czwartek, 16 sierpnia 2012

Projekt "Królowa Szos" zakończony!:)))

Udało się:) Co za ulga!:)

Projekt „Królowa szos” ruszył tak naprawdę ponad rok temu. Najpierw przez zły wybór szkoły mój kurs trwał o parę miesięcy za długo, potem miałam problem z wyegzekwowaniem od szkoły odpowiedniego zaświadczenia – w końcu, niemal po pół roku od rozpoczęciu kursu, zapisałam się na pierwszy egzamin… Sześć (!) nieudanych podejść, trochę łez i wiele zwątpienia, no i oczywiście mnóstwo czasu i pieniędzy, które poświęciłam na doszkalanie… 

Jak widzicie, moja droga do „prawka” była drogą trudną i wyboistą;) Teraz to wszystko już za mną i chociaż nie udało mi się zdać tak szybko, jak planowałam, czuję ogromną radość i ulgę;) Na szczęście wyrobiłam się przed tymi głośno zapowiadanymi zmianami;) Przyznaję, że po pewnym czasie sprawa prawa jazdy stała się już kwestią ambicjonalną. No bo ja mam nie zdać? Skoro tyle już w to włożyłam (wysiłku i kasy)? Zdam! Oczywiście, że zdam! Tyle, że po prostu akurat tym razem się nie udało;)
Ta cała moja przygoda z prawem jazdy nauczyła mnie naprawdę dużo… 

Po pierwsze, okazuje się, że można bardzo różnie interpretować sukces. Ktoś może z ironią powiedzieć, że nie ma co się chwalić zdaniem za siódmym podejściem;) Rzeczywiście, mistrzem nie byłam;) Z drugiej strony, to prawo jazdy uświadomiło mi jak bardzo jestem zdeterminowana! Zawsze uważałam się za osobę ze „słomianym zapałem” i naprawdę nie spodziewałam się, że mam w sobie takie pokłady cierpliwości. Zaskoczyłam tym nie tylko siebie, ale także moich bliskich!;)



Teraz garść rad doświadczonej ciotki;):

- przy wyborze szkoły nie należy się sugerować ceną! Trzymajcie się  z daleka od „gruponowych” promocji! Za „niższą cenę” zapłaciłam w innej formie – przeraźliwie długim kursem (2 tygodnie czekania na dwie godziny jazd….), niekompetentnym instruktorem (który bardziej skupiał się na tym, żeby mnie poderwać, niż czegoś nauczyć…), nieaktualnymi  materiałami dydaktycznymi (niepotrzebny stres przed „teorią” w gratisie) i zwyczajnym zniesmaczeniem i nerwówką. W efekcie po 30 godzinach kursu, musiałam dokupić naprawdę dużo godzin doszkalających (oczywiście w innej szkole i z innym instruktorem!) musiałam uczyć się wszystkiego od początku!

- do prawka trzeba podejść z dystansem. Nasłuchałam się już historii o osobach, które ze stresu pięć raz nie wyjechały z placu, po czym rzuciły to wszystko w cholerę;) Po każdym egzaminie żegnałam egzaminatora słowami „idę się zapisać. Kiedyś nadejdzie TEN dzień”;) Poza tym, tak jak we wszystkim, i na egzaminie potrzeba odrobinki szczęścia, choć na pewno to umiejętności grają pierwsze skrzypce:)

- przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że egzaminator – też człowiek;) Szczerze mówiąc ja nie miałam wrażenia, że ktoś chciał mnie za wszelką cenę „oblać” czy jakoś „specjalnie utrudnić”. Większość egzaminów trwało dość długo (raz jeździłam nawet godzinę), ale domyślam się, że to dlatego, że egzaminator widział, że czuję się źle, niepewnie i co i rusz robię drobne błędy, które jednak nie mogą z automatu zakończyć egzaminu. Większość egzaminatorów była uśmiechnięta, miła, próbowała na początku troszkę mnie rozluźnić, a jeśli nie trafił mi się żaden „wesołek” to i tak nie spotykałam się z żadnym niemiłym komentarzem. 

No i tyle:) Z radością kończę ten etap i cieszę się, że udało mi się spełnić kolejny cel:) Naprawdę znaczy to dla mnie bardzo wiele i mimo tego, że od tego radosnego momentu minął równy tydzień, nadal jak o tym myślę, mam "banana" na twarzy:) Cieszę się, że się nie zniechęciłam, choć oczywiście miałam chwile zwątpienia... Udowodniłam sobie, że nawet, jeśli nie ma się do czegoś predyspozycji, to trochę cierpliwości, wiary w siebie (i, nie ukrywajmy, pieniędzy na doszkalania;) przyniesie w końcu upragniony sukces:) Widzę też jak duże postępy zrobiłam choćby od mojego "pierwszego podejścia" - teraz naprawdę czuję się dość pewnie za kierownicą, jestem opanowana i chociaż na pewno bałabym się teraz wsiąść sama za kółko (bez żadnej "osoby towarzyszącej), wiem, że swoją ciężką pracą i "upartością" zapracowałam na to prawo jazdy!:)

O mojej krętej drodze do tytułu "Królowej Szos" można przeczytać w tych postach:



Dopisek z 16 listopada: Radość ze zdanego prawka nadal jest bardzo duża:) Do tego stopnia, że powyższy post "wziął udział" w Linkowo - ciasteczkowym party u Kropelki:)

23 komentarze:

  1. Gratuluję Ci, takie sytuacje choc kosztowne to wzmacniają, bo budują cierpliwość i wytrwałość.

    I wypowiem odnośnie dystansu tyle że w odrobinę innej kwestii - dla mnie to w ogóle dziwne jak wielki jest poziom stresu w takich sytuacjach u większości ludzi... od małego uczą nas "nie bój się" a wychodzi co innego zawsze ;) no i te opowiadania jakie to stresująca jest matura czy prawko.

    Ja przed maturą na przyklad nie byłam pewna czy zdam polski (chociaż wszystkie próbne mialam ponad 60 procent) ale te klucze są tak dziwne, wymyślne i w ogóle że różne cuda mogły się zdarzyć. A mimo to nie denerwowalam się praktycznie w ogóle. Bo prawda jest taka -stres nie musi towarzyszyć tego typu sytuacjom. Do nas należy usiaść w ławce i napisać to co umiemy. Jak czegoś nie umiemy to ominąć / strzelić. I tak na prawde to, że od matury dużo zależ NICZEGO NIE ZMIENIA. To tylko fakt. Nie ma potrzeby obawiać się faktów :)

    To ludzie wmówili sobie że stres na maturze/egzaminie na prawko jest nieodłączny. To coś jak stereotyp. Odkąd nie oglądam TV na prawdę łatwiej się żyje bo ominęło mnie to cale medialne nakręcanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej:) To ciekawe co piszesz;) Mówi się, że są 2 rodzaje stresu - ten mobilizujący i ten obezwładniający:)
    Jeśli chodzi o moje prawo jazdy, to naprawdę mało stresowałam się przy pierwszych podejściach, ale im dalej - tym stres był większy;/ Ja myślę, że wynikało to z tego, że na początku byłam tak niepewna swoich umiejętności, że wiedziałam, że może się zdarzyć tak, że nie zdam i nie będzie to dla mnie szczególny cios;)Po tych kilku razach czułam się już pewniej za kierownicą, wiedziałam, że wkładam w to ciągle dużo pieniędzy i czasu, do tego doszedł stres ze zmianą pracy, mniejszym wynagrodzeniem i niepewnością co "będzie za 3 miesiące".

    Myślę też, że ludzie źle znoszą ocenianie przez innych ludzi:) Ale czasami inaczej się nie da:)

    Tobie gratuluję opanowania!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal uważam że stres jest często zupełnie zbędny, ale rozumiem że w pewnych sytuacjach baardzo ciężko go opanować. I chwała Ci za to że udało Ci się zdać w tak trudnej sytuacji :)

      Usuń
  3. Gratuluję z całego serca, bo sama wiem co to znaczy męczyć się z prawkiem:)Bardzo się cieszę, że masz już to za sobą! Pamiętaj, że to dopiero poczatek, teraz trzeba jeździć, jeździć, jeździć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropelko, pamiętam Twoją walkę o prawko i wierz mi, że czasami w chwilach zwątpienia myślałam o Tobie!:) To śmieszne, bo przecież się nie znamy, ale bywało, że myślałam: "oj, Kropelka też próbowała tyle razy, ale przecież jej się udało! Na mnie też przyjdzie czas!":)))

      Dziękuję więc za tamtego posta;)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc:):)

      Usuń
  4. Ogromne gratulacje dla Ciebie! Bardzo dziękuję za post. Nawet nie wiesz jak mnie podniosłaś na duchu, ja mam za sobą 4 nieudane podejścia i odpuściłam... Ale chyba czas zapisac się na teorię (bo już wygasła) i wziąć się do roboty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, właśnie specjalnie napisałam "bez ściemy", że to było tyle podejść, że nie byłam szczególnie błyskotliwą kursantką, bo wiem z własnego doświadczenia jak takie porażki mogą dołować.

      Sama śmiałam się, że każdy ma "znajomego-znajomego" który zdawał X razy, ale ja nie chciałam być taką osobą którą daje się za przykład gamonia;) Ale teraz myślę, że czemu nie:) Nie wszystko idzie w życiu łatwo... Ja miałam tyle luksusu, że mogłam co miesiąc jakąś kwotę przeznaczyć na to prawo jazdy i tylko takie miałam ułatwienie... Oczywiście mogłam te pieniądze poświęcić na coś innego (a kusiło;), ale skoro powiedziałam przysłowiowe A, to chciałam iść za ciosem.

      Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że jednak spróbujesz jeszcze. Skoda Twojego czasu i pieniędzy, które włożyłaś w to do tej pory:)

      PS. Ja też zdawałam teorię 2 razy, bo mi się "przeterminowała":)

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  5. Gratuluję odniesionego sukcesu :) Droga do osiągnięcia celu była długa i trudna, więc tym bardziej możesz być dumna. Posty Twoje i Kropelki pokazują, że nie należy się poddawać, tylko mimo wszelkich przeciwności losu zmierzać wytrwale naprzód.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, to prawo jazdy bardzo mnie wzmocniło i wiele nauczyło:) I rzeczywiście radość jest ogromna - aż nie wiem czy kiedyś minie;)

      Usuń
  6. gratukuje z całego serca!!! :)
    trafiłaś z tym postem idealnie- za 2 dni mam egzamin teoretyczny:)
    w moim wypadku już kurs to była droga przez męke;p ale się nie poddałam chociaż często miałam takie myśli:/ bardzo mnie podbudowałaś swoim podejściem:) niestety moje jest zupełnie odmienne:/
    mam jednak nadzieję, że możliwie szybko zrobię prawko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daj się strachom i stresom!:)

      Trzeba pamiętać, że prawko robimy dla siebie. Przecież chodzi o to, żeby po odebraniu dokumentu jeździć bez obezwładniającego stresu i rzeczywiście pamiętać o tych zasadach obowiązujących na drodze, bo teraz nie będzie "dobrego ducha", który za Ciebie wciśnie hamulec:) Naprawdę warto tak o tym myśleć:) Jak już osiągniesz taki poziom jazdy to jest pewne, że sukces jest już naprawdę blisko!:)

      Trzymam kciuki!!!

      Usuń
    2. nie dziekuję żeby nie zapeszyć;p
      w moim wypadku większym problemem jest brak wiary we własne możliwości niż kłopoty z jazdą... często jestem dla siebie bardziej wymagająca niż mój instruktor-perfekcjonista;/ staram sie mysleć pozytywnie ale czasem to bardzo trudna sprawa...

      Usuń
    3. Przeczytaj sobie moje posty, które zalinkowałam wyżej - widać w nich jak bardzo zniechęcona byłam i jaki duży problem miałam z pozytywnym myśleniem. Szczerze mówiąc, myślę, że część moich porażek wynikało po trosze właśnie z negatywnego nastawienia+stresu+niepewności na drodze+brak wiary we własne umiejętności.

      Jest tyle kwestii, które mogą wpłynąć na wynik egzaminu, że wszystkiego nie dasz rady skontrolować. W tej sytuacji zadbaj choćby o swoją kondycję psychiczną:)

      Trzymam kciuki!:)

      Usuń
  7. Tytułem przypomniałaś mi moje zmagania z prawkiem, bo jeden z postów miałam nazwany właśnie "Królowa szos". Gratuluję zdania - wiem co to za radość! Ja już 9 miesięcy mam prawko a ten czas minął bardzo szybko, nadal nie wierzę, że udało mi się zdać za drugim podejściem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mam nadzieję, że nie podpierdzieliłam tytułu;) Ale chyba nie, bo użyłam tego zwrotu już przy pierwszym poście dotyczącym prawka;)
      Paula, a jeździsz? :)

      Usuń
    2. Nie, nie sądzę, że podpierdzieliłaś - chyba nawet byłaś pierwsza ;) A nawet gdyby to co ;P To tylko tytuł, nie podałabym Cię do sądu o prawa autorskie xD

      Tak jeżdżę. Może nie jakoś super regularnie, bo nie mam swojego samochodu, ale jak tata ma urlop albo w weekendy to tak! Ostatnio tylko mam dłuższą przerwę, bo tata miał wypadek i ma samochód zastępczy, więc nie mogę nim jeździć, bo jakby coś się stało, to z własnej kieszeni musiałabym zapłacić, ale jak tylko wróci nasza renóweczka to znów będę podbijać drogi ;)

      Usuń
  8. Gratulacje! I to jest właśnie postawa, którą warto propagować. Ktoś mi opowiadał o znajomej, która nie zdała 5razy i potem wszystko rzuciła.
    Ja właśnie kończę kurs i co ciekawe w szkole, która reklamowała się na stronie typu Groupon. Wszyscy moi znajomi z prawkiem mi zazdroszczą jak im opowiadam o zajęciach, jeżdżę trzy razy w tygodniu po dwie godziny, mam dwójkę stałych instruktorów, którzy się uzupełniają, teorię prowadził kierownik szkoły i bardzo mu na tym zależało, bo pasjonat z niego przepisów jest ogromny, a często wiele dodatkowych anegdot opowiadał jak radzić sobie w sytuacjach egzaminacyjnych na konkretnych przykładach ulic z mojego miasta :) Myślę, że duża kwestia zależy od szkoły, więc od razu bym nie zakładała, że te "grouponowe" są złe, chociaż i tam czasami można nieźle się zawieść. Chociaż czy moja szkoła jest taka super to zobaczę jak zdam egzamin :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to gratuluję szkoły! Jesteś z Wawy? Jestem bardzo ciekawa co to za szkoła:)
    No i życzę powodzenia na egzaminie!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie jestem z Warszawy :)
      Nie dziękuję! Właśnie rodzice po raz pierwszy dali mi swój samochód bym się przejechała po osiedlu, ale frajda! Zazdroszczę Ci, że już jesteś po egzaminie :)

      Usuń
  10. Gratuluję, widać, że nie warto się poddawać pomimo niepowodzeń.
    Też miałam trochę "przygód" ze zdawaniem prawa jazdy, ale na szczęście to już wszystko za mną. Tylko przydałoby się częściej jeździć... :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulację:) Mnie na szczęście ominęły poprawki i stresy egzaminowe:)
    Powiedz mi teraz jak przekonać chłopaka który dwa razy nie zdał, chociaż zawsze już na mieście, bo strasznie go denerwują egzaminatorzy i "nie umie się skupić na tym co egzaminator do niego mówi".... żeby próbował dalej i się nie poddawał, bo on oczywiście chce to rzucić w cholerę....

    OdpowiedzUsuń
  12. Już trochę minęło czasu, ale gratulacje ;D
    Nigdy nie wolno się poddawać. Bardzo fajny post. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń