wtorek, 4 października 2011

Zaczynamy paździenik, czyli ustalamy priorytety...

Praca, szkoła, zajęcia w Fundacji, przygotowania do CAE, prawo jazdy, pisanie magisterki – to moje najważniejsze zadania na nadchodzące pół roku (jestem przyzwyczajona do planów półrocznych;)) Kluczem do sprawnego poukładania tego wszystkiego jest ustalenie priorytetów.

Na początku musiałam ustalić kwestię „uczelnianą” - czy zależy mi na zaspokajaniu swoich zainteresowań czy może po prostu chcę wszystko „odwalić” i priorytetem jest ustalenie planu zajęć, który nie będzie się za bardzo kłócił z innymi zajęciami. W tym zakresie poszłam ze sobą na kompromis – na część zajęć bardzo chciałam się zapisać i to zrobiłam, a część jest wynikiem realizmu i praktycznego podejścia do układania planu. Warto wyjaśnić, że na tym etapie studiów zajęcia wybieram z puli „przedmiotów specjalistycznych”, więc mam sporą swobodę.

Pozostał więc problem dopasowania pracy i zajęć z fundacji – w tej kwestii moja szefowa okazała być się w miarę elastyczna i jak na razie wszystko idzie bez zakłóceń. Obawiam się, że to „cisza przed burzą” – ale nie chcę być złym prorokiem;)

Angielski i prawo jazdy oczywiście „po godzinach” – wieczorami albo rankami. Pracę mgr zamierzam napisać w trybie weekendowym – mam nadzieję, że jest to możliwe…

Wartościowanie tych „zajęć dodatkowych” też jest bardzo ważne – ja stosuję system tygodniowy, który potem weryfikuję każdego dnia. Polega to na tym, że staram się rozplanować czas po pracy/szkole na każdy dzień – oczywiście nie co do minuty, ale staram się zaplanować najważniejsze kwestie (np. to, że w poniedziałek wracam wcześniej, więc starczy mi jeszcze sił na ćwiczenia z angielskiego, ale w środę idę do kina, więc na pewno na cokolwiek innego zabraknie czasu). Często te plany ulegają modyfikacjom, bo przykładowo okazuje się, że nie mam w czym chodzić i muszę pilnie zrobić pranie;)

Tak właśnie wygląda moje „metodyczne” podejście do rozpoczęcia roku akademickiego. System ten stosuję już od kilku lat i na razie wszystko jako-tako działało, a ja nie gubiłam się we własnych obowiązkach;) Jednak ten rok będzie trochę inny niż poprzednie – mam mniej obowiązków na uczelni, a znacznie więcej poza nią. Jestem też nastawiona na pisanie pracy mgr i na zdobywanie ostatnich doświadczeń podczas studiów – dotychczas najważniejszym punktem roku była sesja;) Mimo to rozpoczęcie kolejnego roku akademickiego zanotowałam bez zbędnych emocji – może dlatego, że nie mam czasu się nad nimi zastanawiać;)

10 komentarzy:

  1. Gdzieś kiedyś usłyszałam, że "im masz więcej roboty, tym masz więcej czasu wolnego". ;) Ja to interpretuję tak, że właśnie wielość obowiązków pozwala na lepsze zagospodarowanie czasu wolnego - w związku z czym niekiedy godzinę naprawdę lepiej da się wykorzystać, niż jakby się miało powiedzmy cztery godziny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że masz wszystko poukładane. Łatwiej się wtedy zorganizować! Sama chciałabym wszystko sobie poukładać, ustalić jakiś ramowy harmonogram i ewentualnie go co jakiś czas modyfikować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Whatever128 ma rację, im więcej zajęć tym więcej czasu na kolejne:) Wiem to po sobie. Zdolna jesteś, to na pewno sobie poradzisz, zwłaszcza z dobrym planem. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tą lepszą organizacją przy większej ilości obowiązków to oczywiście prawda... choć czasem ma się naprawdę dość :)

    Ja też pracę magisterską zamierzam pisać co weekend (i to co drugi:). Osobiście uważam, że "nie taki diabeł straszny..." - jeżeli będziesz miała interesujący temat, praca pójdzie bardzo szybko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wolę kiedy mam więcej obowiązków, ponieważ wtedy nie mam poczucia, że mój dzień był bezużyteczny. Martika w jaki sposób radzisz sobie z organizacją? Używasz jakiegoś kalendarza? Zapisujesz plan? Jestem ciekawa, przydała by mi się jakaś zmiana w podejściu do organizacji czasu...

    OdpowiedzUsuń
  6. whatever128 - nie wiem czy "im bardziej zajęci jesteśmy, tym więcej czasu mamy", ale na pewno czas wolny jest zdecydowanie bardziej doceniany;)

    Helineth - jeśli chodzi o pracę to właśnie na to liczę - że jakoś "popłynę";)

    lenna - używam kalendarza. Przyjęłam ten system już kilka lat temu - w kalendarzu mam terminy (kolokwiów, wizyt u lekarza, spotkań itp.), a jeśli mam też dużo do zrobienia to też jest to uwzględnione;) Jeśli mój grafik jest wyjątkowo napięty to wpisuję nawet kiedy mam plan robić porządki;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda to bardzo dobrze. Chociaż masz sporo tych zajęć to wyczuwam z Twojego posta naprawdę wielką dawkę spokoju i pozytywnego podejścia. Wierzę, że sobie poradzisz ze wszystkim. :)
    A powiedz mi, jak sobie radzisz z czynnikami zakłócającymi kiedy wystąpią a jest akurat coś do zrobienia czego nie można przełożyć? Chodzi mi tutaj np. o ból głowy, ból związany z okresem, ogarniającą senność, itd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozytywko - z tym spokojem to różnie u mnie bywa, naprawdę;)
    Natomiast co do czynników zakłócających - zdarzają się one niemal każdego dnia;) Oczywiście na różnego typu bóle - apap, na senność - kawa, na "brak mocy" - kawa, w weekendy względne odsypianie itp. Każdego dnia staram się zrobić dla siebie coś miłego, bo bez tego chyba można zwariować:) No, a na "siłę wyższą" - czyli chorobę itp. nie ma sposobu - wtedy musiałabym wziąć wolne. Mam jednak nadzieję, że póki co choroba mnie nie dopadnie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ambitnie, rozwojowo :-) Cóż rzec więcej?
    Trzymam kciuki za realizację i relacjonowanie sukcesów na blogu!
    pozdrawiam :-)
    http://powolanie-i-pasja.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, jakoś trzeba sobie radzić. :) Ja stosuję podobne środki choć nie zawsze są one skuteczne. Z tym robieniem dla siebie czegoś miłego to bardzo dobra rzecz. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń