czwartek, 12 kwietnia 2012

Tydzień Pełen Uciech rozpoczęty;)

Tak jak w tytule - Tydzień Pełen Uciech uważam za otwarty! Będzie on obfitował w kilka spotkań towarzyskich, odrobinę snobistycznego relaksu z książką w roli głównej i troszkę elementów Perfekcyjnej Pani Domu;) No i parę chwil nauki - ale tej zapomnianej i dawno nieuprawianej;)

A powód takiego rozhasania - nie byle jaki! Dziś dokładnie o godzinie 15.31 postawiłam ostatnią kropkę, nacisnęłam ostatni enter, parę minut po 16.00 wylądowałam w punkcie ksero i zapłaciwszy 17 złociszy wyszłam z "pierwszą roboczą ostateczną wersją mojej pracy magisterskiej";) Jutro wydruk wyląduje na biureczku mojej pani promotor, no a potem niech się dzieje wola nieba... W sumie nie łudzę się, że przygoda z pisaniem dobiegła końca - mam tylko nadzieję, że promotorka okaże się człowiekiem i nie karze mi dopisywać milionów stron, nie karze mi wywalić miliona stron (to byłaby szkoda!) i nie zmieni kompletnie mojego wspaniałego i autorskiego zamysłu. Mawiają jednak, że nadzieja matką głupich, więc wszystko okaże się za tydzień;)

Parę wrażeń "na gorąco":

- pisanie z myślą "potem to poprawię/dopracuję" jest błędem absolutnym. Takie poprawianie i dopracowywanie, mimo tego, że wcale nie było tego tak dużo, zajęło mi sporo czasu i spowodowało falę frustracji.

- jeśli jeszcze raz miałabym pisać pracę, chyba najpierw zajęłabym się lekturą przewodnika po MS Word;) Ostatnie poprawki, które miały mi zająć "w porywach do dwóch godzin", zajęły mi trzy razy tyle;/ Plus jest taki, że po moich zmaganiach z CV i magisterką czuję, że jestem teraz całkiem nieźle ogarnięta w kwestii obsługi edytora tekstu;)

- w pisaniu pracy, tak jak w wielu innych dziedzinach życia, systematyczność popłaca! Praca ciągła, choć męcząca, daje niezłe efekty - nie trzeba się ciągle "wdrażać" w pisanie i w temat, nie trzeba przypominać sobie co już się napisało i unika się ciągłego myślenia "ach, ach, ileż to ja mam już stroniczek?....". No i nie ma wyrzutów sumienia pod tytułem "o-mamo, czemu ja się tylko obijam?!". W ostatniej fazie, nad moją magisterką siadałam każdego dnia po pracy - nawet te 2 godzinki wieczorem sporo dawały i metodą małych kroczków jakoś to wszystko powstało.

- moja praca póki co ma 65 stron części merytorycznej (bez wstępu, zakończenia, bibliografii i tego typu kwiatków). Podejrzewam jednak, że trzeba będzie co nieco dopisać;/ Na tych 65 stronach zmieściłam 19 577 wyrazów, co daje 122 283 znaków (bez spacji);)

No i na koniec troszkę mniej optymistycznie - w ogóle nie podoba mi się to, co napisałam. Nie ma matczynej miłości, nie ma dumy autora dzieła - jest tylko grymas na twarzy, poczucie niesmaku i cień wstydu;P Podobno wszyscy tak mają... Niech będzie - wierzę na słowo;)

7 komentarzy:

  1. To musi być fantastyczne uczucie, będąc już w ogródku witając się z metą, tzn. z gęsią ;-)
    gratuluję i życzę udanego rozbestwienia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, miło się to czyta. Trzymam kciuki za jak najmniej poprawek :)

    I życzę przyjemnego, zasłużonego odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj zazdroszczę, przede mną jeszcze poprawa II rozdziałów i napisanie III (lic.)

    Trzymam kciuki za jak najmniej do poprawiania!

    OdpowiedzUsuń
  4. oh jak ja Ci zazdroszcze i gratuluje zarazem ! :) tez chcaialabym juz skonczyc, ale przedemna jeszcze 2 rodziały najtrudniejsze :) zmotywowałas mnie :) dziekuje :) i zycze pomyslnosci przy poprawianiu pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam i zazdroszczę, że doszłaś już tak daleko. A że nie jesteś zadowolona, coż, wydaje mi się, że ambitny człowiek jest zawsze najbardziej krytyczny właśnie wobec siebie. Mimo wszystko gratuluję i zapraszam do siebie bo właśnie rozpoczęłam swoją przygodę z samorealizacją. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. W piątek moją pracę mgr oddałam promotorowi. W nastepny piątek mam przyjsc odebrac i poprawic. Wiec bronic bede sie w pierwszym pierwszym terminie. Z mojego "dziela" tez w ogole nie jestem zadowolona. Ogolnie mam wrazenie, ze temat sobie zenujący wybralam, cala praca w ogole jest zenujaca, nieprofesjonalna i w ogole beznadziejna. Wstyd i hanba tak na prawde. Ale moje kolezanki tez maja takie wrazenie. Moja przyjaciółka mówi do mnie w takich chwilach "I co? Znów syndrom Panny Ambitne?" Ale dla mnie, moja mgr to dalej wstyd i hanba ;)Ale czy to wazne? Wazne, zeby sie obronic. Szybko i na 5 :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję wszystkim za wsparcie i Wam również życzę powodzenia:)

    Marika - jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji - też miewam myśli, że temat żenujący, że praca żenująca, że wstyd, że hańba i ja też czekam na piątek co też mi moja promotor raczy powiedzieć;) Masz rację - aby do obrony:) Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń