środa, 2 listopada 2011

Królowa szos - cz.2

Do kursu na prawo jazdy przystępowałam z wielkim zapałem i chęcią – sama podjęłam decyzję, że chcę się zapisać na kurs, sama sobie sfinansowałam tą „przyjemność” i sama też poczułam, że „przyszedł właściwy na to moment”.

O pierwszych wrażeniach pisałam tu i tu – teraz przyszedł czas na podsumowanie całości… Na początek parę słów wyjaśnienia mojej obecnej sytuacji – ukończyłam kurs, w najbliższych dniach planuję zapisać się na egzamin, jestem również po dwóch godzinach doszkalających.

Kurs wykupiłam w promocji na jednym z portali, oferujących grupowe zakupy. Szkoła miała średnie opinie – tzn. były i bardzo pozytywne, ale były też negatywy. Wyszłam jednak z założenia, że pewnie i tak będę musiała wziąć dodatkowe jazdy, a bardzo dużo zależy przecież od instruktora. Ten nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia – dużo gadał „nie na temat”, podczas jazd mieliśmy małe „przerwy”, bo np. instruktorowi zachciało się kawy na CPNie, a pod koniec jazd zorientowałam się, że chyba mnie podrywa;/ Może zapytacie czemu nie chciałam zmiany – nie miałam żadnej pewności, że trafię lepiej (zauważyłam, że takie krótkie „postoje” są praktykowane również wśród innych instruktorów z mojej szkoły…), a poza tym wiedziałam, że taka zmiana przyniosłaby znaczne wydłużenie całego kursu, a tego bardzo chciałam uniknąć…

Właśnie – czas. Kurs dłużył się niesamowicie! Na teorię zaczęłam chodzić w połowie czerwca, pierwsze zajęcia praktyczne miałam na początku lipca. Na pewno jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy było to, że najbardziej dyspozycyjna byłam rankami i ewentualnie późnymi popołudniami, a instruktor notorycznie proponował mi „egzotyczne” godziny typu 12.00, 14.00… Kolejną kwestią była ogromna ilość kursantów, więc w praktyce na jazdy trzeba było się umawiać z 2-tygodniowym wyprzedzeniem, przy czym można było się zapisać na maksymalnie trzy jazdy do przodu….

No ale nic, kurs się skończył, więc postanowiłam szybko zapisać się na jazdy doszkalające. Z pełną świadomością wybrałam inną szkołę i tu spotkało mnie wielkie zaskoczenie… Okazało się, że samochody na których jeździłam nie jest wersją egzaminacyjną, tylko starszym modelem, a w dodatku ponoć jeździłam na „dieslu”, a nie na benzynie (jak się dowiedziałam diesle rzadziej gasną). W efekcie na mojej 31-szej godzinie „za kółkiem” musiałam jeszcze raz nauczyć się wyczuwać samochód, jeszcze raz nauczyć się jeździć na półsprzęgle itd.

Co dalej? Szczerze mówiąc, czuję się oszukana przez szkołę, w której robiłam kurs… Teraz jednak mleko rozlane - znalazłam inną szkołę i prawdopodobnie będę musiała wydać drugie tyle na jazdy doszkalające. W kwestii prawa jazdy w żadnym wypadku nie czuję się „królową szos”, trudno mi też myśleć pozytywnie w kontekście egzaminu. Skoro jednak zaczęłam kurs i chciałam zdobyć to prawko to oczywiście idę za ciosem i na razie jeszcze się nie poddaję...

Jeśli ktoś rozważa prawo jazdy w stolicy to zachęcam do kontaktu ze mną – podam namiary na tą „nieszczęsną” szkołę…

12 komentarzy:

  1. Jesteś kolejną osobą, która utwierdza mnie w przekonaniu, że zakupy grupowe to zło. Ciągle słyszę o jakichś problemach. Sama skorzystałam z dwóch czy trzech i też nie byłam w pełni zadowolona z usług - teraz po prostu unikam.
    A co do jazdy - każdy samochód jest inny i każdy inaczej się prowadzi. Pewnie, że najlepiej byłoby od razu nauczyć się jeździć na egzaminacyjnym, zdać prawko i dopiero wtedy martwić się o te różnice, ale skoro jak sama napisałaś - mleko już rozlane, to spójrz na to tak, że masz dodatkowe doświadczenie, nauczyłaś się czegoś nowego i sama nie wiesz, kiedy Ci się to przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A może spróbuj podejść do pierwszego egzaminu? Zobaczysz jak to jest. Ponadto słyszałam, że jeśli w ośrodku egzaminacyjnym działa psycholog warto do niego iść. Uspokoi Cię, a i może dostaniesz sympatycznego egzaminatora ;) Trzymam za Ciebie kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kićka - ja wcześniej korzystałam z grupowych zakupów i nigdy nie mogłam narzekać... Poza tym faktycznie o tej szkole słyszałam także pozytywne opinie, nawet znajoma mi ją poleciła, więc miałam nadzieję, że wszystko pójdzie w miarę sprawnie. A dla smaczku dodam jeszcze, że jak kończyłam kurs to dowiedziałam się, że szkoła jest niewypłacalna, nie płaci swoim pracownikom i nie wiadomo jak długo w takim trybie jeszcze pociągnie... Po odebraniu dokumentów zauważyłam również,że moje zaświadczenie lekarskie ma fałszywą datę - i poważnie zastanawiam się czy coś z tym mogę zrobić i co? I czy to ma sens?

    OdpowiedzUsuń
  4. skmonentowałam twój post jak zapisywałaś się na kurs - pisałam , ze za 700 zł nie jest możliwe "zrobienie" kursu - od razu wiadomo, że coś jest nie tak - w Twoim wypadku samochody, instruktorzy mało uczą - licząc na to, ze wykupi się godziny dodatkowe i w ten sposób wyrównają koszty kursu. Nie pisałam Ci tego na złość, chciałam Tylko Cię uświadomić - mam nadzieję, że teraz już wiesz o co mi chodziło,
    cały czas śledzę Twój blog, bo jesteś niewątpliwie inspiracją,
    pozdrawiam Cię serdecznie - czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam problemy ze swoim kursem. Szkoła wybrana po znajomości, więc wydawałoby się, że nie powinno być źle. Teoria długo się ciągnęła, a potem z jazdami też jakoś nie było terminu, mimo że ja byłam dostępna cały czas, więc mój kurs trwał 4 miesiące. Wiele się nie nauczyłam, zwłaszcza placu, był odwalony byle jak, na zasadzie: w tym momencie kręcisz tyle, w tym tyle, nic na wyczucie. Pierwszy egzamin oblałam na łuku, przed drugim wzięłam dwie godzinny w innej szkole, ale też oblałam na łuku :P. Ale do trzech razy sztuka, wzięłam cztery godziny, trafił mi się genialny instruktor, wszystko wytłumaczył mi na logikę, a nie jakieś głupie zasady, więc idąc na trzeci egzamin czułam się pewnie i zdałam bezbłędnie :).

    Też cały kurs uczyłam się na trochę innym modelu niż na egzaminie, ale ostatnie godziny miałam na tym samym, zmiana samochodu nie jest taka straszna, da się przyzwyczaić.

    Ze swojej strony mogę Ci poradzić żebyś teraz znalazła jak najlepszą szkołę, jak się znajdzie dobrą to wystarczy tylko parę godzin doszkalających. Na pewno Ci się uda, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój kurs nr (zaraz po liceum) był katastrofą, też instruktor gadał nie na temat i nie nauczył mnie prowadzić. Po paru nieudanych próbach zrezygnowałam ze zdawania egzaminu i w rezultacie zdałam dopiero niedawno, kilka lat po tych nieszczęsnych wydarzeniach. Trzymaj rękę na pulsie, nie rezygnuj, wykup dodatkowe lekcje, niekoniecznie cały nowy kurs, może np. 10 godzin Ci wystarczy. Trzymam kciuki i pamiętaj nie można się poddawać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. lenna - chwilę obecną wiem, że nie ma sensu próbować podchodzić do egzaminu, bo na 100% nie zdam. Ale to nie zmienia faktu, że jutro idę się zapisać na teorię i mam nadzieję, że na jazdach dodatkowych szybko podgonię moje braki:)

    Anonimowy - dziękuję bardzo:) Pamiętam Twój komentarz z tamtego posta i tak jak Ci wtedy odpisałam - mnie się wydawało, że ta zniżka jest jakby gwarancją dla szkoły, że będzie miała komplet w grupie. Niestety, przejechałam się, ale cóż, mądry Polak po szkodzie:( Trochę jestem zła na siebie, ale z drugiej strony nie podejrzewałam, że tak to się skończy. Tak jak wspominałam - szkoła była mi wręcz polecana, więc to dodatkowo uśpiło moją czujność:)

    Kropelko, Hapinnnes - dziękuję za pocieszenie. W przyszłym tyg. mam kolejne jazdy, więc zobaczę jak mi będzie szło:)

    OdpowiedzUsuń
  8. współczuję przeżyć, nie tak to powinno wyglądać... Trzymam kciuki by dodatkowe jazdy pomogły poprawić Twoje umiejętności!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż, stało się. Czasu nie cofniesz. Poza tym, wszystkiego przewidzieć w stanie nie byłaś. Może spróbuj skupić się na pozytywach, na tym czego udało Ci się nauczyć na tym nieszczęsnym kursie, a braki postaraj się w miarę możliwości uzupełnić na lekcjach dodatkowych.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również współczuję takich akcji, ale! Przede wszystkim nie ma co teraz rezygnować, trzeba doprowadzić sprawę do końca :) Nie byłoby sensu zaprzepaszczać teraz tych pieniędzy, czasu, nabytych umiejętności i poświęceń :)
    Więc wykup kilka godzin w sprawdzonej szkole i przystępuj do egzaminu!
    Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie:) Staram się pocieszać, ale zawsze jak myślę o prawku to zaczynam się dołować:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś zimą chciałabym zdać ten egzamin. Muszę dowiedzieć się, jakie są terminy. Widziałam że zapisy na styczniowy były do 26go października, także pozostaje mi chyba marcowy. Bo w lutym żadnego terminu nie widziałam :(

    Nie ma co, najlepiej pójść do British Council i otrzymać wiadomość z pierwszej ręki. Jak taką otrzymam, to na pewno się pochwalę na blogu. :)

    I jak? W tej nowej szkole musisz wykupić dodatkowe jazdy? Ile? Wyszłaś na minusie, czy jeszcze trzymasz się na plusie finansowo przez te kursy?

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń