piątek, 20 stycznia 2012

A może podyplomówka?...

No tak - po lekkim rozczarowaniu perspektywami życia aplikanta pomyślałam, że czas na poważnie zainteresować się ofertą studiów podyplomowych. Postanowiłam celować w "najlepszych", więc żadne tam prywatne szkoły-nie-wiadomo-czego nie wchodziły w grę. Poświęciłam na to wiele godzin, analizując dostępne kierunki, wyszukując opinie na ich temat oraz przeglądając siatkę zajęć. Szczerze mówiąc, czułam się trochę jak w sklepie z zabawkami raz po raz myśląc sobie "łaaał, ale faaajnieee", a trochę jak maturzystka, bo przecież niemal pięć lat temu zajmowałam się dokładnie tym samym;)
Po wstępnej selekcji zostawiłam sobie w zapasie dwa kierunki:
1.Rachunkowość i rewizja finansowa. W programie studiów jest prawo cywilne, handlowe i pracy (to byłoby raczej przypomnienie/odświeżenie wiedzy, wyniesionej ze studiów), prawo podatkowe (miałam na studiach w dość okrojonym zakresie) oraz szereg przedmiotów związanych z rachunkowością, sprawozdawczością i rewizją finansową itp. (to dla mnie kompletna nowość). Po studiach i 3-letniej praktyce zawodowej mogłabym starać się o uprawnienia do samodzielnego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Studia adresowane są do absolwentów ekonomii, prawa i administracji. Trwają rok, cykl nauki obejmuje 216 godzin. Cała przyjemność kosztuje 5 200 zł.

2. Podatki i postępowanie podatkowe.
Jak wyżej wspomniałam, zagadnienia dotyczące podatków miałam omawiane na studiach, ale w zakresie podstawowym i nie ukrywam, że wiedza ta jest bardzo zakurzona;) Studia adresowane są do prawników, ekonomistów, finansistów, a także innych wolnych zawodów (biegłych rewidentów, radców prawnych, adwokatów). W dalszej perspektywie mogę się starać o uprawnienia doradcy podatkowego (egzamin i odpowiednia praktyka). Studia są dość długie - trwają 3 semestry, obejmują ok. 600 godzin i kosztują 7 200 zł.

Podczas wybierania swoich typów brałam pod uwagę to, co pisałam w poście, dotyczącym moich oczekiwań co do "
pracy idealnej". Poza tym, z bardzo dużą dozą nieufności podchodzę do zawodów typowo "humanistycznych" typu specjalista ds. marketingu, handlu, promocji, czy nawet dziennikarz. Chociaż wydaje mi się, że całkiem nieźle odnalazłabym się w tego typu pracy (mam już doświadczenie na podobnych stanowiskach), to jednak te zawody wydają mi się nieostre, niepewne i bez wątpienia wymagają ciągłej elastyczności, świeżości... Wobec wciąż podwyższanego wieku emerytalnego, wyobrażacie sobie 60-letniego marketingowca?:) Ja nie bardzo:)
Kolejną kwestią jest to, że z racji swoich studiów, wolałabym zawód "wyuczony", w którym potrzebna jest konkretna wiedza, umiejętności, gdzie wiek i doświadczenie są atutem;) Oczywiście chciałabym też móc w jakiś sposób wykorzystać moje wykształcenie, bo żeby je zdobyć musiałam poświęcić sporo energii;) Szkoda to zaprzepaścić...

Szczerze powiedziawszy, jestem już zdecydowana na 99% co do mojej dalszej ścieżki. Jeśli jednak ktoś z czytelników ma jakieś sugestie lub opinie dotyczące moich pomysłów - bardzo chętnie je przeczytam. Może brak tu spontaniczności i prawdziwej pasji, ale... żeby całe życie oddać pasji prawdopodobnie musiałabym być milionerką. W kwestii przyszłości biorę pod uwagę także rozsądek, perspektywy, ale także swoje oczekiwania, o czym świadczy "wyłamanie się" z powszechnego nastawienia pod tytułem "jak się uda to idę na aplikację, a co dalej to się zobaczy"... Czy to dobry wybór - dopiero się okaże;)

5 komentarzy:

  1. Uważam że Twój plan jest dobry, niezależnie od tego na którą podyplomówkę się zdecydujesz:). Dobrze że używasz głowy myśląc o przyszłości. Pasję możesz sobie rozwinąć po pracy, dobrze mieć odskocznię, ale żyć za coś trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybrałabym bramkę numer 2.

    A zamiast bramki numer 1... Ciekawsze od studiów podyplomowych wydają mi się propozycje kursów SKwP, tańsze a poziom równie dobry, a może i lepszy niż na podyplomówkach. Co prawda nie dają uprawnień po 3-letniej praktyce... Ale akurat w przypadku uprawnień opcja egzaminu + 2-letniej praktyki wydaje mi się bardziej wartościowa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obydwa kierunki mnie trochę przerażają :p Chociaż przyznam, że moim zdaniem pierwszy kierunek byłby bardziej wartościowy. Z tego co wiem ludzie, którzy prowadzą księgi rachunkowe ( no dobra znam tylko córkę takiej osoby, ale ona mi opowiadała :) ) całkiem nieźle zarabiają.
    Wiem, że nie trzeba patrzeć z tej perspektywy, ale wszystko trzeba wziąć pod uwagę ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kropelko - no właśnie, za coś żyć trzeba, a po "gołym" prawie może mi być ciężko wyżyć. Zwłaszcza, ze jak już wspominałam na blogu, nie chcę wiecznie być sekretarką...

    Anorexic.Candy - znam, znam i się do niego przychylam;)

    Aggie, Emajla - dziękuję Wam za opinie. Prawda jest taka, że nawet jeśli wybiorę podatki to będę się musiała dokształcić z rachunkowości, a jeśli wybiorę rachunkowość to to będę musiała się dokształcić z podatków;) Niemniej jednak na coś muszę się zdecydować i wybrać "wiodącą" ścieżkę:)

    OdpowiedzUsuń