czwartek, 15 grudnia 2011

Czy ja mam hobby?...

Ostatnio przypadkiem lub nie-przypadkiem często spotykam się z tekstami/audycjami radiowymi/rozmowami w programach śniadaniowych na temat .... zainteresowań. Jakoś mimochodem skłoniło mnie to do rozmyślań na temat moich własnych zainteresowań... I niestety - z żalem odkryłam, że właściwie nie ma dziedziny, która by mnie pochłonęła w całości, na temat której mogłabym gadać godzinami i która byłaby moim absolutnym konikiem:)

A szkoda, bo odkąd pamiętam dążyłam do tego, by wiedzieć naprawdę dużo z wybranej przeze mnie dziedziny... No właśnie - wybranej przeze mnie - wybierałam więc chętnie i często, a w efekcie powstał z tego niezły misz-masz...
Kursywa
Jako dziecko (tzn. w okolicach szkoły podstawowej) z wypiekami na twarzy oglądałam gwiazdy i czytałam różnej maści książki o kosmosie. Największym uwielbieniem darzyłam czarne dziury;) Fascynowała mnie ta ogromna powierzchnia, wielkie odległości i to, że wszystko było takie trudne do zrozumienia i ogarnięcia małym ludzkim rozumkiem. Miesiącami odkładałam na kolejne książki (z kieszonkowego;), choć oczywiście były to publikacje nie-naukowe, opatrzone za to sporą ilością zdjęć i grafik trafiających do mojej wyobraźni i oczywiście napisanych w przyjaznym języku:) Potem napotkałam naturalną trudność - wiedzę podstawową, a nawet średniozaawansowaną już miałam, a na specjalistyczną byłam za mała. Kosmos poszedł więc w odstawkę i przypomniał o sobie w czasie liceum, kiedy przez całe trzy miesiące byłam zdecydowana by zdawać na astronomię;)
Potem byłam absolutnym molem książkowym. Książki czytałam ze średnią prędkością 100 stron na popołudnie. Pochłaniałam wtedy głównie kryminały albo jakieśtam młodzieżowe sagi M. Musierowicz;) Lektury omijałam za to z daleka;)
Wraz z przejściem do ogólniaka mój czas wolny trochę się skurczył, w dodatku zaczęłam już prowadzić jakieśtam życie towarzyskie, kombinowane trochę ze znajomościami z gimnazjum. Na rekreację z książką nie miałam więc czasu;) Dalsze lata liceum upłynęły mi na obijaniu się na lekcjach, jakimiś historiami miłosnymi albo okołomiłosnymi, no i przygotowywaniu się do matury;)
Pierwszy rok studiów był pod znakiem interesowania się czy... dostanę szansę kontynuowania nauki na tym samym kierunku;) Zaliczyłam egzamin komisyjny, wiele łez i nieprzespanych nocy. Nic innego poza snem i zaliczeniem sesji mnie nie interesowało;)
Potem trochę odżyłam i.. zaczęło się! Przez pewien czas byłam filmo-maniakiem - stworzyłam nawet listę filmów, które "powinnam" obejrzeć, bo tak "wypada". Oglądałam więc. Potem stworzyłam listę filmów, które zdobyły dużą ilość nagród nagród. Oglądałam więc dalej. W międzyczasie interesowałam się również tym, ile mogę wlać w siebie alkoholu na imprezie tak, by nie narobić sobie wstydu (ekhm...)... W jeszcze innym międzyczasie próbowałam uczynić mój kierunek studiów swoją pasją - na tym polu odnotowałam połowiczny sukces, powiedziałabym. Przez trzy miesiące też wytrwale uczyłam się grać na harmonijce ustnej. Przeżywałam też fascynację chemią, jaką dodają do jedzonka (fakt, nadal korzystam z wiedzy, którą wtedy zdobyłam) i zioło-upiększaniem się;)

Teraz, korzystając z tego, że moja aktywność na studiach ogranicza się do minimum, staram się korzystać z wolnego czasu i znów czytam - różne rzeczy - począwszy od książek prawniczych (więcej tutaj), poprzez książki o reklamie i języku polskim, aż wreszcie po powieści (tych zdecydowanie mniej). I oczywiście intensywnie uczę się angielskiego;)

Moja diagnoza brzmi tak: mam sporo zainteresowań, ale za mało czasu na ich rozwijanie;) Coś zaczynam, ale nie kończę. Doczytuję, rozwijam swoją wiedzę, ale nie wnikam zbyt głęboko;)

Szczerze mówiąc, nawet nie wiem co wpisać w rubryczce "zainteresowania" w CV, a to brzmi już kiepsko;) Chyba pora zastanowić się co z tym zrobić...

8 komentarzy:

  1. Ja długo się zastanawiałam co jest moim hobby, czym się interesuję. Zawsze jak poznawałam nowych ludzi czy to w realu czy w internecie - modliłam się, żeby nikt mi nie zadał pytania "Czym się interesujesz?".

    Zawsze uważałam się za takiego wyrzutka pod względem hobby. Nigdy nic mnie jakoś specjalnie nie interesowało, nic nie zwróciło mojej uwagi na tyle, żebym chciała całe dnie i noce nad tym siedzieć i zgłębiać wiedzę na ten temat czy się tym zajmować.

