środa, 15 czerwca 2011

Uda mi się!;)

Kiedy zaczynałam pisanie bloga moim głównym problemem było to, że w zasadzie nie wiedziałam czego oczekuję od życia i co chcę w nim robić. Miotałam się od jednego pomysłu do drugiego, szukałam wciąż nowych inspiracji, miałam średnio 2 nowe pomysły na tydzień, a to wszystko prowadziło do jeszcze większej niepewności i zniecierpliwienia. Podejmując różne wyzwania (praca, praktyki, szkolenia, konferencje) liczyłam, że nagle dostanę kompletnego olśnienia w temacie mojej przyszłości. Jednocześnie czułam (i nadal czuję!) presję, związaną z porównywaniem się do innych (o tym już było kilka słów...), ale także z nieuchronnym końcem studiów...

Już na początku tego roku akademickiego zorientowałam się, że to, czego się uczę sprawia mi przyjemność i po prostu mnie interesuje! To pierwszy krok. Potem zaczęłam zastanawiać się jaka praca da mi satysfakcję, a zatem (to moje osobiste kryteria!): względną samodzielność, możliwość ciągłego zdobywania wiedzy/umiejętności, większą elastyczność w chwili, gdy założę rodzinę i brak obaw, że gdy przekroczę 35 lat stanę się mniej atrakcyjna na rynku pracy.

Niedawno usłyszałam też, że posiadanie konkretnego planu, czy celu odciąża psychikę. I faktycznie - teraz jak już się "zdecydowałam" jestem przygotowana na to, co mnie czeka i jednocześnie wiem, jakie podjąć kroki by to zrealizować...

Uwzględniając moje "oczekiwania", o których piszę wyżej oraz to, że faktycznie to TERAZ jest czas na działanie zdecydowałam, że wybiorę to trudniejszą drogę i spróbuję zostać "prawdziwym prawnikiem". Co więcej, ja po prostu poczułam, że naprawdę tego chcę!

No dobrze, ale co się z tym wiąże? Z kwestii bardziej długoterminowych: aplikacja. Ale przed nią bardzo trudny egzamin wstępny i, jeśli uda się go zdać, 3 lata nauki. Przyznaję, że to mnie najbardziej przeraża, ale i tak brałam pod uwagę studia podyplomowe, mój Luby też ma przed sobą kilka lat edukacji, więc razem raźniej;) Z kwestii krótkoterminowych - ponieważ nie udało mi się znaleźć żadnego płatnego stażu w grę wchodzi wersja A, czyli praktyki i praca. Ciągle działam, dlatego o tym napiszę dopiero w jednym z kolejnych postów, by nie zapeszać:)

Bardzo się cieszę, że mam już klarowny cel. Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną i wiem, że pewnie jeszcze nie raz będę miała chwile zwątpienia i myśli, że "po co to wszystko". Ale wiem też, że jak jestem do czegoś przekonana to potrafię wiele poświęcić.

I faktycznie - moja psychika czuje się lepiej;)

7 komentarzy:

  1. Zazdroszczę i pozdrawiam:)

    Ja się wciąż kręcę w kółko, jedyne co mnie pociesza to to, że te kółko się robi coraz mniejsze:) Niestety z pracą dla absolwentów bez 2 lat doświadczenia jest raczej ciężko więc u mnie wiele będzie zależeć od tego gdzie uda mi się zaczepić.

    TY sobie postawiłaś bardzo ambitne zadanie, ale skoro jesteś pewna decyzji to powinno być już z górki, przynajmniej w sensie emocjonalnym:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również zazdroszczę :) Przede wszystkim tego odciążenia psychiki. Ach, wiele bym dała żeby też wiedzieć co chcę robić w życiu. Tylko jak się w tym zorientować?

    Chyba wykorzystam Twoje doświadczenia w tej kwestii, a więc:
    1) Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie co mnie interesuje i co lubię robić, co sprawia mi przyjemność (nie miałam takiego momentu na studiach więc wygląda na to, że muszę szukać poza nimi).
    2) Zastanowić się jaka praca da mi satysfakcję, również przy uwzględnieniu perspektywy długookresowej (trzeba więc spróbować połączyć zainteresowania z zawodem),
    3) Dokonać wyboru, postawić na coś i ułożyć plan dalszego działania po czym konsekwentnie go realizować.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się takie proste, a jednak czuję, że w moim przypadku nawet jak już coś postanowię, to nie obejdzie się bez całej góry wątpliwości z racji na mój wiek, dotychczasową edukację i inne czynniki.

