czwartek, 24 marca 2011

Pierwszy krok, pierwszy rok:)

W poprzednim poście narzekałam na to, że czas tak szybko biegnie. Nie minął tydzień, a ja po raz kolejny się o tym przekonałam - nawet nie zauważyłam jak minął rok od założenia tego bloga! Nie uważam, żeby była to szczególnie dobra okazja na robienie jakiegokolwiek podsumowania, bo też nie osiągnęłam niczego wielkiego, ani nie zrealizowałam wszystkich swoich celów (wcale mnie to zresztą nie dziwi - moje cele w chwili założenia bloga były dość długofalowe, a ogólny wydźwięk jest taki, by po prostu nie marnować czasu na zupełnie bezproduktywne i niesatysfakcjonujące sprawy...).

No ale... ale jestem tylko kobietką, więc ciężko było obok tej "rocznicy" przejść zupełnie obojętnie;) To, jak bardzo się zmieniłam, wiem tylko ja. Oczywiście bardzo rzadko piszę o swoim prywatnym życiu, ale nawet w kwestii mojego charakteru widzę wiele zmian:) Przede wszystkim blog jest świetną mobilizacją. Wstyd się przyznać, ale wcześniej siedziałam w domu (albo w pracy, na uczelni - gdziekolwiek!) i zbijałam bąki! Kiedy tylko nie musiałam się uczyć, nie zajmowałam się niczym konkretnym. Ewentualnie myślałam sobie gorzko, że niby Warszawa, a tak mało z niej korzystam, że niby studia, a ja zajmuję się tylko niezbędną nauką, że niby praca, no ale też nic ambitnego... Miałam wiele pomysłów, ale wszystkie pozostawały w mojej głowie, ich realizację przekładałam na "później", na "po sesji", "na wakacje", czyli jednym słowem na wieczne nigdy;)

Nazwa blogu oczywiście nie jest dziełem przypadku, ale jej wymyślenie nie zajęło mi dłużej niż kilka minut. Taka właśnie byłam - wszystko począwszy od mojego otoczenia, po moje myśli i cele było wielkim chaosem:) Kiedy postanowiłam założyć bloga, zachęcona zresztą nie przez byle kogo;) chciałam przede wszystkim uporządkować całe swoje życie. Ironia, że krótko po rozpoczęciu pisania dostałam wymówienie z dotychczasowej pracy;) Od tego czasu zrobiłam 2 razy praktyki, zdobyłam kolejną pracę (którą i tak zdążyłam stracić...), zaczęłam poważnie działać z angielskim, a przede wszystkim... niesamowicie się rozwinęłam(wiem, nie jest to szczyt skromności;). Sporo czytam, wiem co się dzieje, mam swoje zdanie, argumenty - czuję, że żyję i że się nie marnuję! Naprawdę - bezcenne uczucie:)

1 komentarz:

  1. wow rzeczywiście dużo zmian przez ten rok :) i oby tak dalej! dalszych sukcesów życzę

    OdpowiedzUsuń