czwartek, 17 lutego 2011

Stress - less;)

Obok mnie stoi kubek, a w nim moja pierwsza w życiu melisa...;)

Cóż, nigdy nie należałam do spokojnych osób, ale ostatnio sama zauważyłam, że denerwuję się za często i ze zbyt błahych powodów! Właściwie cały dzień chodzę poddenerwowana - bo gdzieś się spieszę, bo chcę coś szybko załatwić, a jeśli do tego dochodzi jakieś zaliczenie na studiach albo konflikt w mieszkaniu złość się we mnie kumuluje i, nierzadko, wybucham. Mam tego dość, zwłaszcza, że wiem, że takie nerwy są średnio - zdrowe dla organizmu. Z tej i innych przyczyn, postanowiłam wprowadzić do swojego życia kilka zmian.

Dbać o siebie lubię. Co prawda nie zawsze mam czas i chęci, ale zazwyczaj udaje mi się wklepać wieczorem jakiś kremik, czasami maseczka albo peeling. W ogóle uważam, że w kwestii kosmetyków jestem dość świadomą konsumentką - staram się wybierać łagodne produkty, bez zbędnej chemii. Włosy pielęgnuję kosmetykami bez silikonu, delikatne refleksy nadaję henną, zamiast sklepową farbą. Przyznaję, że po kilku miesiącach stosowania tych delikatnych specyfików, zarówno twarz (z która od zawsze miałam problemy), jak i włosy ładnie mi się odwdzięczają.

Doszłam jednak do etapu, kiedy zorientowałam się, że dbanie o siebie nie ogranicza się tylko do tego, co na zewnątrz. Przełomem był zakup Pastelli Jajecznej (dla niewtajemniczonych - niby zwykła pasta z jajek, szczypiorku i majonezu) - gdy odkryłam, że jajek jest tam mniej niż 15%, a znacznie więcej jest przeróżnego rodzaju barwników, zaczęszczaczy, polepszaczy, aromatów i środków konserwujących. Od tego momentu zaczęłam uważniej analizować składy i eliminować z diety produktów nafaszerowanych chemią. Byłam w szoku, gdy odkryłam, że niektórzy producenci chlebów potrafią wrzucić do bochenka trzy rodzaje konserwantów! Od niemal miesiąca nie jem wędliny. Staram się coraz częściej sama przygotowywać pasy - był już serek biały ze szczypiorkiem i śmietaną, pasta z tuńczyka, a teraz przymierzam się do pasty z soczewicy. Zrobienie jednej pasty, która starcza na ok. 3 dni zajmuje mi 10 minut, a w dodatku jest bardzo ekonomiczne w porównaniu do gotowych produktów. I oczywiście - ktoś może rzucić, że przecież nie wiem jakim świństwem były karmione kury, znoszące jajka, które potem kupiłam w markecie. Racja. Jednak mam wrażenie, że choćby wcinały antybiotyki, moja pasta będzie zdrowsza niż ta sklepowa z całym arsenałem barwników i glutaminianów;) Do tego każdego dnia rano piję wodę z miodem, co ponoć bardzo korzystnie działa na naszą odporność.

W tych całych zmianach żywieniowych nie chodzi mi o to, żeby schudnąć, tylko by się lepiej czuć. Nie jestem też taka bezwzględna i pewnie nie raz skuszę się na jakiegoś fast - fooda albo z braku czasu zjem na śniadanie i obiad bułkę białą z marketową szynką. Mimo wszystko, mam nadzieję, że ta mała rewolucja korzystnie wpłynie na mnie, na mój organizm, zdrowie i samopoczucie;)

6 komentarzy:

  1. Hej :) Ostatnio przeżyłam podobny szok kiedy po użyciu "zwykłego" sklepowego żelu pod prysznic (bodajże Palmolive) tak mnie wszystko zaczęło swędzieć, że nie mogłam wytrzymać. Także rozumiem w zupełności Twoje oburzenie :) Też przerzuciłam się na kosmetyki bez sls-ów a tonik zamieniłam na hydrolat. Niestety moje włosy nie lubią szamponów bez silikonów - strasznie się po nich plączą i nie pomaga nawet odżywka więc używam zwykłych, sklepowych. A może i stety :) w sumie skóra sama wybiera co dla niej najlepsze. Mięsa też już nie jem, podobnie jak wędlin, przerzuciłam się ryby (choć to też mięso, to jednak zdrowsze):) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. eh widzę, że nie tylko ja jestem kłębkiem nerwów. Mnie już nawet melisa nie pomaga :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Arolina - dzięki za odwiedziny;) Dziś przeczytałam, że do jogurtów owocowych dodają te same barwniki, co do żeli pod prysznic. Może nie są tak toksyczne, ale jednak mnie to poruszyło...

    Undi - no niestety, denerwuje się o wiele za bardzo, przejmuje się błahostkami i między innymi przez to przechodziłam już przez wrzody żołądka;/ Trzeba nad tym choć trochę panować! A co do meliski to może nie piłaś jej regularnie?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. a gdzież tam, codziennie piję, bo mi smakuje bardziej niż zwykła herbata xD Może się po prostu przyzwyczaiłam?

    a co do jedzenia to mnie nawet nie odstrasza skład oO dziwna jestem po prostu. Na szczęście jogurty owocowe lubię takie "Diaet" z lidla, a one (truskawkowe, moje ulubione) w składzie jako barwnik mają... buraki. Cóż, lepszy jogurt z buraków niż żel pod prysznic xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Undi - jogurt z buraków o smaku truskawek;)Brzmi nieźle;) A co do melisy pitej zamiast normalnej herbaty - może to i dobrze - przynajmniej Ci się zęby nie przebarwiają;)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj przebarwiają - za dużo coli piję xD a jogurt pyyyyycha :D

    OdpowiedzUsuń