sobota, 1 września 2012

Małe podsumowanie wakacji;)


Zastanawiałam się, czy podsumowanie „wakacji” ma w tym roku sens, skoro: a) prawdziwych wakacji nie uświadczyłam; b) jak można mówić o wakacjach, jeśli nie jest się studentem, ani uczniem;) 

Mam jednak teorię, że człowiek w okresie letnim jest z zasad mniej produktywny – każdy czuje okres urlopowy (nawet, jeśli sam z tego urlopu nie może skorzystać), a poza tym ładna pogoda za oknem sprzyja szeroko pojętym rozrywkom, weekendom na działkach, popołudniach na spacerach itd. Pomyślałam więc, że jeśli nie „podsumowanie wakacji”, no to chociaż „podsumowanie lata”:)

Te wakacje były na pewno najbardziej pracowite, ale też na swój sposób leniwe. Chociaż w każde moje studenckie wakacje wiodłam żywot „kobiety pracującej”, to jednak nigdy nie była to praca na cały etat. Taki system pozwalał więc na troszkę odpoczynku, ale też na łapanie "doświadczenia" i zdobywanie środków finansowych na ten odpoczynek;) Teraz oczywiście sytuacja się zmieniła i od 15 czerwca (obrona) nie miałam żadnego dnia wolnego…


Dlatego właśnie „odpuszczałam” popołudniami i weekendami. Generalnie można powiedzieć, że trochę zaniedbałam swój „rozwój” – angielski ledwo tknięty, na pogłębianie wiedzy poza pracą też nie bardzo miałam siły i chęci… Nie jest to może powód do dumy, ale to była dla mnie jedyna okazja, żeby naładować akumulatory.






Minione lato upłynęło mi więc pod znakiem:

- czytania – przeczytałam łącznie cztery książki i oczywiście sporą ilość czasopism różnej maści. Odkryłam, że to, co kiedyś było moją pasją – polityka i sprawy publiczne, w tym momencie nie kręci mnie w ogóle, a wręcz przeciwnie – jest źródłem frustracji i po prostu mnie denerwuje;) Przekonałam się, że moje wartości sprzed 3-4 lat były tylko młodzieńczymi ideałami, z którymi teraz nie mam nic wspólnego…

- oglądania starych filmów – to moje nowe hobby;) Odkryłam magię starego kina – czarno-białych obrazów, podkładów muzycznych i troszkę infantylnych scenariuszy;) Obejrzałam już niemal wszystkie filmy z Audrey Hepburn, parę z Marylin Monroe (to pod wpływem przeczytanej książki „Marylin – ostatnie seanse”) plus „odgrzałam” trochę filmów, do których mam sentyment albo które mi się wybitnie podobały – „Frida”, „Coco Chanel”, „Elegia”, „Blow” (moja ukochana Penelope:)), no  i parę innych:) To były naprawdę miłe, choć w dużej mierze samotne wieczory:)

- spacerów i lodów – starałam się w miarę możliwości korzystać z ładnej pogody;)

- poza tym wreszcie zmobilizowałam się do zadbania o siebie od bardziej profesjonalnej strony– byłam u dermatologa i dentysty, a w kolejce czeka internista i podstawowe badania. 

No i tyle tego podsumowania - nie powala, co?:) Na pewno nie były to moje najlepsze wakacje w życiu, ale trudno – mam nadzieję, że odbiję to sobie za rok:)

Aktualizacja: Pisząc tego posta zupełnie zapomniałam o moim największym sukcesie, czyli zdanym prawku;) To wydarzenie właściwie przyćmiło całą resztę i nadal jestem dumna jak paw;)


11 komentarzy:

  1. Może pomyślisz nad zmianą ilustracji do wpisu? Wydaje mi się, że demotywator z błędem ortograficznym nie pasuje do bloga, którego głównym tematem jest samorozwój. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj... dzięki za zwrócenie na to uwagi! Nie zauważyłam błędu:) Oczywiście za chwilę zmienię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wakacje są do odpoczynku, czas na wzmożoną naukę przyjdzie w jesienne długie wieczory :)

    ps. nie powinno być raczej "liczbę czasopism" a nie "ilość czasopism"? Czasopisma to przecież policzalne rzeczy, nie to co mąka, powietrze czy woda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pola, zawsze staram się dbać o poprawność językową, więc dziękuję za zwrócenie uwagi:) Szczerze mówiąc nie jestem pewna jaka forma jest właściwa - chyba pogoogluję:)
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie to i tak sporo zrobiłaś - ja z kulturą wysoką miałam ostatnio bardzo niewiele do czynienia :) A to też jest rozwój, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no prawda, prawda;) Ale czy naprawdę czytanie "dla relaksu" i oglądanie filmów można zaliczyć do kultury wysokiej?:)
      W każdym razie, mam nadzieję, że wynika to też z posta - nie mam poczucia "zmarnowania" tego czasu:)

      Usuń
  6. wcale Ci się nie dziwie, że zaniedbałaś języki itp. ja jestem od miesiąca na stażu od 9 do 15 i jestem tak nieprzyzwyczajona do takiego trybu życia, że jak wracam nie mam na nic ochoty..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - trzeba się wdrożyć:) Ja na początku miałam siły tylko na leżenie i marudzenie (a przecież przeszłam "z pracy do pracy", więc taki tryb życia był mi znany!), ale potem wszystko wróciło do normy... No, prawie wszystko!;)

      Usuń
  7. Zazdroszczę ci tych starych filmów ^_^ Który poleciłabyś nowicjuszce? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co, ja zaczynałam od "Śniadania u Tiffany'ego" (nie jestem pewna czy dobrze odmieniłam;) - podchodziłam do tego na zasadzie "klasyka, którą wypada znać", ale film bardzo, bardzo mi się podobał i w te wakacje oglądałam go drugi raz:)
    Ewentualnie możesz zacząć od filmów z aktorką, która z jakiś względów Ci się "podoba";)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też kiedyś bardzo mocno interesowałam się polityką, ale coraz bardziej jestem negatywnie do niej nastawiona.
    Co prawda nadal lubię wiedzieć ''co w trawie piszczy'', ale po 15 minutach oglądania TVN24 jestem tak rozdrażniona i zmęczona nawałem negatywnych informacji, że wolę lekki serial;-).

    A co do pracy to kiedyś przeczytałam na pewnym blogu zapytanie czy łatwiej rozwijać się jak już się pracuje.
    Argumentem miał być fakt braku przymusu nauki i poświęcenia czasu na rzeczy okołouczelniane.
    Ja jednak myślę, że liceum/szkoła średnia i studia to najlepszy czas na rozwój bo dla mnie pójście do pracy na etat wiąże się z chęcią podjęcia odpowiedzialności za własne życie i wyprowadzką.
    W międzyczasie związek, który też ''troszkę czasu zabiera''(ale absolutnie w negatywnym sensie tego nie piszę).
    Dlatego też za każdym razem jak rozmawiam z gimnazjalistą/licealistą/studentem dziennych studiów(który nie czuje potrzeby ani presji pracy zarobkowej), aby działał bo przyjdzie czas, kiedy doba baaardzo się skurczy(czuję to sama po sobie...).

    Pozdrawiam ciepło,
    J:)

    OdpowiedzUsuń