niedziela, 29 maja 2011

IBlogowa Grupa Samorozwoju!:)


Spostrzegawczy pewnie zauważą, że po prawej stronie pojawił się nowy odnośnik:)

Kilka miesięcy temu Helineth wpadła na pomysł, by wzorując się na innych internetowo - blogowych społecznościach zebrać w jednym miejscu wszystkie blogi podobne do naszych:) "Na celowniku" mamy więc wszystkie blogi poświęcone samorealizacji, spełnianiu swoich celów i ogólnie unikaniu bezproduktywnemu leżeniu na kanapie:) Kiedy zauważyłyśmy, że liczba tego typu blogów ciągle się zwiększa postanowiłyśmy wreszcie wcielić nasz pomysł w życie:)

Tak właśnie powstała Blogowa Grupa Samorozwoju - zainteresowanych odsyłam na stronkę - tam dowiecie się jak można dołączyć do naszej listy i na czym to wszystko polega:)

Bardzo się cieszę, że udało nam się coś razem stworzyć i mam nadzieję, że nasz udział w internetowym światku będzie coraz większy:)

Mam nadzieję, że ta idea pomoże w "jednoczeniu" wszystkich blogów o podobnym motywie przewodnim, co pozwoli nam wszystkim lepiej się motywować i wspierać:)

czwartek, 26 maja 2011

Machina ruszyła!

S.E.S.J.A (System Eliminacji Studentów Jest Aktywny) - chyba każdy student zaraz na początku studiów poznał rozwinięcie tego skrótu:) Prawdę mówiąc wątpię, żeby teraz dali radę mnie wyeliminować, ale faktycznie mogą mi troszkę skomplikować życie. No, dobrze, sama też mogę mieć udział w tym komplikowaniu;)

W każdym razie sesja ruszyła z kopyta. Moje studenckie życie, bez względu czy był to czas, gdy tylko studiowałam, czy studiowałam i pracowałam zawsze toczyło się od sesji do sesji. A kiedy przyszedł "ten czas" - maksymalny wysiłek, skupienie, zdobywanie materiałów i nauka od rana, do nocy przez kilkanaście dni. Ciężkie to czasy, ale przyznać muszę, że teraz wspominam to wszystko z lekkim rozrzewnieniem.

Ta sesja jest/będzie trochę inna niż poprzednie. Po pierwsze, w tej chwili przed sobą mam jeszcze tylko 2 egzaminy i 2 zaliczenia (zazwyczaj o tej porze roku miałam 5-6 egzaminów). Niestety, egzaminy są ciężkie, to procedury, więc przede mną jeszcze mnóstwo materiału do opanowania i sporo zarwanych nocy. Ale jest to w zasadzie ostatnia "prawdziwa" sesja - na przyszły rok zostały mi tylko przedmioty specjalizacyjne i pisanie pracy. Uczę się więc z myślą, że to ostatni taki studencki wysiłek (tak, celowo podkreślam - studencki), a po drugie, mimo ogólnego zmęczenia i przesycenia, uczę się ze sporą przyjemnością, bo ogólnie to przedmioty bardzo ciekawe i bardzo przydatne.

W tej chwili do pierwszych dni czerwca jestem wyłączona, bo przygotowuję się do pierwszego egzaminu. Potem będę miała chwilkę oddechu, na głowie oczywiście kolejny egzamin (ale lżejszy), zaczynam prawo jazdy, biorę udział w szkoleniu i będę musiała zacząć "kombinować" dalej - jednak mój plan dotyczący szeroko pojętej "przyszłości" bardzo się krystalizuje, dlatego myślę, że to także będzie w dużej mierze przyjemnością:)

sobota, 21 maja 2011

"Weź mnie!";)

