wtorek, 19 lipca 2011

Żale edukacyjne;)

Rekrutacja na studia w pełni. Już chyba na każdym portalu informacyjnym można przeczytać szczegółowe wyliczenia przedstawiające najbardziej i najmniej popularne kierunki, uczelnie, specjalizacje, a nawet przeanalizować psychologiczne prognozy dotyczące sylwetki przyszłych absolwentów;) A ja… w tym roku po raz pierwszy poczułam lekkie ukłucie zazdrości, spowodowane poczuciem, że dla mnie ten etap już się kończy…

Poczucie to sprowokowało rozważania pod tytułem „co bym zmieniła?”, „jak przeżyłabym swoje studia, gdybym mogła je rozpocząć drugi raz?” i „co przegapiłam?”…

Po pierwsze praktyki. W tej chwili mam „zrobione” dwie praktyki w kancelariach. Myślę, że gdybym miała jeszcze raz podejmować takie decyzje, zdecydowałabym się na praktyki już po drugim roku, ale w ministerstwie lub jakimś urzędzie (w moim przypadku byłoby to MSWiA, MSZ albo UOKiK). Praktyki w takich placówkach nie wymagają dużego przygotowania merytorycznego, ani wiedzy stricte prawniczej, więc pewnie bym się tam odnalazła, a teraz miałabym w CV także praktykę w instytucji państwowej – niestety bardzo brakuje mi takiego punktu w moim dotychczasowym doświadczeniu.

Po drugie – języki. No, prawda jest taka, że jakbym wcześniej się „sprężyła” CAE mogłabym mieć w kieszeni już dawno, a nawet być blisko egzaminu z kolejnego języka. Dwa języki na bardzo dobrym poziomie na pewno byłyby sporym atutem…

Po trzecie – szkolenia, konferencje. Moja uczelnia (wydział), tak jak pewnie każda inna, stosunkowo często organizuje różnej maści szkolenia, konferencje, spotkania tematyczne. Zaczęłam z tego korzystać dopiero na 4 roku. Wcześniej, mimo, że tematyka czasami mnie interesowała, wychodziłam z głupiego założenia, że „mam jeszcze czas”, „i tak mało zrozumiem” itd. Idiotyczne wymówki, podsycane tchórzostwem i lenistwem.

Po czwarte – koło naukowe. Nigdy nie byłam członkiem koła naukowego, bo wydawało mi się, że jest to przywilej dla najzdolniejszych. Poza tym zawsze byłam przekonana, że nie wiem wystarczająco dużo na dany temat, by zapisać się do jakiegokolwiek koła. Oczywiście teraz tego żałuję – koło naukowe jest po to, żeby tą wiedzę zdobywać i pogłębiać, a nie po to, żeby się nią chwalić;)

Po piąte – zdobywanie dodatkowej wiedzy. Muszę przyznać, że rzadko robiłam cokolwiek wykraczającego poza program zajęć;) Trochę żałuję, trochę mi wstyd, ale sytuację odrobinę „ratuje” moja praca w redakcji i praktyki.

Co ja teraz mogę? Bić się w piersi z myślą „moja wina, moja wina”;) Oczywiście część tych braków mogę i staram się nadrobić, ale część jest po prostu utraconą szansą. Z drugiej strony mam jednak świadomość, że całe te rozmyślania to jedynie „gdybanie”. Tak samo mogłabym pomyśleć, że żałuję, że nie grałam w lotto, bo może bym wygrała albo że żałuję, że nie poszłam na inny kierunek… Sami kierujemy swoim życiem – ja cieszę się, że mimo wszystko wzięłam się w garść i jestem tym, kim jestem:)

5 komentarzy:

  1. nie ma co się zamartwiać tym "co by było gdyby..", każdy ma takie chwile zwątpienia i słabości, nie warto się też tłumaczyć bo sami wiemy w jakiej sytuacji byliśmy w danym momencie co nas ograniczało, nie zawsze jest przecież tak jakbyśmy chcieli :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, nigdy nie jest za późno na pracowanie nad sobą ;) "gdybanie" nie jest dobrą rzeczą, ponieważ w łatwy sposób może doprowadzić do podłamania nerwowego...

    Głowa do góry :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Martika.
    Bardzo wartościowy wpis i na pewno przyda się młodszym szczególnie z grupy BGSu! Szkoda, że ja nie trafiłem na co takiego na początku mojej kariery naukowej te 5 lat temu, chociaż nie wiem czy przez przeczytanie bym coś zmienił w sobie, człowiek uczy się na błędach, swoje trzeba przeżyć.
    Wzięłaś się w garść i teraz będzie już z górki (: 3maj się!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, znam to uczucie. Też czasem nachodzą mnie myśli, że mogłam coś inaczej zrobić, coś wcześniej zacząć itd. ale czasu się niestety nie cofnie i trzeba myśleć co jest dzisiaj i co mogę zrobić w przyszłości. :)

    Najbardziej chyba żałuję, że hiszpańskiego nie zaczęłam się uczyć już na początku studiów. Jak sobie pomyślę na jakim poziomie mogłabym już być, a na jakim jestem, to mnie wręcz nerwy biorą. Teraz spokojnie mogłabym zaczynać kolejny język, a tak jest to trochę utrudnione.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście zawsze jest coś, co moglibyśmy zmienić i wiem, że "każdy tak ma";) Ten post nie miał szczególnie depresyjnego charakteru - jak napisałam na końcu, jestem tym kim jestem i nie jest mi z tym źle:)
    Pisząc tego posta miałam w szczególności na myśli osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę ze studiowaniem - kto wie, może ktoś zrezygnuje z nauki na własnych błędach i zdecyduje się na wyciągnięcie wniosków z moich rozmyślań:)

    OdpowiedzUsuń