środa, 19 stycznia 2011

...start!

Sesja jeszcze się oficjalnie nie zaczęła, ale mój najgorętszy czas - owszem.

Plan jest taki: 2 tygodnie, 3 egzaminy i jakieś 1500 stron do przerobienia (część już umiem albo kojarzę z ćwiczeń, wykładów itd.).
Cel: zaliczenie wszystkiego w terminie, potem parę dni odpoczynku, intensywne działania w sprawie praktyk/stażu, małe przyjemności i zaliczenie zaległych ćwiczeń (na szczęście rocznych, więc mogę to zrobić po sesji bez zbytniego uszczerbku;)
Środki do osiągnięcia celu mam: trochę energetyków, kawa, lecytyna (polecam!), herbatki ziołowe, no i najważniejsze - materiały do nauki.
Priorytety: trzymać się ustalonego planu, codziennie wyznaczać sobie porcję nauki i ją realizować, myśleć pozytywnie i wizualizować sukces (!), nie poddawać się chwilom lenistwa, w kryzysowych momentach podpierać się energetykami (dla mnie niezastąpione).

Jeśli uda mi się wszystko zrealizować w terminie będę super - zadowolona. Jeśli nie - jestem przekonana, że i tak znajdę jakieś wytłumaczenie, w którym niepowodzenie obrócę na swoją korzyść (choćby wyimaginowaną);)

sobota, 15 stycznia 2011

Do biegu... gotowi....

Zachęcona moimi małymi uczelnianymi sukcesikami w piątkowy wieczór spontanicznie zadecydowałam, że czas na skonstruowanie nowego CV. W poprzednim nie podobał mi się szablon, troszkę "rozjechały się" komórki i oczywiście musiałam dopisać kilka punktów, bo od maja zeszłego roku (kiedy ostatni raz poprawiałam CV) sporo się zmieniło.

Wydaje mi się, że nie jest źle. Doświadczenia - tego wpisanego do CV - mam 16 miesięcy. Oczywiście ogólnie pracowałam sporo dłużej, ale ze względu na to, że chciałam się zmieścić na 1 stronie zrezygnowałam z wpisywania dwóch pierwszych miejsc pracy, które i tak nie mają nic wspólnego z moimi obecnymi celami. Daje to 9 miesięcy pracy na stanowisku biurowym i 7 miesięcy w branży stricte prawniczej. Oprócz tego angielski na poziomie pre - advanced. Wpisałam też znajomość terminologii prawniczej na poziomie średnio-zaawansowanym, chociaż obawiam się, czy to jednak określenie nie na wyrost... Do tego uczestnictwo w dwóch cyklach nadobowiązkowych wykładów, potwierdzonych certyfikatem. Dość konkretne i "niebanalne" zainteresowania. W kwestii CV zostało mi tylko wklejenie odpowiedniego zdjęcia i zajmę się tym na pewno w najbliższym tygodniu.

Plan mam taki: szukać pracy na pół etatu, stażu lub płatnych praktyk. Tego typu ogłoszenia nie pojawiają się codziennie, więc oprócz tego wyślę aplikację do kilku kancelarii z zapytaniem czy nie poszukują praktykantów. Zamiast marnować czas na szukanie czegoś dochodowego (nie mając zresztą pewności czy moje doświadczenie jest wystarczające), w międzyczasie mogę zrobić przecież bezpłatne praktyki i nauczyć się czegoś pożytecznego. Oczywiście będę uciekać, jeśli trafię na podobne miejsce jak w wakacje... Na razie mam oszczędności, więc nie muszę na siłę szukać zarobku, a mam nadzieję, że do wakacji uda mi się znaleźć już coś konkretniejszego i zostać tam może już na dłużej. Wydaje mi się, że plan jest dobry, przemyślany i... że potencjalny pracodawca doceni moje starania:)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Czas dopinania:)

Dla wielu ludzi grudzień jest miesiącem "wstrzymania" - ze względu na święta (i przedświąteczną bieganinę) i te kilka "dziwnych" dni między świętami, a Nowym Rokiem jest to miesiąc oczekiwania i wyrwania z normalnego toku pracy i życia.