Po 4 latach studiów przyszedł moment, którego chyba każdy studenciak się boi - stanęłam u progu Rynku Pracy i jestem towarem. Towarem, oczywiście, nieźle wyeksponowanym, ale jak każdy, mającym swoje słabości i niedociągnięcia. No i stoję, prężę się, pocę, staram i czekam - czekam, aż ktoś się mną zainteresuje, aż w końcu powie "biorę!";)

Niestety, do CV, które wysłałam "bez ogłoszenia" nie ma żadnego odzewu. Teoretycznie ktoś jeszcze może zadzwoni, bo w liście motywacyjnym uczciwie pisałam, że w pełni dyspozycyjna będę dopiero od połowy czerwca, no ale... nie ukrywam, że tracę na to nadzieje... W "Grasz o staż" drugi etap (zapraszanie na rozmowy z potencjalnymi pracodawcami) trwa do końca maja - do końca miesiąca dostało 9 dni, więc mocno wątpię czy coś się w tej kwestii ruszy. Tak jak wspominałam wcześniej, mam tylko nadzieję, że otrzymam jakąś informację zwrotną, bo jednak na rozwiązanie zadania poświęciłam trochę czasu i jestem ciekawa co zrobiłam źle.

Natomiast jeśli chodzi o CV, które wysłałam w odpowiedzi na konkretne ogłoszenie (także programy wakacyjne) - też szału nie ma. Do tej pory byłam na 3 rozmowach - o tym, że pierwsza skończyła się fiaskiem już pisałam, druga to te nieszczęsne testy (które jednak okazały się być całkiem skomplikowane) - minął już tydzień, więc chyba już się nie odezwą. Trzecią odbyłam wczoraj - wydaje mi się, że mam całkiem spore szanse, ale ... mój potencjalny pracodawca zachował się baaaardzo nieprofesjonalnie, co mnie strasznie odstraszyło i zniesmaczyło...

Także moje poszukiwania pracy idą, delikatnie mówiąc, bez rewelacji. Zaczęłam się wobec tego zastanawiać nad jakąś alternatywą. Wymyśliłam 2 wyjścia:

wersja A: poszukam pracy na 2 - 3 dni w tygodniu na telefonach, a w pozostałe dni poszukam sobie bezpłatnych praktyk w kancelarii. W międzyczasie oczywiście będę wysyłała zgłoszenia i czekała na odzew. Wydaje mi się, że skoro będę za darmo pracować w kancelarii to jednak nie powinno być problemu, żebym ewentualnie wyszła w środku dnia na rozmowę, albo później przyszła...
wersja B: szukam pracy w banku, nie w dziale prawnym, a w jakimś mniej obleganym, może nawet jako doradca klienta. Ewentualnie w biurze nieruchomości lub w tym podobnym miejscu, gdzie moje (prawie) wykształcenie jest atutem tylko na rozmowie kwalifikacyjnej, a nie przyda się w wykonywaniu pracy. Biorę też pod uwagę jakieś redakcje i wydawnictwa.

Plusem wersji A jest to, że wciąż będę zdobywała to "bezcenne doświadczenie", minusem, że jednak będę musiała się troszkę nagimnastykować, żeby wszystko razem ładnie zgrać. Boję się też, że nie będzie tak łatwo znaleźć pracę na 2 - 3 dni w tyg., biorąc pod uwagę także to, że bardzo zależy mi na kilku dniach wolnych na początku sierpnia...

Plusem wersji B jest to, że pewnie wkrótce znalazłabym taką pracę i nie musiałabym się martwić o nic (także o finanse..)... Ale pewnie bym się tam "zastała" i nie wiem czy potem łatwo by mi było szukać nowej pracy, zgodnej z kierunkiem studiów...

