czwartek, 26 stycznia 2012

Werdykt padł;)

Po długich i żmudnych poszukiwaniach, konsultacjach ze znajomymi, z Internetem (;), a nawet z wykładowcami padł werdykt: PODATKI! To właśnie nim chcę poświęcić przynajmniej kilka najbliższych lat swojego życia…

Wydaje mi się, że to bardzo dobra opcja – wciąż będę miała stały kontakt z prawem i przepisami, a jednocześnie będę miała szansę na wyspecjalizowanie się w jednej „działce”. Do pracy doradcy podatkowego należy też pisanie opinii prawnych, pism procesowych, występowanie przed organami podatkowymi (w ramach pełnomocnictwa) i szereg innych czynności, o których na razie nie mam pojęcia;) Do tego dobra orientacja w prawie handlowym, gospodarczym itp. i świat stoi u moich stóp;)

No dobrze, ale jak złapać króliczka?;) Plan jest całkiem „prosty”:

1) Na pierwszy ogień trzeba odkurzyć moją wiedzę sprzed dwóch lat. Odkopałam już jakieś materiały, które miałam na kompie. Skorzystam z ostatnich miesięcy dostępu do LEX’a i zaopatrzę się w najbardziej aktualne ustawy i rozporządzenia. Do tego czaję się na jakąś książkę – póki co mam dwie na oku:) Przysiądę do tego na poważnie w okolicach marca – kwietnie.
2) Kolejny krok to egzamin! Jest to egzamin państwowy, organizowany przez Ministerstwo Finansów. Składa się z dwóch części – pisemnej (test) i ustnej (kazus…). Ponoć najtrudniejszy jest właśnie egzamin ustny i ludzie podchodzą do niego nawet kilka razy. Zobaczymy…
3) Niezależnie od egzaminu, przed wpisem na listę doradców podatkowych trzeba odbyć dwuletnią praktykę zawodową. Można oczywiście pracować w kancelarii lub firmie doradczej albo szeregu organów skarbowych, ale jeśli nie uda mi się zdobyć takiej pracy, KRDP sama przydziela mi miejsca praktyk (w wymiarze jednego dnia w tygodniu, więc nie jest tragicznie).

No, i tak właśnie przedstawiają się moje plany. Po naprawdę długich wahaniach i niepewności, co do tego czego tak naprawdę „chcę”, czuję wielką ulgę. Jak widzicie, mój plan jest dość przejrzysty, a ja jestem pełna zapału, że się uda:) Co najważniejsze, czuję sens całych tych studiów i niemal wszystkich działań, które podejmowałam w ich trakcie. Praktyki w kancelariach, dokształcanie się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a nawet mediacje – wszystko to składa się powoli do kupy. Ważne dla mnie jest też to, że wybierając taką drogę, nie zamykam sobie żadnych drzwi. Nie palę mostów za studiami, ani za wysiłkiem który w nie włożyłam. Kto wie, być może kiedyś zmienią się przepisy dotyczące odbywania aplikacji i zechcę zostać radcą prawnym?

W każdym razie teraz skupiam się na tym, co jest osiągalne w tym momencie. Oczywiście po obronie będę się starała znaleźć pracę na jakimś niższym stanowisku, ale już w branży podatkowej. Mam nadzieję, że się uda:) A potem niech wszystko dzieje się swoim torem. Wiem, że potrafię wykrzesać z siebie dużo energii i wytrwałości, więc wiem, że i do egzaminu dam radę się przygotować:)

7 komentarzy:

  1. super, gratuluję podjęcia decyzji :) I życzę sukcesów oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Mam nadzieję, że to dobra decyzja:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo, konkretny cel i ustalony plan działania to już większość sukcesu, teraz pozostaje tylko bycie wytrwałym;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że to właściwa decyzja! Powodzenia w rezalizacji planu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. prawo to świetna sprawa, bardzo ciekawa. kiedyś o tym myślałam, ale niestety jestem zdyskwalifikowana na starcie ze względu na kompletny brak polotu do historii x)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aggie - mam taką nadzieję;) Dziękuje:)

    Klaudia - koniczność "polotu" do historii na prawie to wielki mit! Sama nie przepadałam za historią (teraz tego żałuję) i nawet z historii ustroju na 1 roku miałam komisa!:P Ale przeżyłam, zaliczyłam i tyle było tych przygód z historią. Prawo to "zabawa" pamięciowa i naprawdę niewiele ma wspólnego z hisotrią, wosem, czy jakimkolwiek innym przedmiotem:)

    OdpowiedzUsuń