czwartek, 17 maja 2012

Zapuszczać korzenie?;)

Jak już wspominałam na blogu, po obronie zamierzam rozejrzeć się za inną pracą.
Ostatnio zaczęłam się zastanawiam gdzie tej pracy szukać.. I nie chodzi o miejsce, czy branżę, ale o... miasto. 

Od pięciu lat mieszkam w Warszawie, ale przecież nic prócz studiów mnie tu nie trzyma(ło)... Teoretycznie stolica daje najwięcej możliwości i szans, uważa się też, że to zagłębie wolnych wakatów;) Tyle, że oczywiście jest to też miasto drogie, w którym przynajmniej przez kilka najbliższych lat nie mam szans na własne - kredytowe eM... Trochę inaczej wygląda sytuacja w moim rodzinnym mieście - tam czeka na mnie puste, fajne mieszkanko... 

źródło: grafiki google
To wszystko jest bardzo skomplikowane, bo o ile wcześniej zarzekałam się, że ta Warszawa jest "fe" i "be", o tyle teraz sama nie wiem czy czuję się gotowa na taką przeprowadzkę. Z jednej strony nie przepadam za Wielkim Miastem i w sumie chętnie widziałabym swoją przyszłość w mniejszym, bardziej malowniczym miejscu. Z drugiej jednak, wyprowadzka w tym momencie byłaby dla mnie jednoznaczna z porzuceniem studenckiej beztroski... 


Wiem oczywiście, że charakter tych wątpliwości jest czysto teoretyczny. Pewnie zdobycie pracy w moim mieście będzie jeszcze trudniejsze niż w Warszawie... 



Ale jeśli...? Czy byłabym gotowa na tak dużą zmianę? Czy byłby to krok w tył? A gdybym jednak stwierdziła, że chcę jeszcze pomieszkać w stolicy, to czy nie byłaby to skrajnie nieekonomiczna decyzja?...

A Wy zdecydowalibyście się na migrację z powodu pracy? Jesteście związani z miejscem swoich studiów czy może planujecie po zakończeniu nauki większą przeprowadzkę? A może macie już tak silną potrzebę "zapuszczenia korzeni", że obojętne gdzie, byle na stałe?:)

8 komentarzy:

  1. Hej!
    W moim przypadku było tak, że studia zaczęłam w rodzinnym mieście.
    Teraz kupujemy mieszkanie w tym samym mieście i następne 2 lata na pewno spędzimy w Łodzi z powodu studiów.

    Jednak przestałam mieć sentymenty i gdybyśmy obydwoje dostali świetne możliwości co do pracy to byśmy przeprowadzili się bo obecne miasto nie daje aż tak dużych możliwości fajnej pracy.

    A zapuszczać korzenie można wszędzie i nie zawsze przeprowadzka oznacza totalnie ich wyrwanie:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Lasubmersion, dzięki za komentarz;) Wiesz, właśnie chodziło mi o to, że w życiu rzadko jest takie zgranie - zazwyczaj to "jedno z pary" dostaje propozycję pracy i jest dylemat czy żyć na odległość, a jeśli tak to jak długo...
    Póki co w Wawie "trzyma" mnie mój Luby i podyplomówka, którą dopiero chce rozpocząć... Wiem jednak, że to marniuśkie argumenty, biorąc pod uwagę, że gdzieśtam czeka na mnie mieszkanie...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Poruszyłaś ważny problem.
      Mnie ciężko byłoby zaakceptować fakt, że np. mój narzeczony dostaje świetną ofertę pracy, a ja zostaję na lodzie(i jednocześnie muszę rzucić wszystko, co do tej pory z mozołem budowałam).
      Kiedyś myślałam o wyjeździe do Brukseli(zawsze marzyły mi się tłumaczenia symultaniczne), ale na chwilę obecną wiem,że to niemożliwe.
      Nie mogę wymagać od swojego mężczyzny tak dużego poświęcenia jakim byłby wyjazd za granicę, a związku na odległość też sobie za bardzo nie wyobrażam.

      Zawsze jest coś za coś niestety...

      Usuń
  3. Fakt, Warszawa wydaje się dawać większe perspektywy do znalezienia pracy, ale i koszty utrzymania są dużo wyższe, więc coś za coś. U Ciebie sprawa przedstawia się o tyle dobrze, że gdzieś czeka na Ciebie mieszkanie i tu pojawia się pytanie, przeprowadzać się "tam" mieć mniejsze możliwości, ale mieszkanie, czy zostać w Warszawie i ciągle coś wynajmować.

    Ja jeszcze się nad sprawą gdzie zamieszkam w przyszłości nie zastanawiałam. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie mieszkać w innym mieście (no ewentualnie w najbliższej okolicy)niż w tym, w którym mieszkam całe życie. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mieszkam pod Warszawą, więc mam swój spokój, ale i perspektywy w Warszawie. Ale jak wiadomo życie potrafi zaskakiwać, więc nie mam pojęci gdzie wyląduję za parę lat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Happiness - mieszkanie pod Warszawą ma swoje plusy:) Niby nigdy nie wiadomo, jak potoczą się nasze losy, ale o tym, że "tak się życie ułożyło" można mówić po kilku latach - bo tak naprawdę życie nigdy "samo się nie układa", żeby się "ułożyło jakoś" trzeba podejmować decyzje;) To jest coś, z czym muszę się skonfrontować w najbliższym czasie i z czym, nie ukrywam, mam problem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. przenieść się dla pracy? też o tym myślałam i szukałam po za Perugią swojego miejsca. aż tu nagle zadzwonili do mnie z jednej małej miejscowości pod Rzymem i się przestraszyłam tego, bo znów byłabym sama i od nowa musiałabym zacząć wszystkie znajomości z ludźmi i miejscami... nie pojechałam nawet na rozmowę kwalifikacyjną, bo nie. bo zapuściłam już pewnego rodzaju korzenie, bo silą rzeczy jeśli się przenosisz to na nowo musisz się ułożyć ze światem i jak dla mnie jest to cholernie męczące.
    uważam jednak, że jeśli utrzymywałaś kontakty z przyjaciółmi, których miałaś przed studiami w swojej rodzinnej miejscowości to czemu nie. w sumie to "powrót" a nie "nowe-nieznane", powinno być łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. hAg- dzięki za opinie;) Poza garstką rodziny, i to nie "naj-najbliższej", w rodzinnym mieście nie mam w sumie nikogo.. Koleżanki powyjeżdżały na studia, wracać raczej nie planują, a resztą powychodziła za mąż, porodziła dzieci i kontakty jakoś się urwały...
    Na razie na szczęście nie stoję przed takim wyborem. Co będzie jeśli... sama nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisząc bardzo szczerze, nie wyprowadziłabym się z rodzinnego domu dla pracy. Tu mam wszystko(tak myślę nawet nie mając pracy), a "tam" miałabym tylko pracę. Bardzo przywiązuję się do miejsc, wiję z czułością i namaszczeniem swoje gniazdko, stąd chcę wylatywać i tu wracać, tak już mam :-)

    OdpowiedzUsuń