Ech, szczerze mówiąc miałam nadzieję, że pójdzie trochę łatwiej. Nie to, że oczekiwałam, że pracodawcy będą się o mnie bić, a ja będę tylko przebierała w ofertach, ale jednak miałam nadzieję, że w czerwcu już będę miała realny plan na wakacje. Nic jednak w życiu nie jest proste, więc postaram się i w tej sytuacji znaleźć najlepsze rozwiązanie:)

sobota, 14 maja 2011

A Ty wiesz co jesz?:)

Jakiś czas temu pisałam, że chciałabym wprowadzić pewne zmiany w mojej diecie. Przeraziłam się bogactwem sztucznych barwników i konserwantów w jedzeniu, które wcinam przecież codziennie i postanowiłam bardziej zainteresować się składem produktów żywnościowych, a przez to jeść bardziej świadomie:) Muszę przyznać, że bardzo wciągnęłam się w wybieranie lepszej jakości, za niekoniecznie wyższą cenę. Wprowadziłam też kilka zmian m.in. w przygotowywaniu posiłków i chociaż wciąż staram się wybierać lepiej, jeść lepiej i wiedzieć więcej - postanowiłam zrobić małe podsumowanie tych małych zmian.

  1. Przede wszystkim przerzuciłam się z białych bułek na chleb. Staram się wybierać bochenki, które zrobione są z mąki razowej i ewentualnie mają dodatki jak słonecznik, siemię lniane, otręby itp. Unikam pieczywa z drożdżami, a już zupełnie pomijam takie, w którego składzie są jakieś E-cośtam, stabilizatory i konserwanty. Akurat chleb "zużywa" się bardzo szybko, więc niekoniecznie musi być tak dobrze zakonserwowany.
  2. Tak jak pisałam w poprzedniej notce - prawie całkowicie zrezygnowałam z wędliny - wyjątki robię rzadko i najczęściej na rzecz "swojskiej", sprawdzonej szynki czy kiełbasy. W zamian jem sporo nabiału, sama "kręcę" różnego rodzaju pasty (od tych na bazie twarogu po takie z rybą wędzoną czy tuńczykiem). Jak było zimniej lubiłam też na śniadanko wciągnąć chleb posmarowany miodem:)
  3. Zupę pomidorową zawsze robię z pomidorów w puszce i wydłużam czas gotowania pomidorów (kiedyś dodawałam je na sam koniec) - dowiedziałam się, że podczas gotowania pomidory wydzielają likopen, który jest źródłem młodości;)
  4. Do jedzenia (np. do ryżu z sosem, do kaszy gryczanej) dodaję siemię lniane, które jest źródłem bardzo wielu cennych składników - między innymi lecytyny:) Poza tym samo siemię ochrania żołądek i dobrze wpływa na układ trawienny.
  5. Znacznie ograniczyłam słodycze! Jest to dla mnie spore zaskoczenie, bo właściwie wcześniej w ogóle o tym nie myślałam. Tymczasem okazało się, że wciągałam słodycze z braku alternatywy! Teraz jak mam ochotę na coś "małego" robię sobie jogurt z musli (albo z otrębami i rodzynkami), ewentualnie jem banana lub.... piję herbatkę...
  6. ...rozkochałam się w herbatach smakowych. Moim faworytem jest herbatka o smaku "toffi ze śmietaną", dostępna z Rossmanie;P Poza tym bardzo lubię takie ziołowe napary, np. ostatnio pijam kompozycję ośmiu ziół z Biedronki;) Świetnie gaszą pragnienie (będą idealne schłodzone na upały), a przy tym są zdrowsze niż jakieś gotowe napoje.
  7. Moją podstawą obiadową jest makaron/ryż z jakimś sosem;) Nieskomplikowane, tanie, szybkie - dania idealne;) Teraz nadal często tak jadam, ale staram się dokroić chociaż jedno warzywko albo dodawać warzywka na patelnie:)
  8. Ryż biały zamieniłam na brązowy (jest tylko o 30 gr droższy) - tylko od razu chciałabym zaznaczyć, że ugotowanie (tak żeby był miękki) ryżu brązowego firmy Kupiec graniczy z cudem (albo to ja miałam jakąś wybrakowaną partię..)

No i tyle tych moich małych zmian:) Oczywiście podkreślam, że nie stałam się jakimś fanatykiem;) Ostatnio jadłam na obiad mrożoną pizzę, a i zdarza mi się zjeść fast-fooda;)

Teraz najważniejsze - czy się opłaca? Finansowo - wydaje mi się, że moja "ulepszona" dieta jest tylko odrobinę droższa niż poprzednio. Zdrowiej niekoniecznie znaczy drożej! Nauczyłam się czytać składy, a przez to wybierać produkty lepszej jakości, których potem się "trzymam". Nawet kupując butelkę keczupu można wybrać taki, który nie ma konserwantów i zawiera więcej pomidorów niż jego inne odpowiedniki.

A czy widzę jakieś efekty? Tak - zdrowie, skóra, włosy i paznokcie. Przez całą wiosnę nie złapało mnie żadne przeziębienie, na twarzy mam znacznie mniej niemiłych "niespodzianek", a paznokcie, które wcześniej baaaaardzo się rozdwajały stały się dużo mocniejsze!

piątek, 6 maja 2011

Braku wiedzy nie nadrobię miną:(

Ech, uprzedzam lojalnie - będę smęcić!;P

Tak jak w tytule - braku wiedzy nie mogę nadrobić miną i to jest mój największy problem, jeśli chodzi o szumne "szukanie pracy":( Niestety, niby 4 lata studiów, żaden egzamin nie przejechany na ściądze, a realna wiedza? Zakurzona! Nie wiem czy to kwestia tylko mojego programu studiów czy może jest to problem bardziej "globalny", ale wszystko robione jest na szybko, ciągłe gonienie z materiałem, aby prędzej, a niekoniecznie lepiej i dokładniej, w sesji po 5 egzaminów, a w toku studiów sporo "zapychaczy" - w takich warunkach (plus do tego zazwyczaj pracując) nie miałam czasu na dogłębne poznawanie materiału - liczyło się to aby zaliczyć. I chociaż uczyłam się dość uczciwie, jak wspomniałam nie miałam możliwości ściągania, to jednak wiem, że moja wiedza nie jest na takim poziomie, na jakim powinna być po 4 latach studiów:( Mam wiele braków, nie pamiętam nawet niektórych podstaw i to teraz wychodzi. Często słyszałam, że człowiek wszystkiego uczy się w pracy, no ale jednak nie dotyczy to "mojej" branży. Miałam jednego profesora, który z uporem maniaka powtarzał, że "wiedza to władza, więc uczcie się, a będziecie rządzić";) No i fakt, coś w tym jest - szkoda, że zorientowałam się dopiero teraz;/

Skąd te smęty? Okazuje się, że moje CV widocznie nie jest takie tragiczne, bo odezwała się do mnie już druga firma. Pisałam już, że byłam na jednej rozmowie, jednak najwyraźniej się nie udało, skoro do tej pory nie zadzwonili - być może była to kwestia braku pełnej dyspozycyjności w maju, nie wiem, więc nie będę gdybać. Dziś odezwała się do mnie kolejna firma, właściwie bank. Zaprosili mnie na kolejny etap rekrutacji, który polega na testach numerycznych, logicznych, treściowych (wtf?) i w dodatku na teście wiedzy;/ No super. Wiem, że rozpisywałam się na blogu o mocy pozytywnego myślenia, o roli pewności siebie, ale wiara w to, że przejdę takie sito graniczy już z dziecięcą naiwnością;/ Nigdy nie rozwiązywałam tego rodzaju testów, w sieci jest tego jak na lekarstwo, nie jestem umysłem ścisłym, a w dodatku część dotycząca wiedzy dotyczy takiej dziedziny, z którą prawie nie miałam styczności na studiach. Nadrobienie tego we własnym zakresie nie wchodzi teraz w grę, bo wszystkie swoje siły koncentruje teraz na nauce do egzaminu (te testy mam akurat dzień przed nim - termin też "idealny", z całą pewnością będę bardzo wypoczęta:P)

W Internecie i poradnikach dla studentów przeczytałam już dziesiątki artykułów dotyczących dobrej prezencji, najczęstszych błędów popełnianych podczas rozmowy itd. Szkoda, że nie ma informacji na temat bardziej złożonych rekrutacji, niż prosta rozmowa face to face o mocnych i słabych stronach kandydata.... Nieskromnie przyznam, że w takich "luźnych" rozmowach jestem całkiem niezła - schody zaczynają się, kiedy wkraczamy na tematy "branżowe", bo niestety, ale z tego nie mogę wybrnąć dowcipem, uśmiechem tylko muszę popisać się realną wiedzą;/

Ech... tracę nadzieję na to, że uda mi się znaleźć coś płatnego:(

środa, 4 maja 2011

Maj, maj, maj....

Wspominałam już na blogu, że jak byłam młodsza jednym z moich pomysłów na przyszłość było zostanie wielkim astronomem;) Takie plany towarzyszyły mi przez większą część dzieciństwa i zostały porzucone dopiero przy bolesnym starciu z fizyką w szkolnej ławce;) Fakt jest jednak taki, że nadal o kosmosie wiem ciut więcej niż przeciętny człowiek i że jednym z moich małych marzeń było odwiedzenie planetarium w Toruniu...

Majówkę w tym roku spędziłam zupełnie inaczej niż zwykle, bo właśnie w Toruniu:) Już na etapie planowania podróży okazało się, że to miasto ma do zaoferowania znacznie więcej niż myślałam! W efekcie oprócz dwóch seansów w planetarium i orbitarium robiliśmy pierniki (z instruktorem oczywiście;), uczestniczyliśmy w nocnym zwiedzaniu fortu (średniowieczne mury i pochodnie w ręku dały niesamowity klimat) , odwiedziliśmy dom Kopernika i ruiny zamku Krzyżackiego, a nawet załapaliśmy się na bezpłatny spacer po mieście z przewodnikiem i pokaz „światło – dźwięk” przy toruńskiej fontannie. Wszystko to w dwa dni, więc nietrudno zgadnąć, że wróciłam padnięta fizycznie, ale i bardzo wypoczęta pod względem psychicznym – dwa dni bez trosk, bez nauki, spędzone dodatkowo na świeżym powietrzu robią swoje!:) Sam Toruń jest pięknym miastem, z bardzo rozbudowaną starówką. Zachowało się tam wiele pozostałości z XIII – XV wieku – do tego stopnia, że nawet toruńskie PZU, czy „Biedronka” ulokowane są w średniowiecznych kamienicach:)

W ogóle chciałam napisać, że nie rozumiem ludzi, którzy wychodzą z założenia, że "urlopowanie" w Polsce nie da im nic poza niepewną pogodą;/ Sprawdza się powiedzenie "cudze chwalicie, a swego nie znacie" - Polska pod względem turystycznym wcale nie jest takim nieudanym pomysłem - miejsce wystarcz wybrać "z głową", a z pewnością nie da rady się nudzić!

______________

No dobra - a po tym rozleniwieniu czas wziąć się do roboty – i to nie ma nawet czasu na rozgrzewkę! Na uczelni zaczynam okres zaliczeń, który nieprzerwanie będzie ciągnął się aż do końca sesji. Angielski ostatnio też troszkę zaniedbałam, ograniczając się głównie do robienia powtórek – ale od dziś lecę dalej z lekcjami. No i oczywiście mam nadzieję, że wkrótce rozdzwoni się mój telefon w sprawie aplikacji, które porozsyłałam do niemal wszystkich warszawskich firm;)

Warszawski maj powitał mnie deszczem ze śniegiem - tak ponury początek może przynieść tylko słoneczne i dobre zakończenie;)