wtorek, 10 lipca 2012

Praca magisterska - zamknięcie tematu

Dziś wracam do niedalekiej przeszłości i ostatecznie zamykam temat mojej magisterki:) Wszystkie posty związane z pisaniem miały raczej charakter "sprawozdawczy" - a dziś chciałabym to troszkę podsumować i opowiedzieć o swoich przemyśleniach.

Generalnie myślę, że
osoby piszące pracę dzielą się na dwie grupy. Jedna ma ambicje na stworzenie Dzieła - wybiera więc unikalne tematy i jest przygotowana na problemy z dostępem do bibliografii i długie godziny spędzone w bibliotece. Druga zaś chce mieć w miarę przyzwoitą pracę, ale możliwie jak najniższym kosztem. Pewnie są też osoby, którym nie zależy na jakości i decyduje się na poleganie na Wikipedii i jednej książce albo zleca napisanie komuś innemu, ale myślę, że takich osób jest stosunkowo niewiele.

Ja bez bicia przyznaję, że należałam do tej drugiej grupy -
oczywiście chciałam, żeby praca została dobrze oceniona, ale tez byłam świadoma, że nie dam rady poświęcić temu bardzo wiele czasu. Muszę też przyznać, że jestem z siebie po prostu dumna - pracę napisałam w terminie (a nawet oddałam ją trochę wcześniej, dzięki czemu obroniłam się też stosunkowo szybko), nie zarwałam (niemal) żadnej nocy, w międzyczasie pracowałam na prawie cały etat i raz w tygodniu chodziłam za zajęcia. 
 
Jakie mam przemyślenia?:)


Temat pracy to moim zdaniem najważniejsza kwestia. Warto wybrać taki, w którym czujemy się dość dobrze (chociaż on i tak zdąży nam trzy razy zbrzydnąć):) Warto też rozejrzeć się wcześniej za bibliografią - warto  mieć w zapasie sporo literatury.

Plan pracy
jest bardzo potrzebny i nie jest tylko kaprysem promotorów. Dobrze zrobiony plan pozwala na systematyczne pisanie i racjonalną ocenę ile jeszcze zostało do upragnionego końca. Minimalizuje tez ryzyko, że za bardzo "odejdziemy" od tematu.

Systematyczność
to klucz do sukcesu. Pracę zaczęłam na poważnie pisać w listopadzie, ale potem miałam trochę przerwy z uwagi na okres okołoświąteczny. Tak naprawdę z kopyta ruszyłam dopiero w połowie stycznia. Pisać skończyłam przed weekendem majowym, a w majówkę zajmowałam się czytaniem, poprawianiem stylistyki itd. Co tydzień w sobotę odwiedzałam bibliotekę i spędzałam tam ok. 5 godzin. W bibliotece starałam też sobie skserować coś, żeby mieć co pisać w niedzielę;) W końcowej fazie pisania, nad pracą siadałam nie tylko w weekendy, ale też każdego wieczora. Taki okres trwał ok. 2 tygodnie. Generalnie uważam, że najlepszą opcją byłoby wzięcie dwóch tygodni wolnego i codzienne pisanie po kilka godzin. Uważam, że w takim czasie spokojnie można się wyrobić, a jest to wygodniejsza i bardziej skondensowana opcja.

Warto zainwestować w książkę (lub dwie;)
. Ja zaraz po wyborze tematu trafiłam ma promocję -50% w mojej ulubionej księgarni. Szybko zdecydowałam się na zakup dwóch książek i myślę, że w kontekście mojej magisterki były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Na tych książkach opierałam się przez cały czas, one były podstawą mojego planu pracy, one też nie raz były źródłem mojej bibliografii;)

Nie należy ignorować spraw technicznych
, związanych z poprawianiem, stylistyką, interpunkcją, dopisaniem czegośtam, dopieszczeniem bibliografii itd. Akurat to zabrało mi bardzo dużo czasu i zmęczyłam się przy tym dużo bardziej, niż przy samym pisaniu.

A przede wszystkim - pracy nie można demonizować:) Wiadomo, że każdy z nas ma inne zdolności i predyspozycje i nie każdy dobrze odnajduje się w pisaniu, ale prawda jest taka, że KAŻDY przy odrobienie samozaparacia jest w stanie się obronić:)


Niniejszym zamykam temat magisterki:) Parę dni temu wypełniałam pewne dokumenty i po raz pierwszy miałam okazję zaznaczyć opcje
"wyższe" w rubryce "wykształcenie":)

10 komentarzy:

  1. Sama prawda:) Ja jestem chyba w obu grupach:) na pierwszym kierunku poszłam na łatwiznę a na drugim wkopałam się w zbyt ambitny temat:)

    Reasumując bardzo się cieszę, że jestem już po tym etapie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kropelko - to fajnie, mogłaś to sobie porównać:) Ale ja też cieszę się, że mam to za sobą. Jestem osobą, której pisanie przychodzi dość łatwo (pracowałam nawet w wydawnictwie), ale jednak magisterka to inna para kaloszy:) W ogóle muszę przyznać,że gdybym teraz miała stałą, miłą pracę, te całe studia z uśmiechem na twarzy wrzuciłabym do szuflady "kosz";)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba bym umarła pisząc tyle czasu prace, co Ty!
    Mnie sporo czasu zajęły same badania - niemal 2 miesiące wyjęte z życia. Samo pisanie i opracowywanie to już akurat kilka nieprzespanych nocy - mnie akurat lepiej pracuje się po 21.00 ;)

    Mnie też mówiono, że da się wyrobić w 2 tygodnie, byle tylko nie przedłużać agonii z pisaniem. Sama prawda, szczególnie jeśli temat nie jest tym wymarzonym :)

    Ogólnie jednak myślę, że pisanie pracy jest bez sensu - rzeczywiście każdy może napisać (o ile przetrwa 5 lat studiów i egzaminy), wychodzi więc na to, ze magistrem zostaje ten kto ma tyle samozaparcia by siedzieć w bibliotece i pisać. Dobrze, że mam to za sobą i koszmar pt. Magisterka wreszcie się skończył! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie mojej pracy było dość rozciągnięte w czasie, bo właśnie pracowałam, więc początkowo poświęcałam temu tylko weekendy, no i też oczywiście nie wszystkie;) Nadal uważam, że lepszym pomysłem byłoby skupienie się przez 2 tygodnie i napisanie tego od początku do końca, ale niestety ja nie miałam takiej możliwości. Mnie też się dobrze pracuje po 21.00, ale jeśli wiedziałam, że przed 7.00 wstaję do pracy to sobie darowałam ślęczenie po nocach;)
      W każdym razie, dzięki temu, że zaczęłam stosunkowo wcześniej, ominęła mnie panika "tuż przed terminem oddania":)

      Nie do końca się zgodzę się z tym, że magistrem zostaje ten, kto ma "dość samozaparcia, żeby siedzieć w biblio" - przez 5 lat były egzaminy, kolokwia, sesje i nieprzespane noce, więc magistrem zostaje ten kto ma dość samozaparcia, żeby przez to przejść:) Pisanie pracy jest formą zakończenia i tyle. Równie dobrze na niektórych kierunkach/uczelniach taką formą jest egzamin końcowy.

      Usuń
  4. Mam bardzo podobne przemyślenia co Ty. :) I w sprawie książek zgadzam się w 1005 - jeśli tylko są główne pozycje książkowe do tematu, to warto je mieć przy sobie. Przy licencjacie miałam, przy magisterce nie - i to był błąd. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie te książki "ratowały mnie" wiele razy:) Teraz mam już ich dość i schowałam je głęboko, bo już nie mogłam na nie patrzeć, ale faktem jest, że to była taka "baza" i dla stworzenia sensownego planu i dla samego pisania:)

      Usuń
  5. gratuluję! Ja wczoraj obroniłam mgr :-) Nawet na 6 mówiąc nieskromnie:-)

    Pozdrawiam i ściskam!

    http://www.iwonaturzanska.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 6?! Jak to możliwe?!;)

      W każdym razie - gratuluję! Znam to uczucie ulgi!:)

      Usuń
  6. Twoje rady są naprawdę bardzo ważne. I przestrzeganie ich da pełen sukces;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy post - ja właśnie staje przed wyzwaniem pisania pracy magisterskiej. Chcę zabrać się za to wcześniej, oddać ją nawet długo przed terminem, bo na sesje letnią została mi jedna kolubryna do zdania, więc nie chcę się przy niej rozpraszać.

    Z jednej strony - mam temat którym interesuję się od drugiego roku, więc dużo już poczytałam. Z drugiej - właśnie - dużo wiem, i trudno mi się zdecydować o czym dokładnie chcę pisać, najchętniej wykorzystałabym całą wiedzę, ale wtedy będzie to praca nijaka i bez kontekstu - a chcę, aby była przyzwoita.

    Kilka dni temu kupiłam książkę Umberto Eco "Jak pisać pracę dyplomową" - bardzo przydatny poradnik.

    OdpowiedzUsuń