić z tego "nawyk", no ale przecież nie od dziś wiadomo, że optymiści żyją dłużej;)

5 komentarzy:

  1. Hej, ja również czytałam "Potęgę podświadomości" tyle, że ok. 2 lata temu. Moją przygodę z mocą pozytywnego myślenia zaczęłam właśnie od tej lektury i może dlatego, że było to dla mnie coś nowego, zrobiła na mnie ogromne wrażenie i pochłonęłam ją na dwa razy właściwie. Odniesienia do religii też mnie nieco irytowały z tego co pamiętam, ale wszystkie zawarte tam przykłady choć niektóre bardzo nieprawdopodobne bardzo mi się podobały i mnie przekonywały. W ogóle tak mnie wtedy oszołomiła filozofia w niej zawarta, że naprawdę uwierzyłam, że wszystko może się spełnić jak się tylko tego chce. :) Przykład z obudzeniem się kolejnego dnia o godzinie, którą dzień wcześniej się wizualizuje, wypróbowałam od razu. Specjalnie wzięłam nie pełną godzinę jak nigdy i o dziwo zadziałało. Obudziłam się bez budzika - gdy raz otworzyłam oczy od razu przestało mi się chcieć spać choć położyłam się dość późno dzień wcześniej. :)
    Od jakiegoś czasu znów mam ochotę przeczytać "Potęgę podświadomości" i się nakręcić na całą tę filozofię raz jeszcze. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozytywko, może warto w takim razie sięgnąć po inne książki tego typu? Myślę choćby o popularnym "Sekrecie"? A nóż dowiesz się czegoś nowego?:)
    Sama idea jest faktycznie fajna i nigdy nie zaprzeczałam. Dobrze jest uwierzyć w to, że jak chcę to mogę! Z takim nastawieniem po prostu łatwiej się żyje. A motyw z budzeniem też przetestowałam i działa;)
    Co ciekawe, po lekturze innej książki "Pamięć na zawołanie" T. Buzana (jakieś 7 lat temu!)przed snem powtarzałam sobie, że "zapamiętam swój sen" - robiłam tak ok. miesiąca i faktycznie niemal każdego ranka wiedziałam co mi się śniło;) Do tej pory baaardzo często pamiętam swoje sny, choć nie zawsze wychodzi to na dobre, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Sekretu" nie czytałam, ale za to oglądałam. :) W ramach przypomnienia sobie może teraz sięgnę po wersję papierową. Zainteresowała mnie też "Pamięć na zawołanie". Nigdy o niej nie słyszałam ale skoro po przeczytaniu i wykonywaniu odpowiednich ćwiczeń można pamięta się co się śniło to jak najbardziej się na to piszę. :D Ostatnio w ogóle nie pamiętam co mi się śni a lubię to wiedzieć. Nawet gdy w grę wchodzą te nie najlepsze sny. :p

    OdpowiedzUsuń
  4. "Pamięć za zawołanie" dotyczy głównie właśnie zapamiętywania i jest szczególnie pomocna dla osób uczących się (także języków). O zapamiętywaniu snów poświęcony jest, o ile dobrze pamiętam, jeden rozdział. Mimo to, polecam! Do tej pory wykorzystuję rady zawarte w książce.
    Osobiście powoli przymierzam się do lektury "Sztuki prostoty" i "Stop pogoni za sukcesem" (chociaż ten drugi tytuł mogłam troszkę zniekształcić;o)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to ostatnio wręcz myślę, że te wszystkie książki są na jedno kopyto, wszędzie to samo, nic nowego... i tak jak piszesz, wszędzie tylko odwołania do Biblii

    OdpowiedzUsuń