środa, 7 marca 2012

Po co to wszystko?

Odkąd zaczęłam prowadzić bloga moje życie stało się zdecydowanie bardziej uporządkowane. Co prawda wciąż nie brakuje w nim potknięć, stanów zawieszenia i niepewności, ale i tak mam wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a jeśli nie w dobrym to przynajmniej w JAKIMŚ.

Idę więc w to całą sobą – planuję cele długoterminowe, do nich dopasowuję te bliższe postanowienia. Mój kalendarz zazwyczaj wypełniony jest po brzegi notatkami, a ja obliczam ile zostało do deadline’ów, które w większości sama sobie nakładam;)

Nie jest mi źle – wręcz przeciwnie, odkąd skończyłam 4 rok studiów moje życie nabrało trochę innych barw (jaśniejszych;)). No, ale ten cały samorozwój – czyli w moim przypadku inwestycja (czasu i pieniędzy) w niemal ciągłe poszukiwanie coraz to lepszej pracy, w praktyki, w naukę angielskiego, w rozwijanie swoich zainteresowań, w kursy, szkolenia, prawo jazdy i, nie ukrywajmy, w całe te 5-letnie niełatwe studia – nie miałaby sensu, gdyby temu wszystkiemu nie przyświecał wyższy cel. A celem jest, oczywiście, znalezienie dobrej pracy. Dobra praca ma mnie nie zrujnować emocjonalnie i dać mi w miarę przyzwoite wynagrodzenie. A przyzwoite wynagrodzenie ma mi zagwarantować względny spokój i.. ciekawsze życie.

Niektórzy mówią, że „pieniądze szczęścia nie dają”. Czyżby? Od kilku miesięcy mijając budowę nowego osiedla w drodze do pracy zastanawiam się, czy kiedyś (kiedy?) będzie mnie stać choćby i na kredyt mieszkaniowy. Co roku mam nadzieję, że uda się wyjechać na parę dni z ciągle zabieganej Warszawy – od zeszłorocznej wyprawy do Bułgarii nabrałam też apetytu na zagraniczne podróże. Od jakiś dwóch lat wybieram się z Lubym do teatru –na szczęście niedługo to wyjście dojdzie do skutku, dzięki jakiejś promocji 2 bilety w cenie 1;) Cóż, jednym słowem wszystko – dodatkowy sport, książka, gazeta, kino, teatr, każde wieczorne wyjście czy to restauracja/knajpa, czy spotkanie ze znajomymi kosz-tu-je!

Nie chcę żeby to zabrzmiało źle – bo nie mam o nic pretensji. Tak jest i już, a najważniejsze, że ja wiem czego od życia oczekuję i co jestem gotowa poświęcić.

Moja kariera studenta dobiega powoli końca. Czuję, że za rok lub dwa mam szansę być w miejscu (w życiu), które mnie satysfakcjonuje. Które choć trochę męczy, generalnie cieszy. W którym wolne wieczory, czy weekendy nie są dobrem luksusowym. Czuję też, że być może niedługo nie będzie już potrzeby, by mój chaos porządkować? Szczerze mówiąc, z całego serca mam taką nadzieję…

3 komentarze:

  1. Potwierdzam, że pisanie bloga ma właściwości wręcz zbawienne, i nie przesadzam nie nie, ja pisząc o wielu rzeczach nauczyłam się inaczej je traktować, a nawet akceptować. Gdy piszesz, że czegoś chcesz i dzielisz się tym z innymi pomagasz temu w spełnieniu się :-)
    I a propos pieniędzy chyba częściej muszę o nich pisać..

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisanie pewnych rzeczy, które dotyczą naszego życia pomaga nam w dużym stopniu. Nie wszystkie osoby to robią, bo nie wszystkim to odpowiada jednak grono takich osób stale się powiększa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "a najważniejsze, że ja wiem czego od życia oczekuję i co jestem gotowa poświęcić"

    Zgadzam się! To jest zdecydowanie najważniejsze i o ile się nie mylę, to uczucie, że się wie, czego się chce od życia jest wspaniałe!

    Życzę Ci z całych sił, aby Twoje życie wyglądało dokładnie tak, jak sobie tego zapragniesz:)

    OdpowiedzUsuń