poniedziałek, 21 listopada 2011

Królowa szos - cz. 3

Zacznę może optymistycznie - zdałam egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Nie jest to z pewnością jakieś porażające osiągnięcie, no ale w obliczu braku innych sukcesów na polu zdobywania tytułu "Królowej Szos" można powiedzieć, że to mi się udało - zwłaszcza, że dwa dni przez egzaminem dowiedziałam się, że dysponuję nieaktualną i niepełną bazą pytań;/

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o jakieś postępy w projekcie pod tytułem "Prawo Jazdy". Kurs skończyłam już jakiś czas temu, ale miałam świadomość, że jeżdżę nie do końca dobrze i że zwyczajnie czuję się bardzo niepewnie za kółkiem. Bez zastanowienia więc zdecydowałam się na "kilka" jazd dodatkowych - kilka jazd już minęło, a ja mam wrażenie, że nie dość, że robię jakiekolwiek postępy w ślimaczym tempie, to jeszcze co rusz wychodzą jakieś nowe braki i niedociągnięcia. Jednym słowem - nadchodzący egzamin coraz skuteczniej psuje mi humor i sprawia, że moje poczucie własnej wartości jest... na straconej pozycji;)


Do pewnego czasu mój stosunek do prawa jazdy był bardzo zdrowy. Wychodziłam z założenia, że skoro już dałam radę zdać tyle egzaminów, to i z prawem jazdy kiedyś sobie poradzę. Poza tym, pielęgnowałam w sobie świadomość, że nawet ewentualna porażka nie wpłynie negatywnie na moje życie - nie zostanę usunięta z listy studentów, nie stracę pracy.. mało tego - tak naprawdę moje życie w ogóle nie ulegnie zmianie;)


Ale czas mija, a ja lubię widzieć postępy - zwłaszcza że te dodatkowe doszkalania zaczynam boleśnie odczuwać zaglądając do portfela albo na konto bankowe. W gratisie dostaję za to zmęczenie, bo jazdy zaczynam zazwyczaj o 6.00 albo 7.00 rano... Na szczęście na chwilę obecną wciąż jestem zdania, że skoro zaczęłam to pomęczę się jeszcze trochę i doprowadzę to do końca. Wiem, że gdybym teraz to "rzuciła" to byłoby mi bardzo głupio (sama przed sobą), że włożyłam w to już tyle energii i pieniędzy, a determinacji zabrakło mi na sam koniec. Ale z drugiej strony czuję wzrastającą frustrację i mam w sobie takie poczucie bezradności.


W kwestii prawa jazdy najbardziej życzę sobie wytrwałości...

11 komentarzy:

  1. Ja Tobie również życzę wytrwałości, bo wiem jak się czujesz ;) Niestety to jest frustrujące i stresujące, ale skoro już zaczęłaś to to skończ, bo w innym przypadku bardzo prawdopodobne, że nie wrócisz do tego w przyszłości, no i szkoda wysiłku i pracy ;)
    Gdybym miała drugi raz decydować się na prawo jazdy nie wiem czy bym zaczęła, ale teraz cieszę się, że mam to za sobą i jutro jadę odebrać dokument, który na mnie już czeka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulaaa - gratuluję!:) Właśnie wiem, że pewnie za kilka lat i tak wrócę na kurs i będę zła na siebie, że zabrakło mi wytrwałości. Dlatego na chwilę obecną jeszcze nie chcę rezygnować, ale przyznaję, że miewam myśli, że chyba nie starczy mi sił (i kasy!). No i dochodzi to poczucie beznadziejności;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również życzę Ci wytrwałości i szczęścia, bo czasem to naprawdę od niego zależy wynik egzaminu, a nie od umiejętności :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Helineth - dziękuję;) Na chwilę obecną wydaje mi się, że moim szczęściem mógłby być ślepy egzaminator;P Ale tacy chyba nie pracują;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie poddawaj się i nie popełniaj moich błędów, jeszcze będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kropelko - dobrze pamiętam tamtego posta na Twoim blogu i właśnie nawet dzisiaj o tym myślałam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. http://blog.oxforddictionaries.com/media/spelling-bee-2011/

    OdpowiedzUsuń
  8. To i ja życzę Ci wytrwałości. :-)

    A tych godzin jazd nie można zmienić? Spróbuj o innej godzinie. Człowiek też inaczej później funkcjonuje, niż o tej szóstej rano.

    OdpowiedzUsuń
  9. destination - wolę mieć rano te jazdy, niż potem po całym dniu pracy jeszcze tłuc się na jazdy i wracać do domu przed 21. Te poranne godziny są moim wyborem, ale z takim trybem życia jaki obecnie prowadzę mogę się "doszkalać" tylko tak rano albo tylko w okolicach 18-19. Tak czy siak obkupiłabym to zmęczeniem;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymam kciuki za Ciebie! Podziwiam, że masz siłę by tyle czasu ociągać się z prawkiem.. Ja podszedłem do niego od razu po kursie, nie miałem zresztą pieniędzy na dodatkowe jazdy. Jakbym zaczął myśleć co jeszcze mógłbym się nauczyć i gdzie robię jakie błędy to chyba do tej pory bym nawet nie spróbował się zapisać na egzamin. W sumie dobrze na tym wyszedłem, bo zdałem od razu (: Będzie dobrze, pamiętaj!
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  11. LCL - to, że jak określiłeś "ociągam się z prawkiem" nie wynika z mojej nadmiernej skromności lub nadmiaru gotówki - po prostu jeśli po standardowym kursie nie umiałam w ogóle poprawnie zaparkować i kompletnie gubiłam się na większych rondach czy zakrętach (a tych w Warszawie nie brakuje...) to było jasne, że nie mam szans tego zdać i tyle. Zaraz po zakończeniu kursu zapisałam się na teorie, potem od razu na praktykę, a w tzw. międzyczasie "biorę" to doszkalanie. A cały post wynika z tego, że nie robię oczekiwanych przeze mnie postępów w oczekiwanym przeze mnie czasie;)Staram się wierzyć, że będzie OK, ale w kwestii prawka mi to nie wychodzi;)

    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń