sobota, 28 kwietnia 2012

Status studenta - status absolwenta

Kiedy pięć lat temu zaczynałam studia byłam przerażona. Wielką Warszawą, niewiedzą co do tego, co mnie czeka, ilością nowo poznanych osób, a nawet sesją którą byłam straszona od początku października;) Teraz wszystko to wydaje mi się odległe i śmieszne, ale wtedy nie było mi do śmiechu. O ironio - teraz też nie czuję się zbyt pewnie. Chociaż w Warszawie zaklimatyzowałam się dość szybko i nauczyłam się żyć na własną rękę, powraca do mnie strach - tym razem przed kolejną zmianą - końcem studiów.

Co się kończy razem ze studiami?

 
  •  zniżki - na komunikację miejską, na PKP (chociaż tu ponoć jest specjalna zniżka dla młodzieży do 26 roku życia - jeszcze się jej nie przyjrzałam), do kin, teatrów, klubów... Yyyy.. no niemal wszędzie. Na samą kartę miejską będę wydawała więcej o ok. 30 - 40 zł w skali miesiąca. Teoretycznie nie jest to bardzo dużo, ale jak dodamy do tego większe koszty dojazdu do mojego rodzinnego miasta, plus jakąś rozrywkę raz na dwa tygodnie, wyjdzie pewnie niezła sumka... 
  • preferencyjna stawka podatkowa -  pracuję na zlecenie i od mojego wynagrodzenia odprowadzane jest 18 % podatku dochodowego. Tracąc status studenta, kończą się takie udogodnienia i podatek jest sporo większy. Nie wspominając nawet o tym, że studenci nie odprowadzają składki emerytalnej, a nie-studenci owszem;) W praktyce oznacza to dla mnie, że w obecnej pracy moje wynagrodzenie zmniejszy się o ok. 500 zł...  
  • legitymacja studencka - legitymacja jest "biletem wstępu" do lekarza (zależy w których placówkach, ale w większości wystarczy pokazać legitkę;) oraz wystarcza do zaciągania niedużych zobowiązań - np. zakupu telefonu na abonament;) Po studiach konieczne będzie wykazywanie innej dokumentacji, związanej z zatrudnieniem (najlepiej stałym...)...

Poza kwestiami finansowymi, zakończenie studiów ma także wymiar społeczno - gospodarczy;)
 
  • od nie-studentów społeczeństwo oczekuje podjęcia stałej pracy, zarabiania co najmniej na siebie i wkręcenia się w wir kariery. Miło, jeśli nie-studenci oczekują też tego sami od siebie;) Ja tak - i stąd też sporo moich obaw;) Jednocześnie "ambicjonalne" zmiany pracy raczej nie są mile widziane i są takim "wyłamaniem się" poza schemat. 
  • nie-studenci stanowią trzon grupy produkcyjnej. Pracujemy więc na emerytury naszych rodziców, zastanawiając się gdzie w kalendarzu zrobić miejsce na narodziny swoich potomków. Zastanawiamy się też czy pod względem ekonomicznym będzie to opłacalne - w końcu każdemu znane są wyliczenia, że "utrzymanie dziecka to cena dobrego samochodu", a skoro mamy pracować do samiuśkiej starości, jest spora szansa, że naszej emerytury wcale nie dożyjemy, więc nie będzie potrzeba nikogo, kto na tą emeryturkę musiałby pracować;)

No i trochę zmian duchowych;)

 
  • koniec studiów to koniec ważnego etapu. Teraz już naprawdę jesteśmy dorośli. Dorośli nie piją w środę wieczorem drugiego wina, bo w czwartek wstają do pracy. Dorośli nie powinni mieć pretensji "do świata", bo na swoją pozycję w dużej mierze zapracowali sami. Dorośli nie palą za sobą mostów, dorośli są odpowiedzialni, dorośli mają czysto w mieszkaniach:P 
  • przyzwyczajam się powoli do tej myśli i, przyznaję, że wieczorami i rankami wypatruję pierwszych zmarszczek;/ Boję się tego wszystkiego, chociaż wiem, że na końcu studiów, świat, ani moje życie się nie skończy;)

Cieszcie się więc statusem studenta, bowiem to tylko stan przejściowy;) 


13 komentarzy:

  1. dorośli mają czysto w mieszkaniach ;P
    dorośli mają czysto w mieszkaniach dlatego, że w nich nie przebywają, bo cały czas są w pracy :))
    mój status bardzo bardzo niedługo się skończy i czuję się z tym dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. strī-linga - mój status właśnie też kończy się już za-bardzo-niedługo i też się z tym czuję mocno średnio... Stąd właśnie ten post;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Również niedługo porzucę status studenta. Dołączam do grupy nie za dobrze się z tym czujących.
    A 5 lat temu wydawało się, że to tyle czasu przed nami... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. napołdnieodkrakowa - szczerze mówiąc, nie znam osoby, która z tymi zmianami czułaby się dobrze;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeraża mnie to wszystko... I ludzie się później dziwią czemu tyle młodych pędzi na studia - bo przez 5 lat młody człowiek może w miarę normalnie (czytaj godnie) żyć na zniżkach! Ehh...

    A jak to jest ze studiami podyplomowymi? Rozumiem, że nie ma się wtedy statusu studenta (pomimo tego, że nie jest ukończony 26.r.ż.)?

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś tym jest, a utrata zniżek jest tym trudniejsza, że przecież towarzyszą nam one "od zawsze";)
    Niestety, w systemie oświaty studia podyplomowe to po prostu kursy, więc o jakichkolwiek zniżkach nie ma mowy. To samo dotyczy aplikatów.

    OdpowiedzUsuń
  7. ech, niby byłam świadoma tych różnic, ale jakoś tak ladnie zebrałaś to w całość, że zaczęłam się cieszyć statusem studenta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko będzie dobrze :) :) a zmarszczek nie wypatruj one istnieją tylko w naszej wyobraźni :D.
    Bardzo fajny post. Konkretnie podsumowanie studiów, super! :)

    Pozdrawiam Paweł

    OdpowiedzUsuń
  9. Paweł - to na pewno nie było podsumowanie studiów;) Myślę, że z nimi bedę żegnać się długo i rzewnie - na blogu także, ale na to przyjdzie jeszcze czas!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mądry post, bilans zysków i strat wypada nieco niepokojąco dla szarego absolwenta. Mnie najbardziej "boli" brak zniżek, które w zasadzie były od zawsze i już się przyzwyczaiłam, że mi sie należy bo tak, a tu klops;/

    Oczekiwaniami innych się ie przejmuj, zobaczysz za chwile że ludziom życie się różnie po studiach układa. Ja miałam w grupie kolegę, leń obibok i same zale w indeksie, ale dostał super pracę. Mam drugiego kolegę który skończył studia i postanowił pracować w czymś co jest jego pasją a nie w zawodzie i został barmanem w jednym z lepszych lokali w Polsce. Dla kontrastu, najzdolniejszy moim zdaniem chłopak na roku, studia z wyróżnieniem itd. pracuje fizycznie na kompalnii. Nie ma sie co oglądać na innych i ich oczekiwania tylko żyć po swojemu, bo tak na prawdę tylko to sie liczy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kropelko - to bardzo ciekawe co piszesz. Sama jestem ciekawa jak moim znajomym ułoży się życie po studiach;) Jak myślisz, od czego to zależy? Tylko łut szczęścia? Fart? Troszkę to też niepokojące, bo jak tu wierzyć w jakąkolwiek sprawiedliwość, skoro jak piszesz studia z wyróżnieniem "dają" pracę fizyczną na kopalni?;)
    A ze zniżkami masz rację - najtrudniej chyba przestawić się z myślenia "mi się należy, bo tak";)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, to tez trochę dlatego że ta praca fizyczna na kopalni jest znacznie lepiej płatna. Obecnie "karierę umysłową" rozpoczyna się od 1500-2000 zł brutto (niestety realia) a taki pracownik fizyczny wyciągnie na dzień dobry NA RĘKĘ 2000-3000 zł. Różnica jest kolosalna. Główne pytanie brzmi ile pieniędzy potrzebujesz do życia, czy studia były z pasji i jak Twoje pojęcie o zawodzie ma się do realiów. Ja np. inaczej sobie wyobrażałam pracę na swoim stanowisku, wiele motywów sprowadziło mnie na ziemię - smutne to trochę. W zasadzie gdybym znalazła ofertę z mniejszą odpowiedzialnością (i mniej ambitną) za lepsze pieniądze to najprawdopodobniej bym się skusiła. Oczywiście to nie znaczy że nienawidzę swojej pracy czy coś, po prostu wiem już że miłości między nami nie będzie a kasa póki co bardzo średnia.

    Nie ukrywam że jestem bardzo ciekawa jak to się u Ciebie ułoży.mam nadzieję, że dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kropelko, dzięki za komentarz:) No tak właśnie myślałam - kasa, kasa, kasa:) Każdy ma prawo wyboru i rzeczywiście wśród moich znajomych są tacy, co wyżyją za 1500 zł, ale są i tacy, którzy potrzebują minimum 2500... Na poziomie absolwenta jest to faktycznie duża różnica...

    Napisz kiedyś posta o tym zderzeniu z realiami - wiem, że nasze branże są zupełnie inne itd., ale chętnie bym o tym przeczytała:)

    Pozdrawiam, ja Tobie też bardzo kibicuję;)

    OdpowiedzUsuń