    Tak jak Kropelka pisze, bardzo ambitne zadanie przed Tobą, ale jeżeli czujesz, że to lubisz i to jest właśnie to, teraz powinno być już lżej bo nawet jak pojawią się po drodze jakieś wątpliwości to masz ten wyznaczony CEL, który będzie Cię trzymał w postanowieniu. :) Przynajmniej ja tak to widzę.

    Powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chcę już kasować tamtego komentarza, ale widzę, że napisałam niepoprawnie i teraz mnie to razi. W przedostatnim akapicie miało być "z racji mojego wieku, dotychczasowej edukacji i innych czynników". :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozytywko - dokładnie w ten sposób dochodziłam do tych wniosków. W zasadzie nadal czasami myślę, że jednak byłabym bardziej zadowolona, gdybym była psychiatrą albo terapeutą (to był mój cel zaraz po maturze), ale wyszło jak wyszło, studiowałam co innego i tyle. Poza tym wiem dobrze, że np. na psychologii, którą chciałam studiować, też jest mnóstwo nudnych, niepotrzebnych rzeczy i szczegółów. I też jest duża konkurencja.

    Nie wiem co dokładnie studiujesz, ale myślę, że było coś co Cię zainteresowało, w czym dobrze się czujesz. Ja przez wiele czasu myślałam, że np. prawo rodzinne jest smutne (bo rozwody, pozbawianie władzy rodzicielskiej itp.), a handlówka jest neutralna i opłacalna:D To głupie myślenie, poparte tylko schematami, a nie faktycznym "wsłuchaniem się w siebie".

    Doskonale wiem, że i ja będę miała chwile zwątpienia. I rozumiem też Twoje wątpliwości podyktowane właśnie "wiekiem, edukacją i innymi czynnikami" - co więcej, myślę, że nie byłabym w stanie teraz rzucić prawa i np. zacząć jakieś inne studia. Może ktoś powie, że to strach, ale mnie szkoda też mojego wysiłku! Wydaje mi się, że każdy może być DOBRY z wybranej przez siebie dziedziny - kluczem jest odpowiedni wybór i dużo pracy, nie ukrywajmy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, i chyba wszyscy znamy to powiedzenie "trawa jest bardziej zielona na innym podwórku";) Staram się nie wpadać w taką machinę narzekania i marazmu, tylko konkretnego wykorzystania potencjału, który mam w tym momencie (piszę o wykształceniu, umiejętnościach itd.)

    Życzę Wam powodzenia i 3mam za siebie i za Was kciuki!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również uważam, że właśnie szkoda całkowicie marnować wysiłek i czas włożony w studia. Poza tym studia to nie to samo co praca, moim zdaniem nawet jeżeli są nie do końca trafione to w pracy może okazać się dobrze:) Pozytywko, zawsze możesz zrobić jakąś ciekawą podyplomówkę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest dużo prawdy w tym co piszecie dziewczyny. "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". :)

    Studiowałam stosunki międzynarodowe i szczerze mówiąc musiałabym się głęboko zastanowić co mi się tam naprawdę podobało. Było trochę przedmiotów, którymi potrafiłam się zainteresować, ale niestety tylko na chwilę i dość pobieżnie, czyli jednak to nie było "to".
    Z drugiej jednak strony może trzeba będzie zastosować znane powiedzenie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma".

    Piszę tak dlatego, że jedyną rzeczą jaka przychodzi mi do głowy, która co jakiś czas stale wraca w moim życiu jest rysowanie. W tym bym się pewnie odnalazła, ale brakuje mi warsztatu i doświadczenia więc tak naprawdę musiałabym wszystko zaczynać od początku. Niestety taki artystyczny kierunek nijak się ma do tego co studiowałam.

    Podyplomówkę może zrobię, ale najpierw muszę się zorientować co w jej ramach mi wolno zrobić. :)

    OdpowiedzUsuń