piątek, 16 września 2011

Zapędy społecznikowskie;)

Tegoroczne praktyki, ku mojemu początkowemu niezadowoleniu, tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że kancelarie prawnicze to nie jest miejsce w którym chciałabym pracować (oczywiście na chwilę obecną). Chcąc maksymalnie wykorzystać wakacje szybko zaczęłam poszukiwać innych rozwiązań…

Przy okazji czytania pewnego artykułu przypomniało mi się, że na liście moich „Małych Marzeń” jest ukończenie kursu dla zawodowych mediatorów (ptk.22). Oczywiście takie szkolenia są dość drogie, a mnie teraz nie stać, by wydawać pieniądze na coś, co może i mnie interesuje i ma potencjał, no ale nie daje pewności, że inwestycja zwróciłaby się w miarę szybko…

Ponieważ do końca wakacji zostało mi jeszcze trochę czasu, w mojej głowie zaczął kiełkować pewien pomysł - by wrócić do korzeni i zaproponować coś na kształt wymiany barterowej - ja dam wam moją pracę i moje umiejętności, a wy dacie mi szkolenie:) Takie rozwiązanie daje też możliwość poznania całej „branży” od środka, a na tym zależało mi równie mocno. Szybko porozsyłałam maile do paru ośrodków mediacyjnych i po kilku tygodniach po raz pierwszy przekroczyłam próg jednego z nich.

Teraz mija już drugi tydzień mojej pracy, a ja…czuję, że to jest TO. Przede wszystkim, powróciła mi nadzieja, że w miejscu pracy mogę się czuć w miarę swobodnie i pewnie. Poza tym czuję, że to co robię ma sens, potencjał i, może zabrzmi to naiwnie, ale że jest to coś ważnego i dobrego…

Niestety, moją jedyną formą zapłaty będzie wspomniane szkolenie – zatem od października, kiedy do moich obowiązków dojdzie praca i szkoła, będę mogła poświęcić Fundacji znacznie mniej czasu… Do minusów zaliczam też fakt, że obecnie poziom wiedzy o mediacji w Polsce jest na bardzo niskim poziomie, co nie daje pewności, że uda mi się z tego zajęcia żyć na przyzwoitym poziomie… Mimo to, zaangażowanie się w działalność Fundacji uważam za mój wakacyjny sukces i liczę, że uda mi się zrobić duży pożytek z wiedzy i umiejętności, jakie tu nabędę.

10 komentarzy:

  1. Każda praktyka zawodowa się przyda. Naprawdę. Nie wiesz co się w życiu zdarzy i gdzie skończysz i jakie umiejętności akurat się przydadzą. Ale na pewno o tym wiesz. A i wiedza czego NIE chcesz (w Twoim przypadku kancelaria) jest cenna.
    Co do prac domowych - ja je akurat lubię, ale chyba tylko dlatego, że jestem sama i nic nie muszę. Więc sama wybieram sobie co i kiedy robię. I śmieszne, bo nawet dziś gotując obiad pomyślałam, że ja nawet w takich momentach bawię się w multitasking, bo kiedy zupa sobie pykała na ogniu - ja zmywałam, siekałam koperek do zamrożenia i przecierałam szafki. A wszystko to przy muzyce, więc przy okazji tyłkiem trochę pokręciłam. Jakoś nie czuję dzięki temu, że ten czas jest zmarnowany, zwłaszcza, że 20 minut na ugotowanie domowej zupy jest nadal dużo dużo atrakcyjniejsze niż glutaminian sodu o smaku rosołu, co się po zalaniu w 5 minut zjada ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kićka - oczywiście się z Tobą zgadzam, że obiad w 20-minut jest duuużo lepszy niż opcja "zalej wrzątkiem";) Kiedyś zresztą dość obszernie pisałam o tym na blogu - http://martikowy-balagan.blogspot.com/2011/05/ty-wiesz-co-jesz.html

    Gotować zazwyczaj lubię, ale sprzątać - już nie bardzo;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że czerpiesz z tego satysfakcję, i mam nadzieję, ze takich osób będzie więcej. Ważne jest to że sprawia Ci to przyjemność i sprowadza się do powstawania uśmiechu na twarzy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło się czyta, że znalazłaś coś co sprawia Ci przyjemność i spełniasz marzenie. Warto próbować nowych rzeczy, sprawdzać, czy to jest TO.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedziałam, że się uda! :)

    Moim skromnym zdaniem, prawdziwa satysfakcja z pracy to połączenie zarabiania i pomocy innym... :) Bo co to za przyjemność pół życia pracować tylko po to żeby zarobić i wydać? Społecznikostwo to piękna rzecz, a robienie tego na "cały etat" jeszcze piękniejsze :)

    Cieszę się, że Ci się podoba :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Brawo! ;) Dobrze, że udaje Ci się robić to, co lubisz i sprawia Ci przyjemność. A taka praktyka i szkolenie zawsze się przyda, tym bardziej, że nie wykluczasz zajęciem się tym później ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. gratulacje :) Muszę przyznać, że zazdroszczę tego poczucia, że "to jest to". Sama ciągle szukam tego czegoś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Helineth - no właśnie miło byłoby połączyć zapędy społecznikowskie z godziwym zarobkiem, ale wiem, że to niestety nie takie łatwe:(

    Anorexic.Candy - nic bardziej mylnego - wciąż szukam; mediacje mimo, że bardzo mnie zainteresowały, w chwili obecnej nie dają realnych szans na realny zarobek;) No i jako młoda, szczupła dziewczyna o niewinnej twarzy nie wyglądam wystarczająco "dojrzale", co też mnie w jakiś sposób dyskwalifikuje - i to na starcie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie! Świetnie! Świetnie! Kurs mediacji to naprawdę cudowna sprawa! Cieszę się, że odnalazłaś się w tym, bo jak sama wspomniałaś - w Polsce z tym kiepsko.
    Ja miałam 2 lata temu możliwość robić taki kurs, ale kolidowało to z moimi studiami. Do dziś żałuję, bo jako pedagog często występuję amatorsko w tej roli, ale jak widzisz, życie to sztuka wyboru.
    Trzymam kciuki za kolejne cele i radości z nich!
    http://powolanie-i-pasja.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Iva - być może jeszcze kiedyś będziesz miała okazję wziąć udział w takim kursie:) Osoby z wykształceniem pedagogicznym na pewno są dobrym materiałem na mediatorów:)

    OdpowiedzUsuń