poniedziałek, 25 czerwca 2012

Absolwent na rynku pracy - problemy i bolączki...;)

Rynek pracy śledzę tak naprawdę od końca pierwszego roku studiów - początkowo moje zainteresowania obejmowały typowe prace "studenckie" i "dorywcze", potem zaczęłam rozglądać się za praktykami kierunkowymi, aż wreszcie zaczęłam śledzić oferty pracy "w branży". Przeszłam wiele rozmów kwalifikacyjnych, spotkałam się z najróżniejszymi oczekiwaniami pracodawców, przeczytałam bardzo wiele artykułów/publikacji dotyczących skutecznego szukania pracy i... myślałam, że dzięki temu po studiach będzie mi łatwiej... Okazuje się, że nawet stosunkowo "pracowity" absolwent w zderzeniu z rynkiem pracy może poczuć się... co najmniej nieswojo;)

Składa się na to kilka kwestii:


- przede wszystkim, przynajmniej w moim przypadku, zmianie ulega podejście do pracy. Do tej pory praca była dla mnie uzupełnieniem studiów - to studia miały dać mi wiedzę i wyższe wykształcenie, a praca przede wszystkim była miejscem, które przynosiło mi dochody. W tym momencie priorytety się zmieniają - wszelkie formy dokształcania mają na celu podniesienie moich kompetencji w miejscu pracy, a sama praca ma umożliwiać jako taki rozwój. 


- dochodzi też potrzeba stabilizacji - oczywiście nie poszukiwania pracy wyglądają jednak troszkę inaczej. dotyczy ona wszystkich, ale większość z moich znajomych zmęczona jest "kombinowaniem" i interesuje ich praca względnie stała, która też będzie przynosiła stały dochód. 


- o ile student jest bardzo elastyczny, jeśli chodzi o formy zatrudnienia, o tyle absolwent musi wszystko obliczać, przeliczać. Umowa zlecenia, chociaż chętnie oferowana przez pracodawców, daje bardzo niewielkie zabezpieczenie - zarówno socjalne (składki), jak społeczne (pewność pracy). Poza tym, absolwent musi też liczyć się z koniecznością opłacania wszystkich albo prawie wszystkich składek - właśnie w ten sposób od obrony zarabiam ok. 500 zł mniej w skali miesiąca:(


- zmianie ulegają też metody szukania pracy. CV i list motywacyjny mam wymuskany do "ostatniej kropki";) Każdy list motywacyjny zmieniam dla potrzeb konkretnego pracodawcy. Dokumenty aplikacyjne wysyłam w formie pdf. Teraz to nie ja mogę sobie pozwolić na wybrzydzanie, ale to pracodawca wybiera i przebiera w aplikacjach całej rzeszy absolwentów;/

 
- inną kwestią jest też to, że trzeba przywyknąć do tego, że poszukiwania pracy mają inną częstotliwość. Gdy szukałam pracy podczas studiów, dziennie potrafiłam wysłać 2-5 CV (a gdy szukałam pracy pierwszy raz liczba ta sięgała nawet 10 - po prostu wtedy interesowała mnie w zasadzie każda praca "w usługach"), teraz oferta na którą mogę odpowiedzieć pojawia się raz na kilka dni. Przyczyna leży oczywiście w tym, że teraz szukam pracy w określonej branży i na stanowisku "początkującym". Oczywiste jest to, że nie aplikuję na stanowiska "starszych specjalistów", ponieważ nie spełniam podstawowych wymogów:) Inną kwestią jest jednak fakt, że staram się nie ograniczać tylko do najpopularniejszych portali rekrutacyjnych - zamieściłam "swoje" ogłoszenie na portalu dla poszukujących pracy (a,nuż;), zdarza mi się też wysyłać CV do firm "bez ogłoszenia"... 

Źródło: demotywatory.pl


Pracy szukam od ponad 2 tygodni. Do tej pory byłam na jednej rozmowie i dotyczyła ona i tak praktyk absolwenckich. Nie idzie mi rewelacyjnie i miewam chwile zwątpienia. Zdaję sobie sprawę, że dwa tygodnie to wcale nie tak wiele, wiem też, że póki co dam sobie radę finansowo, bo przecież notabene pracuję. Gdzieś po głowie plącze mi się myśl, że w takiej sytuacji jak ja jest przynajmniej połowa mojego roku, ale szczerze mówiąc, nie jest to dla mnie szczególnie pocieszające... 

Do szukania pracy zagrzewa mnie niemal każdy, argumentując, że jeśli teraz nie zacznę zdobywać doświadczenia kierunkowego, potem będzie mi coraz, coraz trudniej...


 



Korzystam z dobrodziejstwa posiadania bloga i proszę Was o radę:) Może coś Wam się nasunęło po lekturze tego posta? Może macie jakieś(kolwiek) rady, wskazówki? Każdy kiedyś zaczynał - jak sobie to ułatwić? :)

15 komentarzy:

  1. Nie pisz listów motywacyjnych! CV samo powinno się wybronić :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli w ogłoszeniu jest napisane, że chcą i CV i list motywacyjny to wysyłam i to, i to. Wydaje mi się, że to element "czytania ze zrozumieniem";)
      Wiem, że w sumie mało kto w ogóle czyta te listy, no ale...
      Ja też uważam, że te listy nic nie wnoszą;)

      Usuń
    2. A skąd!
      LM nadaje się tylko wtedy, gdy w ogóle nie masz doświadczenia, którego wymagają. Wtedy ma to mały sens, ale i tak kandydaturę odrzucają z braku potrzebnego doświadczenia.

      LM należy wysyłać też tylko w wypadku, gdy jest wyraźnie napisane, że bez tego dokumentu nawet nie przyjmą aplikacji (a to zdarza się raz na tysiąc ofert).

      LM to strata czasu, swoje motywacje i tak prezentujesz na ewentualnej rozmowie kwalifikacyjnej.

      Usuń
    3. Wiesz, tak naprawdę mam napisany jeden list motywacyjny, a jedyne co w nim zmieniam to adresata, więc nie jest to wiele roboty. A jeśli ma mi to choć minimalnie pomóc w poszukiwaniach to niech będzie...
      Oczywiście, jak pisałam wyżej, LM wysyłam tylko jeśli jest to wymagane wprost w ogłoszeniu:)

      Usuń
  2. Nie ma rady, trzeba szukać, szukać, szukać i się nie poddawać.

    Osobiście zauważyłam, że większa skuteczność przynosi wysyłanie CV i LM na ogłoszenia znajdujące się w zakładkach "praca"/"kariera" na stronie konkretnych firm - mniejsza konkurencja niz pryz portalach typu pracuj pl. Poza tym wydaje mi się, że w wypadku małych firm skuteczniej przejść się osobiście z dokumentami niż tylko wysyłać na maila.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropelko - zakładki "kariera" są mi dobrze znane, ale jak na razie nikt się nie odezwał po takiej formie aplikowania. Może jeszcze coś ruszy:)

      Właśnie rozważam też osobistą rundkę po mniejszych firmach, ale przyznaję, że zastanawiam się czy w ogóle przebiję się przez domofon lub/i sekretariat...

      Usuń
    2. Najlepiej jest dzwonić z pytaniem kto konkretnie zajmuje się rekrutacją i to do niego uderzać. Wysyłka dokumentów to czekanie na ich ruch, a na to nie warto liczyć :)

      Usuń
    3. Dzięki za podpowiedź! Może rzeczywiście spróbuję w ten sposób:)
      Tyle tylko, że myślę, że ta metoda ma sens zwłaszcza w przypadku małych firm, a tam rekrutacją zajmuje się właściwie "każdy" - począwszy od sekretarki obsługującej skrzynkę mailową biura, po właściciela/dyrektora/kierownika, który podejmuje rzeczywistą decyzję.
      No ale tak czy siak - od dziś na pewno będę się rozglądała za adresami mailowymi osób "decyzyjnych":)

      Usuń
  3. też mi się tak wydaję, że potem będzie coraz trudniej. grunt to nie przejmować się. nikt nie mówił, że będzie łatwo. dasz sobie radę. trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w sumie wiadomo, że kiedyś trzeba zdobyć to doświadczenie i wydaje mi się, że o ile jest to w miarę "akceptowalne", że absolwent ma to doświadczenie niewielkie, o tyle w przypadku osoby 2-3 lata po studiach jest to już bardziej niepokojące...;)
      Poza tym teraz jestem na pewno bardziej skłonna do poświęceń (niska płaca, duży nakład pracy własnej) i ryzyka (np. rezygnacja z obecnej pracy), niż będę za kilka lat:)
      Dzięki:)

      Usuń
  4. A jak zrobiłaś to, że jest w pdf'ie ? A osobiście roznosisz w teczkach czy zwykłych białych ko0pertacvh zaklejonych ? Też zaczynam szukać pracy, więc każda porada się przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście jeszcze nie roznosiłam, więc sama nie wiem jak lepiej:) Najlepiej weź sobie i w kopercie i "solo" (np. w koszulce) i w zależności od tego z kim będziesz rozmwaiała, będziesz podejmowała decyzję którą wersję zostawić:)

      Co do pfd-a jest taka opcja w wordzie:) Robisz "zapisz jako.." i tam wybierasz format:) Ja musiałam sobie ściągnąć jakąś aktualizacje, ale skoro JA sobie z tym poradziłam, to Ty na pewno też sobie poradzisz:) Ewentualnie możesz zaszyfrować dokument w .doc tak, żeby nikt nie mógł wprowadzać zmian - to też fajna opcja, bo przynajmniej nikt nie wykorzysta Twojego szablonu:)

      Usuń
  5. Martkiko, wydaje mi się, że dla absolwentów najbardziej szkodliwe są "okresy nic nierobienia", albo po prostu "puste cv". Ty jesteś w tej komfortowej sytuacji, że masz pracę i chcesz ją po prostu zmienić. :)

    Z moich doświadczeń (i doświadczeń wielu moich znajomych) wynika, że pracę "w branży" najłatwiej dostaje się chyba poprzez staż, kiedy pracodawca poznaje daną osobę i stwierdza, że warto w nią inwestować (czytaj:zatrudnić). Z tym że często na staż trudno sobie pozwolić z czysto materialnych względów... :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Miało być oczywiście: Martiko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) No jestem tego świadoma, sama też jedną pracę zdobyłam dzięki wcześniejszym praktykom. Na bezpłatne praktyki/staże nie mogę sobie pozwolić, ale na płatne wysyłałam i wysyłam zgłoszenia:)

      Usuń