    Moja mama zawsze mówiła: "No jak to, przecież kochasz języki, w dodatku nieźle Ci to wychodzi."

    Dla mnie to było nic, przecież jak można się interesować językami, mieć do tego zdolności etc. Teraz się nie wstydzę, nie szukam, doszłam do tego etapu, że wiem, że języki to moja pasja i mogłabym spędzać nad nimi całe dnie ;)

    Może zastanów się nad tym co sprawia Ci prawdziwą przyjemność i gdyby zniknęły: komputer, studia, praca, wszelkie obowiązki byłabyś wstanie i nawet chciała poświęcić się danej rzeczy. Co by to było?
    Bo u mnie pewnie nauka kolejnych języków obcych ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że po prostu jeszcze nie odkryłaś swojej pasji. Myślę, że na pewno jest coś takiego, co by Cię pochłonęło totalnie. Może jeszcze nie miałaś okazji tego po prostu doświadczyć... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się wydaje, że obecnie panuje jakaś dziwna moda na posiadanie pasji. Jakby ludzie przyjęli zależność masz pasję = jesteś interesujący =płeć przeciwna na ciebie leci = osiągniesz sukces. Analogicznie, nie masz pasji (lub chociaż dobrego hobby)= jesteś mało interesującym nudziarzem.

    Moim zdaniem pasja/hobby to coś co znajduje się samo, nie można go szukać na siłę. ponadto ludzie bez pasji, ale wykonujący dobrze swoją pracę i interesujący się wszystkim po trochu są tak samo wartościowi jak ci "z pasją" (chociaż ta pasja to często wymysł na potrzeby sytuacji).

    Ja nie mam pasji, ale bardzo lubię czytać literaturę brytyjską, powoli podchodzi to pod hobby, ale ja nie lubię wrzucać wszystkiego do szufladek. Oprócz tego, podobnie jak Ty, lubię milion innych różnych, często totalnie "niewyjątkowych" rzeczy i dobrze mi z tym.

    Tobie polecam się nie przejmować, nie szukać na siłę i cieszyć się tym co sprawia przyjemność bez zbędnej klasyfikacji, czy to już (aż) hobby czy (jeszcze) nie.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, nie mam celu znajdować sobie pasji "na siłę", ale właśnie zrobić coś w stylu rady Pauli, czyli zastanowić się co bez obowiązków i zjadaczy czasu sprawiałoby mi największą przyjemność... Szczerze mówiąc, myślę, że byłoby to kilka rzeczy - i właśnie niestety przez brak czasu nie mogę ich wszystkich rozwijać;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Kropelką. W końcu pasja ma sprawiać przyjemność. Jeśli zostanie wybrana na siłę, byle jakaś była, za wiele radości z tego nie będzie.

    Z drugiej strony rozumiem chęć posiadania jakiegoś hobby. Świadomość, że na czymś znamy się jak nikt inny musi być naprawdę miła i satysfakcjonująca. Poza tym, pasja jest dobra na gorsze dni. Pozwala się zrelaksować i oderwać od codziennych problemów.

    Co do moich pasji, to jedyne co mi przychodzi do głowy, to język hiszpański, ale czy naukę można nazwać pasją? Mam pewne wątpliwości. W każdym razie hiszpański pojawił się u mnie niespodziewanie i tak mi się spodobał, że zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że wcześniej się go nie uczyłam. :)
    W dzieciństwie uwielbiałam rysować, głównie postaci mangowe i w sumie dalej od czasu do czasu mi się to zdarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niektórzy ludzie mają pasję, zainteresowania i hobby o bardzo konkretnych tematach i nazwach lecz neiktórzy nie posiadaja (czy raczej jeszcze o nich nie wiedzą) żadnych. Takie rzeczy przychodzą czesto z czasem, po jakichs doswiadczeniach, poznaniu nowych ludzi itd.
    A co do nauki języka moim zdaniem to również może byc pasja :)

    Pozdrawiam Paweł

    OdpowiedzUsuń
  7. Paweł, jeżeli nauka języka to pasja, to niesie ze sobą zupełnie inne odczucia niż np. pasja jaką jest rysowanie. Chociaż bardzo lubię się uczyć hiszpańskiego i często wręcz upajam się jego brzmieniem, to jednak nigdy nie udało mi się odczuć w trakcie jego nauki takiego relaksu i odprężenia, jak w przypadku tworzenia rysunku, a sądziłam, że jest to ważna cecha pasji. Stąd właśnie wynikają moje wątpliwości. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozytywko, wspomniałaś o istotnej kwestii - czy hobby może męczyć?;) Ja też po ciekawej lekturze albo dłuższej "sesji" z angielskim jestem zmęczona umysłowo, choć obiektywnie sprawiło mi to przyjemność. Bywa też, że po jakimś czasie muszę "odpocząć". A jakoś hobby nierozerwalnie mi się kojarzy z odpoczynkiem;) Więc jak to w końcu jest?;)

    OdpowiedzUsuń