Od kilku lat dla mnie takim czasem jest styczeń i początek lutego. Miesiąc "dopinania" (semestru)- tak bym to nazwała. Z racji tego, że jeszcze studiuję, powrót na uczelnię po przerwie świątecznej kojarzy mi się tylko z nawałem zajęć, zaliczeń i, co za tym idzie, nauki. Opracowałam już własne patenty na ten czas (napój energetyczny, moje ulubione pory nauki, sporo małych przekąsek w lodówce) i, nauczona doświadczeniem, po niemal każdej sesji wyciągam jakieś wnioski. Teraz staram się wdrożyć w życie systematyczność, czyli planowanie zaliczeń, korzystanie w miarę swoich możliwości ze wcześniejszych terminów i rozkładanie nauki na dłuższe okresy niż 2 - 3 dni przed egzaminem:) Oczywiście wszystko znacznie ułatwia to, że teraz nie pracuję.
Jestem osobą, która nienawidzi zaległości. Uwielbiam za to, kiedy mogę sobie wręcz odhaczać na liście zadania "zrealizowane". Jest to chyba nawet odrobinę chorobliwe - ostatnio stwierdziłam, że powinnam się zapisać do klubu Anonimowej Panikary. Wszystko potęguje to, że jak już pisałam, od razu po sesji chcę zabrać się za szukanie wyzwań praktycznych, dlatego ostatnią rzeczą, której pragnę to zafundowanie sobie długiej i żmudnej sesji poprawkowej.

Dopięcia wymaga jeszcze jedna sprawa. W ostatnim poście pisałam o moich planach, związanych ze spacerami i gimnastyką. O ile spacery to sprawa dość namacalna i całkiem nieźle mi idzie, o tyle gimnastykowanie się brzmi jednak zbyt enigmatycznie. Nie określiłam, czy chcę się rozciągać raz w tygodniu, czy raz dziennie, w związku z tym przy ewentualnym rozrachunku z samą sobą, mogłabym niesprawiedliwie się ocenić. Dlatego postanowiłam, że pora zaplanować efekt;) Daję sobie pół roku na.... zrobienie szpagatu;) Mam nadzieję, że przy okazji moich urodzin będę mogła sobie sprawić właśnie taki prezent:)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Szybki wskok w Nowy Rok;)

Po jednej z najgorszych imprez sylwestrowych w moim życiu przyszedł czas na kolejne sprecyzowanie moich celów. Nie jestem zwolenniczką wypisywania całej listy postanowień noworocznych każdego 1 stycznia, bo niestety to prawda, że bez naszej motywacji i chęci nic "nie zrobi się samo";) Nie lubię też robić podsumowań roku, bo od pewnego czasu wychodzę z założenia, że lepiej spoglądać w przyszłość, niż skupiać się wciąż na tym co już było. W Nowy Rok wkroczyłam więc może nie do końca radośnie, ale odważnie i z nadzieją, że będzie jeszcze wiele okazji do uśmiechu.

W minionym roku sporo satysfakcji dało mi prowadzenie tego bloga. Co prawda niemal od zawsze byłam zwolenniczką planowania, ale to moje planowanie było dość chaotyczne, nieprzemyślane, a często pojawiało się też w towarzystwie zdania "no jakoś to będzie";) Teraz jest dużo lepiej, mierzę swoje siły na zamiary, a poza tym blogowanie i pisanie zwyczajnie polubiłam;)

W mojej "noworocznej" liście nie ma wielu nowości, w zasadzie Nowy Rok jest teraz okazją do powtórzenia i sprecyzowania tego, o czym już tu pisałam w różnych okolicznościach...

Ponieważ nie od dziś wiadomo, że w zdrowym ciele kryje się zdrowy duch postanowiłam bardziej zadbać o ciało - a konkretnie o częstsze spacery i dotlenianie się oraz o regularne gimnastykowanie się. Spacerowanie już idzie mi nieźle, natomiast ćwiczenia zacznę od rozciągania, potem przejdę do ćwiczeń wzmacniających, a może przy okolicach wiosny zacznę biegać. Sport to kwestia, którą zaniedbywałam nawet w czasie szkoły, dlatego teraz zaczynam już odczuwać bóle pleców, nie wspominając o braku jakiejkolwiek formy np. przy biegnięciu na autobus! W miarę upływy czasu przeraża mnie to coraz bardziej.

Z bardziej "duchowych" spraw chciałabym czytać troszkę więcej książek niezwiązanych z moimi studiami i zadbać o doświadczenie. Od "po sesji" ruszam w poszukiwaniu praktyk / pracy / stażu - jednym słowem czegokolwiek, co ułatwi mi znalezienie pracy w dalszej perspektywie.
No i uśmiech - to naprawdę ważne...

A na koniec - wyjście dla niedowiarków we własne postanowienia;)