czwartek, 13 października 2011

Martika degustuje – sushi!

Można powiedzieć, że smaczne jedzenie jest moim hobby – lubię jeść, lubię gotować (jeśli mam czas, oczywiście;), a po dobrym posiłku zawsze poprawia mi się humor;) Jedząc „na mieście” zazwyczaj staram się wybierać nieznane mi połączenia smakowe, chociaż chętnie na bazie lubianych i znanych produktów:)

Sushi „chodziło” za mną od dłuższego czasu – w końcu udało mi się namówić moją współlokatorkę na wspólny eksperyment;) Żadna z nas nie umie jeść pałeczkami, więc wybrałyśmy restaurację, która dowozi jedzenie do domu;) Poza tym, w obawie przez „klęską smakową” zdecydowałyśmy się na zestaw wegetariański (bo wg naszej logiki warzywka zje się zawsze, a mięso z kraba lub węgorza niekoniecznie…). No i stało się – na naszym kuchennym stole wylądowało sushi!

Pierwsze wrażenie – „o, jakie to małe…” – no z całą pewnością za taką kwotę w innej restauracji miałybyśmy dwa pełne talerze jedzenia, ale w końcu nie o ilość tu chodzi – z ciekawością przystąpiłyśmy do konsumpcji:) I tu niestety kolejne rozczarowanie… Łosoś, którego ogólnie baaardzo lubię, okazał się być (chyba) panierowany z czymś ostrym i kwaśnym zarazem. Suszone pomidory, które też smakowały mi w kanapce, również były jakieś takie…kwaśne. Piklowana rzodkiew (to było nasze pierwsze spotkanie;)) była absolutnie nie do przełknięcia. A reszta – trochę bez smaku…

Ogólnie rzecz biorąc – jestem na nie. Niektóre maki/futomaki były całkiem niezłe, ale na pewno ich smak nie był adekwatny do ceny. Gdybym miała powiedzieć z czym kojarzy mi się sushi, pewnie oceniłabym je na „sklejony ryż z jakimś warzywem”. Cóż, dla mnie to za mało…

Oczywiście, być może wybrałyśmy złą restaurację, być może sushi było nieświeże… ale myślę, że drugi raz się nie zdecyduję na taki posiłek.

Następna pozycja do wypróbowania – tofu;)

7 komentarzy:

  1. Nie zniechęciłaś mnie, mam zamiar skosztować tego dania mimo wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja lubię! A krabowe sushi jest najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna sprawa, ja też od dawna czaję się na sushi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kropelko - wcale nie chcę nikogo zniechęcać;) Sama też chciałam się przekonać na własnej skórze i wcale tego eksperymentu nie żałuję;)

    Sake - wiem, że są osoby, które zajadają się sushi;) A jadłaś wersję z piklowaną rzodkiewką? Bo jestem ciekawa czy to warzywo ma jakiś amatorów;)

    Helineth - jeśli się zdecydujesz spróbować to daj znać - napiszę Ci z jakiej knajpy zamawiałyśmy - myślę, że powinnaś wybrać inną;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie inaczej sobie wyobrażałam ten smak niż to opisałaś. Jeszcze nigdy nie jadłam i jestem niezdecydowana czy mam ochotę spróbować czy nie. :) W sushi odstrasza mnie surowy łosoś. Z drugiej strony, może w połączeniu z ryżem w jednym kęsie jakoś by uszedł i nawet bym go nie poczuła... Tak samo jak w bigosie udaje mi się ukryć w kapuście niektóre pieczarki i nie muszę dotykać bezpośrednio językiem ich śliskiej powierzchni. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozytywko - ja tak mam z cebulą - może być w potrawie, ale jeśli jej nie widzę i nie czuję językiem;P To trochę denerwujące, bo wiem, że cebula nadaje smaku wielu smacznym potrawom, ale nie jestem w stanie przełknąć choćby kawałka tego warzywa;/
    A co do sushi - jeśli będziesz miała okazję to oczywiście spróbuj! Nie ma to jak posmakować własnym językiem;) A jeśli boisz się tego łososia to zawsze możesz wybrać jakiś zestaw bez niego - my właśnie miałyśmy łososia tak "obok" więc mogłyśmy z niego zrezygnować - i ja tak zrobiłam;)

    OdpowiedzUsuń
  7. za mną sushi chodzi już od dłuższego czasu.
    muszę w końcu też się przełamać i zamówić bądź pójść do restauracji :)
    chociaż napisałaś, że nie zdecydujesz się już drugi raz na ten posiłek, radzę spróbować jeszcze raz, ponieważ nie należy się zrażać przy pierwszym spróbowaniu czegoś :)
    może tak jak napisałaś - było nieświeże bądź kucharz niezbyt dobry:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń