czwartek, 14 czerwca 2012

Pamiętam, że...

Pamiętam, że...

... że gdy kończyłam ogólniaka miałam poczucie, że "świat" i "prawdziwe życie" dopiero się przede mną otwierają. Miałam przed sobą studia, wyjazd do Wielkiego Miasta i myślałam, że już za chwilę podbiję wszystko, co tylko zechcę. Swoją osobowością, oczywiście;)

... że gdy wyjechałam do Wielkiego Miasta myślałam sobie, że swoją szczerą "chęć" zamienię szybko w namacalnego pieniążka:)

... że gdy stałam na dworcu PKP z niedużą torbą, w której zmieściłam "wszystko to, co do życia niezbędne" wiedziałam, że przede mną Prawdziwa Przygoda i szkoda mi było kolegów i koleżanek, którzy z różnych przyczyn nie zdecydowali się na smakowanie tej Przygody (czytaj: zostawali w moim rodzinnym mieście).

.... że gdy nie zaliczyłam pierwszego egzaminu, najbardziej na świecie bałam się, że skreślą mnie z listy studentów i będę musiała wracać do mojej mieściny ze spuszczoną głową i poczuciem porażki;)

... że gdy dwa miesiące później podchodziłam do egzaminu komisyjnego, wiedziałam, że prędzej zacznę karierę sprzedawcy w H&M niż wrócę ze spuszczoną głową;)

.... że pół roku później zaczynałam karierę recepcjonistki medycznej, z podniesioną głową i przepustką na drugi rok studiów:)

... że potem nim się obejrzałam minęło kolejne 4 lata:)

Pamiętam też wiele innych rzeczy - swoje pierwsze spagetii, pierwszą nieudaną zupę pomidorową, kilka niezapomnianych imprez, parę nieprzespanych nocy, wakacje pod namiotami i dużo, dużo uśmiechu:) Teraz uczę się życia "prawie-po-studiach" - a w tym życiu nie ma już tak dalekosiężnych planów, jest za to nudna codzienność, której tak bardzo się bałam. Jest frustracja, że nikt nie jest zainteresowany moim CV, jest obawa, że źle wybrałam i.. że po prostu nie dam sobie rady w tym "dorosłym świecie"...

19 komentarzy:

  1. Ja zderzyłam się z tą rzeczywistością zaraz po maturze, bo jak niektórzy Twoim koledzy wybrałam swoją mieścinę :-). Prawda jest jednak taka, że nigdy nie chciałam wyjechać do Wielkiego Miasta, zawsze chciałam znaleźć dla siebie miejsce.. na miejscu. Dlaczego piszę, że się zderzyłam z rzeczywistością? Bo zaraz po maturze poszłam do pracy, pracowałam w barze, który raczej nazwałabym meliną. Było ciężko, ale dzięki znajomym i sporej grupie przyjaciół, która "chodziła ze mną do tej pracy" przetrwałam, a nawet dobrze się po pewnym czasie zaczęłam bawić. Gdy jednak taka praca, mimo, że od początku określana mianem tymczasowej zaczęła mnie męczyć poszłam na studia i do innej pracy, tylko dorywczej, bo wybrałam dzienny tok studiów. W tej też zderzyłam się z rzeczywistością, mimo, że była to ambitna, a wręcz prestiżowa praca. Zrozumiałam jednak ile wysiłku, ile czasu i ile siebie trzeba wkładać w bycie profesjonalnym. Udawało mi się to, bez uszczerbku na indeksie, ale było ciężko i trudno - a marzeniach o pracy, (która nota bene była moją pasją)nie było mowy o trudzie i poświęceniu.. Tak właśnie zderzamy się co rusz, zderzamy, czasem upadamy, a niekiedy tylko potykamy się, wstajemy, oglądamy za siebie czy nikt nie patrzył i idziemy dalej, zawsze idziemy dalej. Wydaje mi się, że trzeba zderzać się milion razy, żeby uodpornić się na ból głowy albo po prostu znaleźć dla siebie miejsca, gdzie już nie ma ścian. Po czasie, wysiłku i z trudem przyjdzie taki moment. Założę się, że masz piękne CV, więc przyjdzie wcześniej niż myślisz, tylko nie martw się, załóż kask i do przodu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melenko, moje rozsądne alter ego wie, że masz rację - zwłaszcza w tym, że "trzeba zderzać się z milion razy", ale ta Dziewczyna Po Ogólniaku ciągle chce wszystko szybko, sprawnie i bez bólu:)

      Dziękuję za wsparcie i dziękuję za tak długi, ciekawy komentarz:) Przeczytałam z zainteresowaniem, bo u siebie nigdy nie piszesz o "przeszłości":) Pozdrawiam!:)

      PS. Miło się wspomina te prace, "do których chodziła z nami połowa znajomych":) Wiadomo, że to rozwiązanie tymczasowe, ale chyba właśnie dlatego to takie miłe wspomnienia:)

      Usuń
    2. Ciekawe spostrzeżenie, rzeczywiście nie piszę o przeszłości, ale.. wcale nie jest to nie jest jakiś celowy zabieg :-) Wiesz, że piszę bardzo szczerze i zdarza mi się poruszać kwestie wręcz intymne, zatem nie unikam żadnym tematów pod pretekstem wstydzenia się czegoś, u mnie nie ma tematów tabu ;-)Tak naprawdę chyba jest tak, że jak nigdy dotąd jestem pogodzona z przeszłością, mam ją poukładaną i zamkniętą. Nie myślę o niej, nie analizuję jej i pewnie dlatego tak rzadko o niej piszę. Teraz jak wiesz myśli moje zaprząta przyszłość i dlatego wciąż ten temat wałkuję. Wybacz za tę prywatę i panoszenie się u Ciebie, ale napisałaś o czymś co uświadomiło mi pewną, nader miłą kwestię :-)
      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki!!! :-)

      Usuń
    3. Oczywiście nie masz za co przepraszać:) Miło, że ten "trochę-pesymistyczny" post wywołał u Ciebie tak miłe spostrzeżenie:)

      Kwestia "zamknięcia" za sobą przeszłości jest bardzo ważna i trochę Ci tego zazdroszczę. Ja mam wciąż kilka spraw "rozgrzebanych" i niewyjaśnionych.. i właściwie nie wiem czy kiedykolwiek zmieni się ich status;) Nie są to kwestie, które rzutują na moje codzienne życie, część z nich była tak dawno, że zostawiłam to już za sobą, ale jednak czasami wracają do mnie takie przemyślenia o tym, co było i niestety bywa, że mnie to męczy...

      Usuń
  2. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo :-) ale osiągnęłaś już sukces - nie wróciłaś ze spuszczoną głową, teraz potrzebujesz tylko trochę czasu i wytrwałości, a na pewno inne cele też uda się osiągnąć.
    Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Że będzie łatwo obiecywałam sobie ja! Może nie tyle obiecywałam, co miałam nadzieję...;)
      Ze spuszczoną głową rzeczywiście nie wróciłam, ale priorytety i horyzont zmieniają się razem ze mną..:) O ile parę lat temu oczekiwałam od siebie skończenia studiów, o tyle teraz jest to znalezienie stałej pracy i jakkolwiek to brzmi "wspinanie się po szczebelkach"..
      Trudne to życie;) Ciekawa jestem jak moje cele będą wyglądały za kolejne 5 lat:)

      Usuń
  3. ja mam zupełnie odmienne uczucia;p
    mimo, że czeka mnie tak jak Ciebie kiedyś wyjazd do Wielkiego Miasta po przygodę mam masę wątpliwości ale wiem jedno- na pewno nie wrócę do domu z podkulonym ogonem!
    osiągnęłaś już sukces- podbiłaś świat tak jak chciałaś:)chyba zawsze gdy cos się kończy człowiek ma obawy... ale jeśli poradziłaś sobie kiedyś teraz też dasz radę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina, kiedy ja wyjeżdżałam do Wielkiego Miasta to oprócz głodu Przygody miałam też straaasznego cykora!:) Taka przeprowadzka to wielka zmiana, więc obawy są normalne:) Tak czy siak, ja nigdy nie żałowałam zmiany, na jaką wtedy sie zdecydowałam:) Mam nadzieję, że Tobie też się spodoba:)
      Powodzenia!:))

      Usuń
    2. och mam nadzieję, że za parę lat będę mogła powiedzieć, że choć było ciężko to jednak było warto:)
      bardzo mi pomógł twój post- coraz bardziej wierzę, że dam sobie radę w tym wielkim mieście:)

      Usuń
    3. Dasz na pewno! :)
      Ja zanim wyjechałam byłam niesamowitą ciapą - miałam (i nadal mam) bardzo kiepską orientację w przestrzeni, więc moja mama była przekonana, że w ogóle nie będę potrafiła dotrzeć na zajęcia;) W efekcie "zgubiłam" się jakieś 3 razy, ale "koniec języka za przewodnika":)
      Do tego nie umiałam gotować, wszystko notorycznie gubiłam i ogólnie byłam mało ogarnięta:) Teraz sama siebie nie poznaję i to właśnie teraz "bardziej siebie lubię":)

      Usuń
    4. wygląda na to że jesteśmy bardzo do siebie podobne;p

      Usuń
  4. Myślę że mimo wszystko miło tak znaleźć czas i przez chwilę zatrzymać się podsumować w kilku zdaniach to co było i to co miejmy nadzieję będzie. Dobrze że ktoś wymyślił blogi i my możemy przeczytać takie posty, i że Ty możesz się podzielić z nami tą chwilą na rozdrożu, pomiędzy jednym etapem a drugim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;)
      Masz rację, blogi to wspaniała sprawa;)
      Pozdrawiam;)

      Usuń
  5. Niestety, życie ciągle daje kopa w tyłek. Raz jest się na wozie, raz pod wozem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczęście, radość i spełnienie nie może towarzyszyć nam cały czas, choć często i owszem ;)
    Raz trzeba coś odłożyć, raz z czegoś zrezygnować, nie znaczy to jednak, że ponieśliśmy klęskę.
    Przegraliśmy jakąś bitwę, ale po pierwsze będzie ich jeszcze wiele w naszym życiu, a po drugie nie możemy wygrywać każdej :D

    Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że znajdziesz swoje miejsce i pomysł na życie jaki będzie Cię w pełni satysfakcjonował i przywoływał uśmiech na twarzy :)

    Pozdrawiam serdecznie Paweł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;) Wszystko co piszesz jest oczywiście prawdą, ale wiadomo, że każdy boi się, że ta "przegrana bitwa" będzie trwała zbyt długo... Nie wiadomo, co jeszcze życie nam zgotuje - jest to z jednej strony fascynujące i motywujące, ale z drugiej przerażające:))

      Usuń
  7. tak jak dziewcyny napisały wcześniej - dałas sobie radę wcześniej . dasz i teraz. uwierz w siebie. wszystko będzie dobrze. zycze ci aby wszystko ulozylo sie po twojej mysli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Naprawdę nie spodziewałam się tylu miłych i podnoszących duchu słów!:)
      Właśnie z wiarą w siebie wciąż u mnie kiepsko, ale muszę popracować nad "potęgą (mojej) podświadomości":)

      Usuń
  8. Ten post pokazuje, że nie jestem sama z moimi myślami w tym temacie :) Mam bardzo podobnie i tęsknie za czasami, gdy każdy sukces był dla mnie krokiem milowym, a porażka nie była tak gorzka jak teraz :( Ale w sumie po to mamy nasze "dorosłe" życie, aby robić z nim to co chcemy :) Tak sobie przynajmniej tłumaczę, bo rzeczywistość jest brutalna :)

    OdpowiedzUsuń