czwartek, 17 listopada 2011

O braku presji i motywacji;)

Już dawno "odkryłam", że zdecydowanie lepiej działam nie będąc "pod presją". Presja jest dla mnie przytłaczająca, odbiera mi chęci i motywację. Nie jest to szczególnie wygodne, bo w życiu zwykle gonią nas albo terminy albo jakiejś innej maści szeroko pojęty przymus...

Pod względem edukacyjnym ostatni rok studiów jest dla mnie zupełnie inny. Nie czeka mnie żaden "porażająco trudny" egzamin, więc nie czuję widma sesji. Zajęcia za uczelni zajmują mi jeden, w porywach półtora dnia w tygodniu, więc nie czuję znużenia. Nie muszę regularnie przygotowywać się na zajęcia, więc nie jestem przesycona uczelnianymi obowiązkami.

Jednym słowem - jest fajnie. Jednocześnie, nie czując żadnej odgórnej presji, jestem niesamowicie produktywna. Nie marnuję czasu - nie ma dnia, żebym po pracy nie usiadła do angielskiego albo nie przeczytała choćby fragmentu książki albo gazety (o czym pisałam kilka postów wcześniej). Oczywiście ciągle mam takie poczucie, że doba jest za krótka i że chciałabym zrobić jeszcze miliony innych rzeczy, ale właśnie - klucz jest w słowie "chcę", a nie "muszę".

Upajam się tym stanem, bo wiem, że jego dni są policzone;) Po Nowym Roku pewnie będę musiała jednak troszkę się pouczyć do zaliczeń semestralnych, do tego zostanie mi niewiele czasu do Advanca'a, a potem przyjdzie czas na naukę do ... egzaminu na aplikację, bo, znając mnie, jestem niemal pewna, że w efekcie zdecyduję się choćby spróbować;)

Ten rok jest także inny pod względem jego tymczasowości. Ogólnie całe studia były dla mnie zlepkiem stanów tymczasowych - czas liczony od sesji, do sesji, od starej pracy, do nowej, od praktyk, do praktyk itd. Teraz mam świadomość, że to już naprawdę dobiega końca i... czekam;) Czekam na tzw. ustatkowanie, na pierwszą poważną pracę i na to, jak moje życie będzie wtedy wyglądało. Czuję, że będzie to wielka zmiana. Ale jestem jej bardzo ciekawa:)

1 komentarz:

  1. O, tak, tak - ja też powoli zaczynam to czuć. Niby mam jeszcze 2 lata do końca, ale już zaczyna do mnie docierać, że wkrótce skończę te studia i zacznę żyć "na poważnie"... Przynajmniej taką mam nadzieję.
    Nie lubię stanów tymczasowych. Mam wrażenie, że wszystko, co teraz robię, to tylko strata czasu. Coś, co nie będzie miało później znaczenia.
    I zazdroszczę Ci wolnego czasu...! Ech, moja doba też jest zdecydowanie za krótka... Tyle tylko, że ja ciągle "muszę" :(.

    OdpowiedzUsuń