wtorek, 18 października 2011

Proces adaptacji...

Proces adaptacji do zimnej jesieni, krótkich dni i do napiętego grafiku wciąż trwa… Dni mijają mi bardzo szybko – czasami mam wrażenie, że zaraz po poniedziałku jest już czwartek – ma to swoje zalety, ale i wady… W weekendy staram się odsypiać i nadrabiać zaległości z cyklu „piorę, sprzątam i czytam”;) W ramach mojej działalności w Fundacji uczestniczę w organizacji pewnego dużego wydarzenia, przez co czuję się jakbym miała drugą pracę – codziennie wieczorem muszę odpisywać na maile, w weekendy tworzę różnego rodzaju listy i statystyki, przez co czas dla siebie mam ściśle limitowany… Jest szansa, że w listopadzie trochę się to wszystko unormuje, chociaż znając moje „szczęście” to pewnie i tak wyskoczy coś nowego…

Obciążona jest także moja pamięć – obecnie obsługuję cztery adresy mailowe (nie licząc dwóch prywatnych;), z czego każdy dotyczy czego innego. Każdy, co oczywiste, ma też inne hasło – niestety już zdarzały mi się małe wpadki w tym temacie;) Poza tym – trzy różne hasła do komputera, dwa różne kody do domofonów…

Temat pracy mgr jak na razie wisi w powietrzu, bo póki co mojej pani promotor nie udało się dotrzeć na uczelnie, a podjęcie z nią kontaktu mailowego ociera się o próby nawiązania takiego połączenia z księżycem. Szczerze mówiąc, boję się jak dam sobie radę jak jeszcze do moich zajęć dojdzie pisanie tej pracy. Teoretycznie planowałam robić to w weekendy, ale widzę, że to wcale nie będzie takie łatwe…

No i do tego całego zmęczenia i przeziębienia, dochodzi jeszcze stres, związany z kończeniem studiów, ciągłe porównywanie się z innymi i tematy, związane z planami na przyszłość, poruszane na każdym spotkaniu towarzyskim. Przytłacza mnie to! W październiku już kilka razy robiłam „rachunek sumienia”. Z mojej obecnej pracy jestem średnio-zadowolona, tak naprawdę wolałabym móc zdobywać doświadczenie w ramach mojego kierunku studiów, bo obawiam się, że umiejętność odpisywania na maile oraz pisania ładnych, chwytliwych tekstów raczej nie jest milowym krokiem w mojej karierze prawniczej. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że wciąż waham się czy chcę startować na aplikację, a argument „zobaczy się, mam jeszcze czas do podjęcia decyzji” zaczyna brzmieć po prostu śmiesznie…

No, to sobie ponarzekałam…;)

3 komentarze:

  1. Myślę, że ciężko Ci będzie pisać pracę magisterską tylko w weekendy, tym bardziej że pewnie oprócz pisania masz tez jakieś życie prywatne. Na szczęście czasu jeszcze masz sporo, więc pewnie dasz radę wypracować jakieś optymalne rozwiązanie. Będę trzymać kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie tylko u mnie adaptacja się przeciąga :) Choć z tą małą różnicą, że ja uwielbiam jesień i zimę, odżywam wtedy i jestem pełna energii, a adaptacja dotyczy u mnie bardziej przyzwyczajenia się do ilości zajęć na uczelni..
    Zresztą widzę po ilości nowych postów u wszystkich blogujących, że nie jesteśmy jedyne:)

    Zapraszam do mnie na nowego posta:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kropelko - dziękuję i też mam nadzieję, że jakoś to wszystko mi się poukłada "samo";)

    Alexia - no, ja zimą najchętniej wpadłabym w zimowy sen - w ciągu dnia jako tako funkcjonuję, ale wieczorami, jak wracam koło 17 - 19 to niemal od razu chcę się zanurzać w łóżku;P
    A jeśli chodzi o ilość postów - teraz faktycznie żyję intensywniej, więc mam i mniej czasu na blogowanie, ale dzieje się wiele i jak na razie nie narzekam na brak inspiracji do nowych notek;)

    OdpowiedzUsuń