czwartek, 29 grudnia 2011

Fałszywa symbolika Nowego Roku;)

Parę razy wspominałam już na blogu, że nie lubię Nowego Roku – cała ta procedura „żegnania starego, witania nowego” w ładnych ubrankach, na starannie planowanej imprezie kompletnie do mnie nie przemawia – bo zwykle impreza okazuje się być mocno średnia, a rano, może oprócz bólu głowy, nie budzi mnie nic nowego;) No ale ja, to ja. Wiem, że ludzie potrzebują jakiegoś punktu odniesienia i nie wykluczam, że jak już skończę studia i żaden październik, ani czerwiec nie będą na mnie robić wrażenia, powrócę do radosnego świętowania Nowego Roku;) Kto wie;)

Tymczasem, w gwoli uporządkowania, żegnam rok 2011 z myślą, że był to dobry czas:) Było w nim trochę sukcesów, trochę porażek, ale na szczęście nie było zdarzeń, które absolutnie przekrzyżowałyby mi plany. Mnie i moim najbliższym dopisywało zdrowie i właśnie tego życzę sobie (i innym) na nadchodzący rok:)

Niemal rok temu, zawiedziona nieudaną imprezą sylwestrową, postawiłam przed sobą tylko dwa zadania – jedno z nich zakładało, że będę się więcej „ruszała” (sport, spacery, rozciąganie), a drugie, że będę więcej czytała. Z ruchem niestety zaliczyłam porażkę – co prawda staram się „chodzić”, zdarza mi się wyjść przystanek wcześniej, a nawet się porozciągać, ale wszystko to ma charakter incydentalny, nieregularny i zależny od mojego widzi-mi-się. Typem sportowym nie byłam nigdy, a dodatkowo mam niezłą przemianę materii, więc niestety nie mam też motywacji do zwiększenia sobie wysiłku fizycznego…
Sukces za to zaliczyłam w kategorii „książki” – co prawda przez pierwsze pół roku zajmowały mnie (jak przez ostatnie lata) książki obowiązkowe-podręcznikowe, ale gdy tylko uporałam się z sesją letnią, zaczęłam czytać „dla przyjemności”. Średnia prędkość to jedna książka na miesiąc – wiem, że to nie jest szczególny powód do dumy, bo mogłoby być więcej, ale biorąc pod uwagę, że pracuję i mam jeszcze na głowie szkołę – chciałabym utrzymać ten stan przez rok 2012;) Jeśli się uda przeczytać więcej to oczywiście tym lepiej
:)

12 książek w 12 miesięcy 2012 roku – brzmi całkiem fajnie;) Jednocześnie jest to moje jedyne „postanowienie” noworoczne. Resztę celów mam już wypisanych w zakładce Małe Marzenia i na chwilę obecną wciąż do nich dążę:)

W styczeń wejdę, mam nadzieję, pełna sił i energii, z nowymi wyzwaniami w głowie!:) Pierwsze dni 2012 będą kręciły się wokół mojej przeprowadzki, a w związku z nią czeka mnie także kilka innych zmian. Ten rok z całą pewnością będzie wyjątkowy – skończę studia… Gdzie mnie poniesie Los? Jak moje życie będzie wyglądało za rok? Czy kolejny grudzień będzie dla mnie miesiącem podsumowań i nowych planów? Zobaczymy…;)

7 komentarzy:

  1. Mam bardzo podobne odczucia co do Sylwestra i Nowego Roku. Jeszcze się nie zdarzyło by impreza sylwestrowa była u mnie super-udana i żebym ją później wspominała miesiącami czy latami. Zwykle raczej na siłę coś wymyślam albo coś wychodzi na kilka dni przed 31 grudnia. Mój Sylwester sprzed roku był najgorszym z możliwych do tej pory, dlatego z obawą czekam na tegoroczny i boję się o nim myśleć.

    Wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 12 książek w 12 miesięcy w roku 2012 brzmi naprawdę fajnie:) i uważam, że jedna książka na miesiąc w trybie, w jakim żyjesz to nie lada wyczyn.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam trochę inne podejście do Sylwestra. Wszystko zależy na jaką imprezę się człowiek wybiera. Dwa razy spędziłam bardzo udanego sylwestra w górach w swetrze przed kominkiem z szampanem i moimi przyjaciółmi (szybko padliśmy bo zaliczyliśmy góry i narty). Poza tym kila razy sama zorganizowałam u mnie w domu imprezę sylwestrową (max 15 osób) i była świetna zabawa. Za to na takim typowym balu byłam raz i mi się średnio podobało - preferuje bardziej swojskie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozytywko - w zeszłym roku też przeżyłam najgorszego sylwestra w życiu;) W tym roku prawdopodobnie będę w bardzo kameralnym gronie, więc na żadne tam "fajerwerki" raczej liczyć nie mogę;)

    Lenna - dzięki;)

    Kropelko - ja nigdy nie byłam na balu i zazwyczaj właśnie wybierałam imprezy w kilkanaście osób. Raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie było "naprawdę super". Mam w pamięci wiele baaardo udanych imprez "bez okazji", ale jakoś te sylwestry mi się nie udają;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej radosny fakt związany z mijającym rokiem to ten, który mówi nam ze udało się osiągnąć nasze cele ;) To dobry znak na przyszłość i rok następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię sobie czasami pogdybać - gdzie mnie poniesie los i jak moje życie będzie wyglądało. Ale to taka fantazja, bo cele sobie stawiam i staram się do ich osiągnięcia dążyć więc jakiś pogląd na następne lata mam (:
    Życzę Ci dużo pozytywnych niespodzianek w tym roku, skoro jakiś konkretnych planów nie masz po studiach.
    Pozdrowionka i udanego całego roku martika!

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że książki nie tylko u mnie w głowie :)
    Oczywiście kciuk za realizację :)

    OdpowiedzUsuń